Stary bombowiec, nowy pocisk atomowy. Amerykanie połączyli dwie epoki
USA rozpoczynają kolejny etap integracji pocisku LRSO z bombowcem B-52. Nowa broń jądrowa ma zastąpić wysłużone AGM-86B.

B-52 Stratofortress to samolot, którego początki sięgają jeszcze czasów, gdy komputery zajmowały całe pomieszczenia. Teraz ten sam bombowiec ma zostać przygotowany do przenoszenia jednego z najnowszych elementów amerykańskiego arsenału jądrowego. USA uruchamiają kolejny etap integracji pocisku LRSO z B-52. Firma V2X zdobyła miejsce w zamówieniu o wartości 46 mln dol. dotyczącym produkcji wyposażenia potrzebnego do przenoszenia LRSO przez B-52.
B-52 dostanie broń projektowaną na kolejne dekady
LRSO, czyli Long Range Standoff Weapon, to nowy amerykański pocisk manewrujący dalekiego zasięgu przeznaczony do przenoszenia głowicy jądrowej. Ma zastąpić AGM-86B ALCM, którego początki sięgają lat 70., a który wszedł do służby w 1982 r.
To ciekawa historia sama w sobie. AGM-86B projektowano pierwotnie z myślą o około 10 latach eksploatacji. Ostatecznie broń pozostała w arsenale przez ponad cztery dekady, podczas których systemy obrony przeciwlotniczej przeszły kilka generacji rozwoju.
LRSO ma odpowiadać właśnie na ten problem. Bombowiec będzie mógł odpalić pocisk z dużej odległości, bez konieczności wlatywania bezpośrednio nad silnie chroniony cel. Sam pocisk ma być zdolny do działania w środowisku nasyconym nowoczesnymi radarami i systemami przeciwlotniczymi.
Wiele jego parametrów pozostaje niejawnych. Wiadomo natomiast, że za rozwój konstrukcji odpowiada Raytheon, a amerykańskie siły powietrzne planowały zakup około 1000 pocisków, licząc egzemplarze operacyjne, zapasowe oraz przeznaczone do prób. Jak już wcześniej pisaliśmy, LRSO jest jednym z kluczowych elementów modernizacji amerykańskich sił nuklearnych. Teraz program przechodzi jednak coraz bardziej od projektowania samej broni do przygotowywania wszystkiego, co będzie potrzebne do jej rzeczywistego używania.
Nowy kontrakt łączy LRSO z B-52
V2X ma uczestniczyć w produkcji wyposażenia związanego z przenoszeniem LRSO przez B-52. Zamówienie ma wartość 46 mln dol. i dotyczy elementów potrzebnych do integracji nowego systemu uzbrojenia z bombowcem.
Może i brzmi to mniej widowiskowo, niż test nowej rakiety, ale bez tego żadna broń lotnicza nie stanie się operacyjna. Pocisku nie wystarczy po prostu podwiesić pod samolotem. Trzeba przygotować odpowiednie wyposażenie, połączenia między systemami i przeprowadzić cały proces integracji oraz certyfikacji. W przypadku uzbrojenia jądrowego wymagania są jeszcze bardziej restrykcyjne.
W dokumentach budżetowych amerykańskich sił powietrznych na 2026 r. znalazły się już środki na pierwsze produkcyjne zestawy wyposażenia interfejsowego bombowca dla LRSO. Ich rolą jest umożliwienie operacyjnego wykorzystania nowej broni przez pierwszą platformę przewidzianą do jej wdrożenia. Tą platformą jest właśnie B-52.
Nuklearną częścią LRSO będzie modernizowana głowica W80-4. Powstaje ona na bazie rodziny W80, ale otrzymuje nowe komponenty, rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo oraz cyfrowy interfejs współpracujący z nowym pociskiem. Pierwsza kompletna W80-4 ma zostać ukończona we wrześniu 2027 r.
Bombowiec z lat 50. ma latać jeszcze w latach 50. XXI wieku
Zestawienie B-52 i LRSO wygląda niemal jak spotkanie dwóch różnych epok. Pierwszy B-52 wzbił się w powietrze w 1952 r., a typ wszedł do służby 3 lata później. Eksploatowane obecnie B-52H wyprodukowano na początku lat 60. XX wieku. Mimo to Amerykanie nie zamierzają ich odstawiać.
B-52 przechodzą jedną z największych modernizacji w swojej historii. Dostają nowe silniki Rolls-Royce F130, nowy radar, unowocześnioną elektronikę, systemy łączności i możliwość korzystania z kolejnych rodzajów uzbrojenia. Po zmianach maszyny mają być oznaczane jako B-52J.
Nowe silniki F130 są jednym z najważniejszych elementów programu, który ma dać B-52 kolejne dekady służby. Modernizacja ma pozwolić utrzymać bombowce w użyciu do lat 50. XXI wieku, a być może nawet dłużej. W praktyce więc część płatowców może więc zbliżyć się do 100 lat służby.
LRSO doskonale pasuje do takiego sposobu wykorzystania B-52. Stary bombowiec nie musi próbować przedzierać się przez najnowocześniejszą obronę przeciwlotniczą. Jego ogromny udźwig, zasięg i możliwość odpalania uzbrojenia z dużej odległości pozwalają wykorzystać mocne strony konstrukcji bez wystawiania jej na zadania, do których powstają już znacznie nowsze maszyny.
Ten sam pocisk ma dostać również B-21
B-52 będzie pierwszym nosicielem LRSO, ale nie ostatnim. Nowy pocisk ma zostać zintegrowany także z B-21 Raider, czyli najnowszym amerykańskim bombowcem strategicznym. I tutaj kontrast robi się jeszcze większy, bo z jednej strony mamy ogromnego B-52, którego projekt narodził się pod koniec lat 40. Z drugiej B-21, zaprojektowanego od początku jako trudno wykrywalna maszyna przeznaczona do działania przeciwko najnowocześniejszym systemom obrony. Oba bombowce mają jednak korzystać z tego samego nowego pocisku jądrowego.
Dla USA jest to sposób na płynne odmłodzenie lotniczej części triady nuklearnej. B-21 będzie stopniowo przejmował coraz większą część zadań, podczas gdy B-52 pozostanie platformą zdolną do przenoszenia dużej liczby pocisków odpalanych z bezpieczniejszej odległości.
Przeczytaj także:
Kontrakt o wartości 46 mln dol. nie jest więc w żadnym razie finałem programu LRSO. To jeden z mniej efektownych, ale bardzo konkretnych kroków prowadzących do jego wejścia do służby. Jednocześnie trudno o lepszy symbol sposobu, w jaki Amerykanie modernizują swoje lotnictwo strategiczne: samolot zaprojektowany pod koniec lat 40. dostaje broń, która ma pozostać istotnym elementem arsenału jeszcze przez kolejne dekady.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: US Air Force
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.