REKLAMA

Tak zabrali nam sen. Walka o jego odzyskanie będzie trudna

Różnica na przestrzeni 30 lat jest zauważalna - nie dość, że nie ma poprawy, to jest coraz gorzej.

sen
REKLAMA

Chcesz zbić kogoś z pantałyku, zadaj podchwytliwe pytanie: kiedy ostatni raz druga strona była wyspana, tak naprawdę wypoczęta. Jak w banku masz zakłopotanie, długą, krępującą ciszę i smutny wniosek związany z tym, że taką datę wskazać jest niezwykle trudno. Osoby specjalizujące się w wisielczym humorze być może będą w stanie oszacować, kiedy w końcu odpoczynek będzie możliwy, ale to śmiech przez łzy, bardzo licha pociecha. I raczej nie zadowolisz się satysfakcją z zagięcia oponenta, bo otrzymasz to samo pytanie jako ripostę. Też najprawdopodobniej się zamyślisz, nie odpowiesz, pogrążysz się w smutku. 

REKLAMA

Badania od lat mówią o poważnym problemie Polaków ze snem. Najnowszy sondaż CBOS jest o tyle ciekawy, że porównuje najnowsze ankiety z sondażem z 1996 r. Czarno na białym możemy zobaczyć, jak bardzo pogorszyły się nasze noce przez 30 lat. 

Jak wynika z opracowania, obecnie śpimy przeciętnie nieco krócej – o 12 minut w zwykłe dni tygodnia i o 7 minut w dni wolne od pracy. Dziś średnia długość snu wynosi 7 godzin i 4 minuty w dni pracy oraz 7 godzin i 39 minut w dni wolne od pracy. "I tak nieźle", "chciałabym tyle spać" - powiedzą pewnie niektórzy, lecz cieszyć się nie ma z czego, skoro przez 30 lat zanotowaliśmy spadek. 

REKLAMA

To niby tylko 12 i 7 minut, ale jednocześnie też aż 12 i 7 minut

O wadze tych cennych sekund wie każdy, kto budzi się chwilę przed budzikiem i widzi, ile mu jeszcze drzemki zostało. Najpierw jest złość, że to już zaraz, ale potem ulga: lepiej nawet tych kilka minut niż 60 sekund. Nie ma więc co lekceważyć 12 i 7 minut, które w ciągu 30 lat poszły na zmarnowanie. Tak, można wręcz za nim zatęsknić. 

Trudno o optymistyczne wnioski, skoro jak zauważa CBOS skrócenie snu widoczne jest także w ujęciu procentowym.

REKLAMA

Jeśli chodzi o sen w dni robocze, to możemy stwierdzić, że o 14 punktów procentowych przybyło osób, które śpią od 6 do niespełna 8 godzin (szczególnie od 7 godzin do 7:59 – wzrost o 10 punktów), natomiast ubyło przeznaczających na sen 8 godzin lub więcej (spadek o 13 punktów). W przypadku snu w dni wolne od pracy więcej jest osób, które śpią od 7 do blisko 9 godzin (wzrost o 15 punktów), a mniej tych, które przeznaczają na to więcej czasu (spadek o 9 punktów) - czytamy w publikacji. 

Najliczniej występującym problemem ze snem jest częste budzenie się w środku nocy, które zdarza się niemal trzem czwartym badanych. Na dodatek więcej badanych niż w 1996 roku doświadcza obecnie wybudzania w środku nocy i wcześnie rano, nie mogąc później jeszcze raz zasnąć. 

REKLAMA

Trudno nie kierować oskarżycielskiego spojrzenia w stronę smartfonów, laptopów, komputerów, tabletów i innych ekranów

Podobnie jak w przypadku raportów o chronicznym polskim zmęczeniu, tak i kłopoty ze snem należałoby dopisać do listy skarg i zażaleń pod adresem nowych technologii. 

