REKLAMA

Europa próbowała uciec od Microsoft Teams. Znaleźli coś gorszego

UE chciała uniezależnić się od Microsoftu. Urzędnicy przetestowali alternatywę i nie gryźli się w język.

Microsoft Teams alternatywy opinie Europa

Europejska Komisja od miesięcy mówi o „suwerenności cyfrowej”, ograniczaniu zależności od amerykańskich gigantów technologicznych i budowie własnych kompetencji. Problem w tym, że teoria brzmi znacznie lepiej niż praktyka. Nowa alternatywa dla Microsoft Teams, wdrażana wewnątrz Komisji Europejskiej, właśnie zebrała od swoich użytkowników recenzje, których nie powstydziłby się dział komentarzy pod awaryjną aktualizacją Windowsa.

Według informacji opisanych przez Politico część unijnych urzędników jest wręcz rozczarowana narzędziem Element Pro, które ma stanowić awaryjny system komunikacji na wypadek problemów z usługami Microsoftu. Jeden z nich określił platformę wyjątkowo dosadnie, nazywając ją „absolute shit”, czyli mówiąc delikatnie: kompletnym niewypałem.

Czytaj też:

Komisja Europejska szykuje plan B na wypadek problemów z Microsoftem

Cała historia zaczyna się od coraz głośniejszej w Europie dyskusji o cyfrowej niezależności. Unijne instytucje od dawna korzystają z amerykańskiego oprogramowania, usług chmurowych i infrastruktury dostarczanej przez gigantów pokroju Microsoftu, Google'a czy Amazona. Przez lata nie stanowiło to większego problemu. Dziś sytuacja wygląda jednak inaczej.

Rosnące napięcia geopolityczne, spory wokół ochrony danych, a także obawy o uzależnienie kluczowych europejskich instytucji od zagranicznych dostawców sprawiły, że w Brukseli coraz częściej mówi się o budowaniu własnych kompetencji technologicznych. Nie chodzi już wyłącznie o kwestie gospodarcze. W tle pojawiają się argumenty związane z bezpieczeństwem państwowym, odpornością infrastruktury oraz możliwością zachowania kontroli nad komunikacją i danymi.

Właśnie dlatego Komisja Europejska zdecydowała się wdrożyć Element Pro jako „suwerenną kopię zapasową” dla Microsoft Teams. Według wewnętrznej notatki przywołanej przez Politico narzędzie nie ma obecnie zastępować Teamsów na co dzień. Jego zadaniem jest zapewnienie ciągłości działania na wypadek sytuacji, w której usługi Microsoftu przestałyby być dostępne lub zostałyby zakłócone. To bardzo istotne rozróżnienie. Mówimy nie o projekcie całkowitej migracji, lecz o stworzeniu awaryjnego planu B.

W teorii wszystko wygląda rozsądnie. Instytucja odpowiedzialna za funkcjonowanie Unii Europejskiej chce mieć zapasowy kanał komunikacji, który nie zależy od amerykańskiego dostawcy. Trudno się z tym kłócić. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy z tego planu B trzeba faktycznie korzystać.

Element Pro

Jak opisuje Politico, kilku urzędników otwarcie zakwestionowało sens całego wdrożenia. Jeden stwierdził, że nie rozumie wartości dodanej nowego systemu. Inny użył wspomnianego już niezwykle dosadnego określenia. Jeszcze kolejny zażartował, że gdyby Stany Zjednoczone rzeczywiście zdecydowały się wyłączyć swoje technologie, to patrząc wyłącznie na jakość alternatywy, „natychmiast wygrałyby wojnę”.

Czym właściwie jest Element Pro?

Element nie jest anonimowym startupem, który pojawił się znikąd. To brytyjska firma rozwijająca komunikator oparty na otwartym standardzie Matrix. Rozwiązanie jest wykorzystywane przez różne organizacje publiczne i instytucje rządowe w Europie. Pod względem funkcjonalnym przypomina Teams. Umożliwia prowadzenie rozmów tekstowych, połączeń audio i wideo, wymianę plików oraz tworzenie tematycznych pokoi czy kanałów przeznaczonych dla konkretnych projektów.

Najważniejsza różnica nie polega jednak na wyglądzie interfejsu czy liście funkcji. Kluczowe jest miejsce przechowywania danych. Komisja Europejska hostuje system Element na własnej infrastrukturze zamiast polegać na chmurze Microsoftu. To oznacza większą kontrolę nad komunikacją, przechowywanymi informacjami oraz całym środowiskiem technicznym. Właśnie ten element jest uznawany za fundament idei cyfrowej suwerenności.

Microsoft Teams jest dziś jednym z najpopularniejszych narzędzi komunikacyjnych na świecie. Korzystają z niego setki milionów użytkowników. Microsoft inwestuje miliardy dolarów w rozwój usług Microsoft 365, integrację sztucznej inteligencji, funkcje bezpieczeństwa oraz rozbudowę infrastruktury. Trudno oczekiwać, że alternatywa tworzona przez znacznie mniejszą firmę od pierwszego dnia zapewni identyczny poziom wygody.

To nie jest zresztą problem wyłącznie Europy. Historia branży IT pełna jest przykładów, w których organizacje próbowały uniezależnić się od dominujących dostawców, by później odkryć, że największym wyzwaniem nie są koszty migracji ani kwestie techniczne, lecz przyzwyczajenia użytkowników.

Europa coraz częściej szuka własnej drogi

Francja zapowiedziała odejście milionów urzędników od amerykańskich narzędzi do wideokonferencji, takich jak Teams czy Zoom, do 2027 r., stawiając na lokalne rozwiązania. Z kolei austriackie wojsko zastąpiło pakiet Microsoft Office niemieckim LibreOffice. Tymczasem doniesienia Politico stanowią świetną reklamę dla Teamsów. Jeśli nawet osoby aktywnie testujące europejską alternatywę porównują ją z produktem Microsoftu i wypada ona przy tym niekorzystnie to oznacza to, że amerykański gigant nadal ma przewagę trudną do podważenia.

Microsoft Teams

Nie oznacza to oczywiście, że projekt Element Pro jest skazany na porażkę. Sam szef firmy Element, Matthew Hodgson, przekonuje, że Komisja dopiero testuje rozwiązanie, a początkowe problemy są naturalnym elementem wdrożenia. Zwraca też uwagę, że zmiana przyzwyczajeń użytkowników zawsze bywa bolesna, szczególnie gdy zastępuje się tak popularne narzędzie jak Teams.

I być może właśnie tutaj leży sedno całej sprawy. Europa może stworzyć własne odpowiedniki amerykańskich usług. Może nawet zapewnić dzięki nim większą kontrolę nad danymi i infrastrukturą. Ale jeżeli chce naprawdę konkurować z gigantami z Redmond, Mountain View czy Seattle, nie wystarczy hasło o cyfrowej suwerenności. Trzeba jeszcze sprawić, by użytkownicy przestali tęsknić za przyciskiem, który w starym programie był dokładnie tam, gdzie powinien.

*Grafika otwierająca wygenerowana za pomocą AI

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.