Nie strzela do drona, lecz wyłącza go z daleka. Jest pierwszy egzemplarz
Ręczny Dronebuster dostał mocniejszego kuzyna. REACH ma rozpoczynać walkę z dronem, zanim znajdzie się on blisko chronionego obiektu.

US Navy zamówiła pierwszy egzemplarz Dronebuster REACH. To nowa, dalekozasięgowa wersja systemu do walki z dronami, która zamiast pocisków wykorzystuje zakłócanie łączności i nawigacji satelitarnej. Pierwszy zestaw trafi do Office of Naval Research i będzie służył do badań, prób i oceny technologii. Producent nie podał dokładnego zasięgu REACH, ale zapowiada większą moc i możliwość działania z odległości wykraczającej poza możliwości ręcznych Dronebusterów.
Ręczny Dronebuster dostał znacznie większego kuzyna
Dronebuster nie jest nową nazwą w świecie systemów antydronowych. Jego najbardziej znana wersja to przenośne urządzenie przypominające karabin, które operator kieruje w stronę nadlatującego bezzałogowca. Nie wystrzeliwuje on jednak żadnego pocisku. Zadaniem systemu jest przede wszystkim zakłócenie sygnałów wykorzystywanych przez drona.
Według Ondas ręczne Dronebustery trafiły już do ponad 50 krajów, a liczba dostarczonych urządzeń przekroczyła już 3 tys. REACH korzysta z podobnych technik, ale został zaprojektowany z myślą o znacznie większym zasięgu i mocy. Nie jest też kolejną bronią, którą żołnierz ma nosić na ramieniu. To element większego systemu ochrony obiektu, bazy czy infrastruktury.
Najważniejsza różnica wynika właśnie z odległości. W przypadku ręcznego zakłócacza trzeba poczekać, aż bezzałogowiec znajdzie się wystarczająco blisko operatora. Jeżeli leci szybko albo przenosi ładunek wybuchowy, taki zapas czasu może być niewielki. REACH ma pozwolić rozpocząć przeciwdziałanie wcześniej.
Konkretnej liczby w kilometrach na razie jednak nie znamy. Producent opisuje nową wersję jako system dalekiego zasięgu i podkreśla wzrost mocy, ale nie opublikował parametrów pozwalających niezależnie porównać ją z ręcznym Dronebusterem.
Zamiast pocisku zakłóca sterowanie i nawigację
REACH może oddziaływać na dwa podstawowe elementy potrzebne wielu dronom do wykonania misji. Pierwszym jest łącze command-and-control, którym operator steruje maszyną i odbiera przesyłane przez nią informacje. Drugim są systemy GNSS, czyli nawigacja satelitarna wykorzystywana do ustalania pozycji i prowadzenia lotu.
System może być dodatkowo wyposażony w funkcje elektronicznego ataku na PNT, czyli usługi odpowiadające za pozycjonowanie, nawigację i precyzyjny czas. Efekt nie musi więc polegać na fizycznym zniszczeniu bezzałogowca. W zależności od jego konstrukcji i zaprogramowanych procedur utrata łączności lub nawigacji może uniemożliwić dalsze wykonanie zadania.
Nie oznacza to oczywiście, że w ten sposób da się zatrzymać każdy bezzałogowiec. Dron zdolny do autonomicznego lotu, wykorzystujący inne metody nawigacji albo zaprogramowany wcześniej do samodzielnego dolecenia do celu może być znacznie odporniejszy na takie przeciwdziałanie. Dlatego współczesne systemy C-UAS coraz częściej składają się z kilku różnych sensorów i efektorów.
Podobny problem dobrze widać na przykładzie polskiego SKYctrl. Zagrożenie zmienia się tak szybko, że system kupiony kilka lat wcześniej może nadal działać poprawnie technicznie, a jednocześnie wymagać nowych sposobów wykrywania i zwalczania najnowszych dronów.
Najpierw drona trzeba znaleźć
Sam Dronebuster REACH nie ma działać samodzielnie. Producent przewiduje połączenie go z własnymi systemami Detect, Track, Identify, które odpowiadają za wykrywanie, śledzenie i identyfikację celów. Dane trafiają następnie do oprogramowania DefenseOS, gdzie operator może zobaczyć sytuację i zdecydować, jakiego środka użyć.
Jeżeli zakłócenie wystarczy, system może wykorzystać REACH. Jeżeli nie, architektura pozwala przekazać cel do efektora kinetycznego, który spróbuje go fizycznie zniszczyć. W portfolio Ondas takim rozwiązaniem jest m.in. autonomiczny przechwytujący dron IonStrike.
Takie podejście jest tak naprawdę coraz częstsze, bo jedno narzędzie nie wystarcza przeciwko wszystkim bezzałogowcom. Małego FPV sterowanego radiowo można próbować zagłuszyć. Większy dron uderzeniowy lecący po zaprogramowanej trasie może wymagać zupełnie innej odpowiedzi.
Dlatego systemy antydronowe coraz częściej łączą radary, optoelektronikę, walkę elektroniczną i środki fizycznego niszczenia celu. REACH ma pozwolić rozpocząć zakłócanie wcześniej, zanim dron znajdzie się w zasięgu ręcznego Dronebustera. Im wcześniej uda się rozpocząć działanie, tym więcej czasu pozostaje na użycie kolejnego środka, jeżeli pierwsza próba nie zadziała.
Przeczytaj także:
Zainteresowanie US Navy nie jest oczywiście w żadnym razie przypadkowe. Okręty, porty i bazy morskie są coraz częściej chronione przed niewielkimi bezzałogowcami, a używanie do tego klasycznych rakiet przeciwlotniczych nie zawsze ma sens ekonomiczny. Ten sam problem widać przy integracji znacznie tańszych pocisków APKWS do zwalczania dronów. Jeżeli cel można zatrzymać bez wystrzeliwania pocisku, taki sposób może być używany wielokrotnie bez opróżniania magazynów amunicji.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.