Bali się jej nawet po śmierci. Po pewnym czasie znowu otworzyli grób Zosi
Miała 17-19 lat, bogaty jedwabny czepek i kłódkę na palcu. Po pogrzebie ktoś wrócił do jej grobu i dołożył kolejne zabezpieczenie.

Kiedy około 400 lat temu młoda kobieta została pochowana w Pniu, ktoś założył kłódkę na duży palec jej lewej stopy. Najwyraźniej to jednak nie wystarczyło. Po pewnym czasie grób został ponownie otwarty, a nad szyją zmarłej pojawił się wielki żelazny sierp skierowany ostrzem ku gardłu. Nowe badania pokazują, że ludzie mogli obawiać się Zosi nie tylko podczas jej pogrzebu. Strach najwyraźniej trwał również później.
Najpierw była kłódka. Sierp mógł pojawić się później
Grób nr 75 na XVII-wiecznym cmentarzysku w Pniu w województwie kujawsko-pomorskim odkryto jeszcze w 2022 r. Już sam układ pochówku był tak nietypowy, że szybko zrobiło się o nim głośno daleko poza Polską. Młoda kobieta leżała na plecach, a na dużym palcu lewej stopy miała trójkątną żelazną kłódkę. Bezpośrednio nad jej szyją znajdował się natomiast sierp o długości około 36 cm, ułożony ostrzem w stronę gardła.
Początkowo oba przedmioty można było potraktować jako elementy jednego niezwykłego pogrzebu. Szczegółowa analiza grobu prowadzi jednak do znacznie ciekawszego scenariusza. Warstwy ziemi wewnątrz jamy były zaburzone, a część układu pochówku wskazuje, że po pogrzebie ktoś ponownie dostał się do ciała.
Najprawdopodobniej właśnie wtedy dołożono sierp. Kłódka była natomiast elementem pierwszego pochówku, a więc obawa przed zmarłą pojawiła się już w chwili składania jej do grobu. Jeżeli ta rekonstrukcja jest prawidłowa, mamy nie jeden rytuał, lecz co najmniej dwie kolejne próby zabezpieczenia się przed tą samą osobą.
Wrócili, zanim ciało zdążyło się rozłożyć
Archeolodzy mogą powiedzieć o ponownym otwarciu grobu coś jeszcze. Nie nastąpiło ono po wielu latach, gdy ze zmarłej pozostał już luźny szkielet. Układ kości pozostał w dużej mierze anatomiczny, co oznacza, że podczas ingerencji stawy nadal były utrzymywane przez tkanki miękkie.
Ciało nie zdążyło więc całkowicie się rozłożyć. Grób musiał zostać naruszony stosunkowo niedługo po pogrzebie, choć na podstawie samych śladów nie da się ustalić, czy mówimy o tygodniach, miesiącach czy nieco dłuższym okresie.
To właśnie ten szczegół sprawia, że historia robi się szczególnie niepokojąca. Nie chodzi o późniejszą profanację zapomnianego grobu ani przypadkowe prace ziemne. Ktoś wrócił do miejsca pochówku osoby, którą prawdopodobnie jeszcze pamiętał.
Badacze interpretują sierp jako kolejne zabezpieczenie o charakterze antydemonicznym. Jego ostrze skierowano dokładnie ku szyi, więc w ludowej wyobraźni próba podniesienia się zmarłej mogła skończyć się przecięciem gardła albo odcięciem głowy.
Nie wiemy oczywiście, czy ktokolwiek dosłownie oczekiwał mechanicznego działania sierpa. Równie ważna mogła być jego symbolika jako przedmiotu mającego chronić żywych przed niebezpiecznym zmarłym.
Kłódka miała zatrzymać coś więcej niż stopę
Drugi z przedmiotów również trudno uznać za przypadkowy. Trójkątną kłódkę przymocowano bezpośrednio do dużego palca lewej stopy, a podobne zabiegi są znane z innych nowożytnych pochówków z Europy Środkowej.