REKLAMA

Jasne, sami pytani mówią, że główne przyczyny bezsenności to stres czy zły stan zdrowia. Jedynie 22 proc. ankietowanych wskazuje na zbyt długi czas spędzany przed ekranem smartfona lub komputera. Jednocześnie niemal 58 proc. Polaków opóźnia pójście spać, aby spędzić czas na oglądaniu filmów, przeglądaniu internetu czy graniu w gry - i to wszystko mimo zmęczenia. Co piątemu badanemu (19 proc.) zdarza się to często - czytamy. 

Autorzy publikacji patrzą na sprawę z zaskakującym wręcz optymizmem. Owszem, sen nocny faktycznie jest "trochę krótszy niż był 30 lat temu", ale zdaniem twórców raportu należałoby wziąć pod uwagę "zmiany, jakie nastąpiły w naszej codzienności od roku 1996 w związku z cyfryzacją". Było ich wiele, więc dlatego argumentują, że "obserwowane skrócenie snu jest mniejsze, niż można by się spodziewać". 

REKLAMA

Teoretycznie - rzeczywiście, coś w tym jest. Przecież powiedzonko "wyśpisz się po śmierci" nie zostało wymyślone przy okazji premiery smartfonów czy wraz z upowszechnieniem się internetu. Zmęczenie towarzyszy ludzkości od dawna, a równie dobrze za kradzież snu dałoby się obwiniać niekończącego się TikToka, jak i wciągającą lekturę. Można bez sensu spierać się o jakość jednej i drugiej rozrywki, ale efekt będzie ten sam: długie ziewanie następnego dnia i marzenie o tym, aby jak najszybciej znaleźć się pod kołdrą. 

Rozpraszaczy i umiliaczy czasu przybywa, a ich współpraca zabrała nam w najgorszym przypadku tylko 12 minut. Czyli - bronimy się, na dodatek całkiem skutecznie! 

REKLAMA

Uważam jednak, że oczekiwać powinniśmy czegoś innego

Jeszcze nigdy nie wiedzieliśmy o naszym śnie tak wiele. Dysponujemy pomiarami, które pozwalają nam prześledzić jak spędziliśmy noc. Wstajesz, zerkasz na ekran i wiesz wszystko. Cała noc sprowadzona została do wykresów i tabelek. Niemal każda minuta snu jest rejestrowana. Śnimy, obracamy się z boku na bok, a maszyna pracuje, by później ocenić: może być, średnio, fatalnie. Nawet jeżeli zgodzimy się, że dane nie są aż tak dokładne i aż tak specjalistyczne jak fachowe badania, to i tak pod ręką mamy dające do myślenia liczby. A mimo nierzadko alarmujących statystyk nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Oczywiście nie wszyscy korzystają z tych narzędzi, skrupulatnie badając swój organizm, ale mimo wszystko jako naród śpimy mniej, a nie więcej. 

REKLAMA

A przecież skoro łatwiej się dziś sprząta, pracuje, robi zakupy, zamawiane rzeczy przychodzą pod nos do automatu, niby wszystko jest zautomatyzowane, usprawnione i lepiej przemyślane, to choćby z tego powodu moglibyśmy urwać godzinę z dawnych obowiązków i podzielić ją na odpoczynek oraz dodatkowy sen. Tymczasem - nic z tego. Wydaje się, że czasu mamy wręcz coraz mniej, co potwierdzają kolejne raporty o zmęczeniu i bezsenności. 

Czy znacie lepszy przykład hipokryzji niż wypuszczanie co roku nowych telefonów, kreowanie potrzeb (czy raczej pragnień) zakupowych i jednoczesne zachwalanie funkcji Czas przed ekranem (na iPhonie lub iPadzie) czy Cyfrowa równowaga (na Androidzie)? - pytał nie tak dawno Rafał Gdak. 

REKLAMA

Tak samo podsumować możemy przecież starania, których celem jest rzekome dbanie o nasz lepszy sen. Wyciszanie powiadomień, tryby skupienia, przyciemnianie ekranu i inne tego typu bajery wraz ze statystykami nt. jakości snu mają dać złudne poczucie kontroli. No dobrze, może i teraz zarywam noc, ale jak już zdecyduję się na poprawę, to będę mógł wszystkim zarządzać i wyjść na prostą. 

