REKLAMA

Po Sieci krąży patencik na przyspieszanie Windowsa. Działa, ale musisz uważać

Microsoft ostrzega: ten stary mechanizm Windowsa potrafi przyspieszyć komputer. Wyłączenie go może jednak skończyć się problemami.

Windows 11 jak przyspieszyć 8.3

Przez lata entuzjaści Windowsa nauczyli się jednej rzeczy: jeśli coś w systemie wygląda na relikt przeszłości to prawdopodobnie da się to wyłączyć, a przy okazji zyskać trochę wydajności. Tym razem na celowniku znalazła się funkcja pamiętająca jeszcze czasy MS-DOS-a. Jest jednak pewien problem. Niektórzy użytkownicy rzeczywiście raportują zauważalne przyspieszenie działania systemu po jej dezaktywacji. Poradnik stał się w social mediach na tyle popularny, że aż Microsoft się do niego odniósł. I ostrzega, że taka operacja może mieć znacznie mniej przyjemne skutki uboczne.

Duch MS-DOS-a, który nadal mieszka w Windowsie

Mowa o mechanizmie 8.3 File Naming, znanym też jako Short File Names (SFN). To rozwiązanie powstało w czasach, gdy systemy plików FAT i MS-DOS pozwalały na nazwy składające się maksymalnie z ośmiu znaków oraz trzyznakowego rozszerzenia. Stąd właśnie „8.3”.

Czytaj też:

Współczesne systemy plików, takie jak NTFS, od dawna obsługują pełne, długie nazwy plików, Windows nadal może automatycznie tworzyć dodatkowe, skrócone aliasy zgodne z dawnym standardem. Jeśli więc na dysku znajduje się plik o nazwie „Bardzo_długi_raport_finansowy_2026.xlsx” to system może równolegle wygenerować jego krótką wersję w stylu „BARDZO~1.XLS”. To właśnie ten dodatkowy wpis odpowiada za zgodność ze starszym oprogramowaniem.

Dla większości użytkowników funkcja pozostaje całkowicie niewidoczna. Problem polega jednak na tym, że jej utrzymywanie nie jest darmowe. Przy tworzeniu nowych plików i katalogów Windows musi wykonać dodatkową pracę i zapisać dodatkowe metadane. Na nowoczesnych komputerach brzmi to jak drobiazg. W praktyce sytuacja staje się bardziej skomplikowana w środowiskach operujących na setkach tysięcy lub milionach plików.

Jeden użytkownik twierdzi, że zyskał ogromny wzrost wydajności

Cała sprawa nabrała rozgłosu za sprawą jednego z użytkowników Reddita. Według jego relacji komputer od lat działał wolniej niż powinien podczas przeglądania bardzo dużych zbiorów danych oraz kopiowania plików pomiędzy Windowsem a urządzeniami z Androidem przez USB i FTP. Było to szczególnie zaskakujące, ponieważ system korzystał z szybkiego dysku SSD M.2.

Po długich poszukiwaniach źródła problemu użytkownik zwrócił uwagę właśnie na generowanie nazw 8.3. Najpierw sprawdził, czy funkcja jest aktywna, a następnie wyłączył tworzenie nowych skróconych aliasów oraz usunął istniejące krótkie nazwy z dużej biblioteki filmów. Według jego relacji efekty były natychmiastowo zauważalne. Szczególnie poprawić miała się płynność przewijania folderów w widoku kafelkowym Eksploratora Windows. Brzmi jak darmowy prezent od losu. Jak zwykle w przypadku „magicznych” optymalizacji Windowsa, diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Microsoft nie zaprzecza potencjalnym korzyściom. W dokumentacji producent wyraźnie przyznaje, że generowanie aliasów 8.3 można wyłączyć ze względów wydajnościowych. Mechanizm można dezaktywować globalnie lub dla wybranych woluminów. Tyle że dokumentacja od razu dodaje istotne zastrzeżenie. Funkcja wciąż istnieje dlatego, że nadal znajdują się aplikacje oraz skrypty, które potrafią z niej korzystać. Windows 11 nadal oficjalnie obsługuje nazwy 8.3 właśnie ze względu na zgodność wsteczną. I tutaj pojawia się największy problem.

Możesz przyspieszyć system, ale też zepsuć aplikacje

Wielu użytkowników komputerów osobistych zakłada, że skoro sami nigdy nie widzieli żadnych nazw w formacie „PROGRA~1”, to funkcja jest zbędna. To jednak mylące założenie. W świecie biznesowym, przemysłowym i administracyjnym nadal działa sporo oprogramowania pamiętającego starsze wersje Windowsa. Część narzędzi, instalatorów, skryptów PowerShell, aplikacji archiwalnych czy korporacyjnych rozwiązań nadal może odwoływać się do krótkich nazw plików.

W efekcie wyłączenie funkcji na domowym pececie prawdopodobnie nie spowoduje żadnych natychmiastowych katastrof. Jednak w środowisku produkcyjnym może doprowadzić do trudnych do zdiagnozowania błędów, które pojawią się dopiero po czasie. Właśnie dlatego Microsoft zaleca ostrożność.

Mechanizm 8.3 doskonale pokazuje paradoks współczesnego Windowsa. System musi jednocześnie obsługiwać najnowsze procesory AI, gamingowe komputery wyposażone w karty RTX oraz aplikacje napisane jeszcze w czasach, gdy Internet łączył się przez modem telefoniczny. Za każdym razem, gdy Microsoft próbuje całkowicie pozbyć się podobnych elementów, natychmiast okazuje się, że gdzieś istnieje firma, urządzenie przemysłowe albo krytyczna aplikacja, która nadal ich potrzebuje.

Dlatego Windows puchnie od warstw kompatybilności. Część użytkowników postrzega je jako niepotrzebny balast, ale to właśnie one sprawiają, że program napisany kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat temu często nadal potrafi działać na współczesnym komputerze. To zresztą jedna z największych przewag ekosystemu Microsoftu nad wieloma konkurencyjnymi platformami. Ceną jest jednak dodatkowa złożoność systemu oraz obecność takich mechanizmów jak właśnie 8.3 File Naming.

Czy warto wyłączyć 8.3 File Naming?

Dla przeciętnego użytkownika odpowiedź brzmi: raczej nie. Owszem, istnieją scenariusze, w których można odczuć poprawę wydajności. Dotyczy to przede wszystkim pracy z ogromnymi zbiorami plików, serwerami plików, rozbudowanymi archiwami multimediów czy specjalistycznymi zastosowaniami generującymi miliony operacji na systemie plików.

Jeżeli jednak komputer działa normalnie, a użytkownik nie ma problemów z wydajnością, ryzyko potencjalnych problemów ze zgodnością prawdopodobnie przewyższa możliwe korzyści.

Cała historia jest natomiast fascynującym przypomnieniem, ile technologicznych skamielin nadal znajduje się pod maską Windowsa 11. Gdy większość branży zachwyca się modelami AI i procesorami NPU okazuje się, że czasem o szybkości działania systemu może decydować mechanizm zaprojektowany jeszcze w epoce MS-DOS-a, której większość z odbiorców Spider’s Web pewnie nawet już nie pamięta.

*Zdjęcie otwierające: aileenchik / Shutterstock

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.