Kłódka mogła symbolicznie zamykać zmarłego w grobie, kończyć jego ziemskie życie albo przerywać możliwość komunikowania się pomiędzy światem umarłych i żywych. W różnych tradycjach podobnym przedmiotom przypisywano również zdolność zatrzymywania nieszczęścia czy epidemii.
Nie oznacza to, że Zosię w XVII w. nazywano dokładnie wampirem w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Sami autorzy badania wolą mówić o praktykach antydemonicznych lub apotropaicznych, ponieważ pojęcie wampira zostało później obudowane zestawem wyobrażeń, których nie można automatycznie przenosić kilka wieków wstecz. Sens działań pozostaje jednak dość czytelny. Zmarła została potraktowana jak ktoś, kto może nadal stanowić zagrożenie, a żywi chcieli mieć pewność, że pozostanie tam, gdzie ją położono.
Możliwe, że były aż trzy zabezpieczenia
Sierp i kłódka mogą nie wyczerpywać listy dziwnych elementów pochówku. Na podniebieniu, wewnątrz jamy nosowej, u podstawy czaszki oraz w okolicy pierwszych kręgów szyjnych znaleziono rozległe zielonkawe i ciemne przebarwienia.
Analiza wskazuje na kontakt z materiałem zawierającym miedź. Zabarwienie jest zbyt rozległe, aby łatwo wyjaśnić je zwykłą monetą włożoną do ust zmarłej, dlatego badacze rozważają obecność innego miedzianego przedmiotu albo substancji. Nie udało się jednak ustalić, czym dokładnie była. Co ciekawe, ten ślad wygląda na związany z pierwszym pochówkiem. Jeżeli rzeczywiście był kolejnym elementem zabezpieczenia, Zosia mogła zostać pochowana od razu z dwoma środkami ochronnymi, a później grób otwarto i dodano trzeci.
Za makabrycznym układem przedmiotów kryje się historia bardzo młodej osoby. Analiza szkieletu wskazuje, że Zosia w chwili śmierci miała około 17-19 lat i mierzyła mniej więcej 162-168 cm. Datowanie radiowęglowe daje szeroki zakres od XVI do XVIII w., ale największe prawdopodobieństwo skupia się na latach 1620-1674. Badacze umieszczają więc pochówek mniej więcej w połowie XVII w., jednym z najbardziej niespokojnych okresów w historii Rzeczypospolitej.
Wojny, epidemie i głód tworzyły środowisko, w którym ludzie szukali wyjaśnień nieszczęść także poza tym, co dziś uznalibyśmy za racjonalne. Zmarły, który w jakiś sposób odstawał od społeczności, mógł stać się dogodnym wytłumaczeniem kolejnych chorób albo innych katastrof.
Nie wiadomo jednak, czy właśnie taki ciąg wydarzeń spotkał Zosię. Nikt nie pozostawił dokumentu opisującego jej śmierć i decyzję o ponownym otwarciu grobu, dlatego można odtworzyć działania ludzi, ale nie ich dokładną motywację.
Biedna wyrzutka nie pasuje do tego grobu
Jeszcze dziwniej robi się, gdy spojrzymy na ślady ubrania. Przy czaszce i żuchwie zachowały się mikroskopijne fragmenty bardzo wysokiej jakości tkaniny, która najprawdopodobniej była ozdobą czapką. Osnowę wykonano z jedwabiu. W dekoracji znaleziono nici z czystego srebra, a część była dodatkowo złocona. W XVII w. nie był to materiał dostępny dla przeciętnego mieszkańca niewielkiej wsi.
Badacze sądzą więc, że młoda kobieta mogła należeć do rodziny o wysokim statusie społecznym. Prawdopodobnie została również starannie pochowana, być może w trumnie i z głową spoczywającą na poduszce.
Powstaje przez to bardzo nietypowy kontrast. Z jednej strony ktoś zadbał o elegancki strój pogrzebowy i pochówek odpowiadający osobie zamożnej. Z drugiej strony na jej stopie znalazła się kłódka, a później ludzie wrócili do mogiły, żeby położyć ostrze na jej szyi. Wygląda więc na to, że wysoka pozycja społeczna nie chroniła przed strachem i przesądem.