REKLAMA

Gdyby komuś naprawdę zależało na naszym lepszym wypoczynku, po 22:00 telefon powinien zamienić się w cegłę, którą uruchomić można pod warunkiem nagłych zdarzeń. 

To utopia, nikt by się na to nie zdecydował - i w sumie nawet nie wiem, czy bardziej mam tu na myśli producentów, czy samych użytkowników. 

REKLAMA

Tych zresztą najłatwiej obwinić za to, że nie odcinają się od bodźców - choć niektórzy próbują i dlatego wracają do starodawnych modeli. 

Tylko czy faktycznie należy zrzucać całą odpowiedzialność na ofiary bezsenności, odwołując się do ich świadomości? Najpierw wszystko zachęca do stałej aktywności, bycia na bieżąco ze wszystkim - informacjami, premierami, dyskusjami - a potem, gdy odczuwamy tego skutki, odpowiedzią ma być: przecież nikt ci nie kazał. 

REKLAMA

Nikt? A te wszystkie niewinne żarciki o nieprzespanych nocach ze względu na premierę serialu, gry, filmu? Automaty, które są w stanie spełnić coraz dziwniejszą potrzebę nawet w środku nocy? Cały ten zgiełk sprowadza się do zachęt do bycia produktywnym, aktywnym, wydajnym. Coś za coś: tak, dużo od siebie dajesz, ale dużo możesz też wziąć. 

Jeśli dziś tak wiele jest na wyciągnięcie ręki, klikasz i masz - mowa tu nie tylko o treściach cyfrowych, ale też rzeczach, które można zamówić fizycznie i otrzymać je nawet tego samego dnia, czy sklepach z wydłużonymi godzinami otwarcia - to grzechem jest nie skorzystać. Nie po to wszystko tak pędzi i zgłasza gotowość, żeby potem machnąć na to ręką. Wielkim marnotrawstwem było zignorowanie tych szans. 

A wspominam tu o rzeczach pozornie przyjemnych, rozrywkach i konsumpcji. Dodajmy do tego pracę i nadgodziny. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego polscy pracownicy w 2025 r. przepracowywali średnio 38 godzin tygodniowo, co było piątym najwyższym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Z czerwcowego badania InterviewMe "Czy Polacy pracują na urlopie?" wynikało, że aż 60 proc. Polaków nie potrafi całkowicie odciąć się od pracy podczas urlopu, a 46 proc. sporadycznie sprawdza służbową pocztę lub myśli o obowiązkach. 4 proc. przyznało, że w trakcie wypoczynku wykonuje zadania związane z pracą. 

Skoro nie udaje się to podczas wypoczynku, to tym bardziej trudno liczyć na odcięcie się w tygodniu. Wcześniej nadgodziny, a potem w domu mail chwilę przed snem i wymiana uwag ze współpracownikami - podział 8 godzin na sen, 8 godzin na pracę i 8 godzin na czas wolny wydaje się być odległym ideałem. Granice zostały zatarte i to całkiem dosłownie, skoro obowiązki wykonywać można nawet w sypialni. Teraz wszystko działa 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Wszystko i wszyscy. 

- Okre­śle­nie "24/7" jest nie tyl­ko pro­stym chwy­tli­wym ha­słem. Dwu­krot­nie wy­ra­ża cią­głość, zry­wa­jąc tym sa­mym z ryt­micz­no­ścią i cy­klicz­no­ścią ludz­kie­go ży­cia - przekonywał w eseju "24/7. Późny kapitalizm i koniec snu" Jonathan Crary.

24/7 to czas nie­zróż­ni­co­wa­ny, w któ­rym kru­chość ludz­kiej eg­zy­sten­cji jest co­raz go­rzej to­le­ro­wa­na, a sen prze­sta­je być czymś ko­niecz­nym i nie­unik­nio­nym. W jego ra­mach idea pra­cy po­zba­wio­nej przerw i ogra­ni­czeń wy­da­je się roz­sąd­na lub wręcz nor­mal­na. Czas ten bie­gnie w zgo­dzie z tym, co nie­oży­wio­ne, bez­wład­ne i nie­sta­rze­ją­ce się. W swych re­kla­mo­wych wy­krzyk­nie­niach obie­cu­je moż­li­wość nie­ogra­ni­czo­ne­go za­spo­ka­ja­nia po­trzeb – ich bez­u­stan­ne­go wy­twa­rza­nia, lecz za­ra­zem osta­tecz­ne­go cią­głe­go nie­za­spo­ko­je­nia. Brak ogra­ni­czeń kon­sump­cji nie jest wca­le tym­cza­so­wy. Już daw­no mi­nę­ły cza­sy, kie­dy gro­ma­dzi­ło się przede wszyst­kim rze­czy. Obec­nie na­sze cia­ła i toż­sa­mo­ści do­świad­cza­ją co­raz więk­sze­go prze­sy­tu usług, ob­ra­zów, za­bie­gów i che­mi­ka­liów, co nie­kie­dy pro­wa­dzi do za­tru­cia, a na­wet śmier­ci. Prze­trwa­nie jed­nost­ki prze­sta­je być na dłuż­szą metę prio­ry­te­tem, je­śli choć­by nie­bez­po­śred­nio za­ry­so­wu­je się w jej ży­ciu re­al­na wi­zja okre­sów po­zba­wio­nych ku­po­wa­nia lub pro­mo­wa­nia dóbr. Ży­cie 24/7 jest nie­roz­łącz­nie zwią­za­ne z ka­ta­stro­fą eko­lo­gicz­ną, po­nie­waż obie­cu­je nie­ustan­ne wy­dat­ko­wa­nie i nie­koń­czą­ce się mar­no­traw­stwo, któ­re jest ko­niecz­ne do jego pod­trzy­my­wa­nia. Pro­wa­dzi do osta­tecz­ne­go prze­rwa­nia cy­kli i pór roku, na któ­rych opie­ra się rów­no­wa­ga eko­lo­gicz­na - pisał. 

Nie da się powiedzieć, że tylko przez smartfony i tylko przez ekrany śpimy mniej oraz gorzej

Nie da się też zrzucić winy wyłącznie na presję współczesnego świata, który wymaga gotowości i aktywności: w hobby, rozrywce, pracy, relacjach. Stąd stres, przez który trudno w nocy zasnąć. 

Problem jest o wiele bardziej złożony. Świat aktywny 24 godziny i siedem dni w tygodniu jest głośny i świecący. Ile dziś sporów dotyczy hałasu. PAP przypomniał, że według Światowej Organizacji Zdrowia przewlekła ekspozycja na głośne dźwięki prowadzi np. do chorób serca, ale też właśnie i do zaburzeń snu. 

W każdym innej części miasta czy wsi coś innego hałasuje. Jedni narzekają na głośne samochody, inni na myjnie, ktoś na pracę fabryki, a gdzieś spać nie dają podchodzące do lądowania samoloty. Hałas jest źródłem bardzo wielu sporów. Jedni mówią: my chcemy odpocząć. Drudzy odpowiadają: w świecie 24/7 nie ma czasu na spowolnienie, wszystko musi toczyć się cały czas w tym samym szybkim tempie.

Nie mamy już ciemnej nocy. Z roku na rok niebo staje się coraz jaśniejsze. To kolejny winny złej jakości snu, a jednocześnie rzecz tak bardzo powiązana ze światem 24/7.

Jesteśmy ofiarami tej gonitwy, ale też ją napędzamy. Z sondażu "Rzeczpospolitej" wynika, że aż 60 proc. Polaków deklaruje chęć zwiększenia liczby niedziel handlowych. 

- Możliwość odwiedzenia sklepu w niedzielę może oznaczać większą swobodę planowania tygodnia, uniknięcie sobotniego tłoku czy spokojniejsze zrobienie większych zakupów. Nie musi przy tym oznaczać, że konsumenci chcieliby korzystać z tej możliwości regularnie - stwierdził w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Robert Biegaj, ekspert z Shopfully Poland, dodając, że dla części badanych ważna może być sama dostępność takiego rozwiązania.