DNA wskazało na Skandynawię, zęby na okolice Pnia
Badania genetyczne dostarczyły kolejnego elementu zagadki. Mitochondrialne DNA Zosi należy do rzadkiej linii J1c2c1, której dawne i współczesne występowanie jest mocno związane ze Skandynawią, a która jest bardzo rzadka w populacjach słowiańskich.
Nie oznacza to jednak, że młoda kobieta przypłynęła do Polski ze Szwecji i przez swoją obcość została uznana za zagrożenie. Analiza izotopów strontu zachowanych w zębach wskazuje, że dzieciństwo spędziła w rejonie odpowiadającym okolicom Pnia.
Obie informacje można ze sobą pogodzić. Zosia mogła pochodzić z rodziny mającej niedawnych przodków ze Skandynawii, ale sama urodzić się lub przynajmniej dorastać już na ziemi chełmińskiej. Badacze dopuszczają więc scenariusz migrantki drugiego lub kolejnego pokolenia.
Jej pochodzenie mogło wyróżniać rodzinę w lokalnej społeczności, ale nie ma dowodu, że właśnie ono zdecydowało o późniejszym potraktowaniu ciała. To jedna z kilku możliwych części układanki, której nadal nie umiemy połączyć w kompletną historię.
Na mostku miała zmianę, którą można było zobaczyć
Jeszcze wcześniej badacze zauważyli na trzonie mostka zmianę interpretowaną jako naczyniak. Łagodny guz mógł powodować ból oraz doprowadzić do deformacji widocznej na klatce piersiowej.
Nie uważa się go obecnie za bezpośrednią przyczynę śmierci Zosi. Mógł jednak sprawiać, że jej wygląd różnił się od wyglądu innych osób, a w świecie bez współczesnej diagnostyki nietypowa deformacja ciała mogła nabierać zupełnie innego znaczenia.
Analizy diety przyniosły przy tym kolejny paradoks. Mimo drogich elementów stroju jej jadłospis wskazuje na niewielki udział białka zwierzęcego, a wcześniejsze badania sugerowały również okresy niedożywienia.
Bogata młoda kobieta nie musiała więc prowadzić wygodnego życia. Jej wysoki status, możliwe zagraniczne korzenie, stan zdrowia i wygląd tworzą kilka potencjalnych powodów, dla których mogła zwracać na siebie uwagę, ale żaden nie jest wystarczającym dowodem, żeby wyjaśnić wydarzenia po jej śmierci.
Cały cmentarz był niezwykły
Zosia nie była jedyną osobą potraktowaną w Pniu w sposób odbiegający od ówczesnej normy. Archeolodzy odsłonili tam dotąd 101 nowożytnych grobów, a w co najmniej kilkunastu znaleźli ślady nietypowych praktyk.
W jednym z pochówków znajdowało się dziecko w wieku około 5-7 lat, które ułożono twarzą w dół. W innych pojawiały się kłódki, kamienie obciążające ciało albo nietypowe ułożenie szczątków. Badacze znaleźli również pochówki dzieci ze śladami zielonego zabarwienia w okolicy szczęk.
Przeczytaj także:
Samo położenie nekropolii również zastanawia. Cmentarz znajdował się z dala od kościoła czy kaplicy, w pobliżu skrzyżowania dróg i nie został zaznaczony na historycznych mapach. W grobach brakuje też typowych katolickich dewocjonaliów.
Jedną z hipotez jest więc nekropolia związana ze społecznością protestancką. Badacze rozważają również funkcję tzw. fałszywego cmentarza, czyli miejsca przeznaczonego dla ludzi stojących z różnych powodów poza społeczną normą: obcych, heretyków, samobójców, zmarłych tragicznie, nieochrzczonych dzieci czy osób po prostu budzących strach.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.