No właśnie: kusząca jest sama możliwość. Nic dziwnego, bo do tego zostaliśmy przyzwyczajeni - tak wiele jest dostępne tu i teraz. Wolna niedziela jest rażącym wyjątkiem, czymś absurdalnym. Przecież to normalne, że każda zachcianka może zostać w dowolnym momencie spełniona. Skoro ja jestem aktywny niemal non stop, to inni też muszą.

Na sen trzeba sobie zasłużyć 

Z niedawnego badania Triverny wynikało, że 60,2 proc. badanych deklaruje gotowość do oddania telefonu podczas pobytu w hotelu.

- Zapytaliśmy Polaków również o koncepcję "pokoju analogowego". Czyli miejsca bez telewizora i urządzeń elektronicznych, z możliwością zdeponowania telefonu, a zamiast tego z książkami, grami planszowymi i przestrzenią do relaksu. Wyniki pokazują, że taki pomysł ma potencjał. 34,7 proc. badanych deklaruje zainteresowanie takim rozwiązaniem, a kolejne 29,5 proc. nie ma jeszcze wyrobionej opinii. To pokazuje, że Polacy niekoniecznie szukają całkowitego cyfrowego detoksu, ale coraz bardziej doceniają możliwość stworzenia warunków, w których mogą naprawdę zwolnić i odzyskać czas tylko dla siebie - komentował Krzysztof Dębski, Chief Marketing Officer w Triverna.pl. 

Tylko na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie, wszak taki pokój analogowy stworzyć bardzo łatwo i u siebie w domu. Wiemy jednak, jakie to trudne, więc nic dziwnego, że jest pomysł, aby taką usługę stworzyć, odpowiadając na potężną potrzebę ludzi: wypoczynku. 

Jest to pewnego rodzaju skrajność, ale wcale nie aż tak dziwna. Już teraz o lepszy sen się zabiega. Próbuję znaleźć idealne zatyczki do uszu. Takie zwykłe, silikonowe, nie sprawdzają się. Być może pomogą mi droższe, bardziej profesjonalne. Aby się wyspać, znowu muszę konsumować. Muszę poświęcić czas i uwagę. 

Najchętniej spałbym w moich dousznych słuchawkach, które świetnie wyciszają dźwięki otoczenia. Nie jest to tak wygodne, bałbym się, że mi wypadną i coś się z nimi stanie. Jednak ta ochota pokazuje symbolicznie pewien absurd - mój sen, a raczej ochota wyspania się, może być argumentem przemawiającym za kupnem danego urządzenia. Uciekasz od ekranu danej firmy, żeby się wyspać, a jednocześnie kupujesz inny produkt, by poczuć różnicę podczas spaceru w hałaśliwym otoczeniu czy już leżąc w łóżku. Wszystko sprowadza się więc do jednego: kupowania, kupowania, kupowania. Hałaśliwy świat pełen bodźców jest odpowiedzialny za nasze zmęczenie, a jednocześnie chce być na nie lekarstwem. Jak nie zatyczki, to słuchawki. Jak nie opaska do spania, to coś na okna, co odetnie nas skutecznie od światła. I koniecznie zegarek albo opaska do monitorowania snu, żeby w końcu wiedzieć, czy zmierzamy w odpowiednią stronę. Lub chociaż aplikacja, która pozwoli się wieczorem lepiej skupić. 

W swoim raporcie CBOS zauważa, że w ciągu ostatnich 30 lat zmniejszyło się znaczenie złej sytuacji ekonomicznej. Trzydzieści lat temu zajmowała na tej liście trzecie miejsce - które dziś przejął długi czas spędzany przed ekranem telefonu, komputera - a teraz lokuje się na ostatnim. Żyje nam się coraz lepiej, ale śpi tak samo średnio. 

Ale przynajmniej możemy kupić rzeczy i suplementy, które będą obiecywać poprawę. 

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.

REKLAMA
REKLAMA