REKLAMA

Szwedzki szpieg krążył nad Polską. Patrzył prosto na Rosję

Korpen przeleciał nad Gdańskiem i wykonywał kolejne nawroty na południe od Królewca. To jeden z dwóch szwedzkich samolotów SIGINT.

Szwedzki samolot szpiegowski nad Polską. Słuchał Królewca

Z daleka można go pomylić z odrzutowcem, którym zarząd dużej firmy leci na spotkanie. Tyle że pasażerowie tego Gulfstreama nie siedzą przy stolikach z laptopami z kawą. Ich interesuje każda wiązka rosyjskiego radaru, pracujący system przeciwlotniczy i sygnał pojawiający się w eterze. 15 września jeden z zaledwie dwóch szwedzkich S 102B Korpen przeleciał nad Bałtykiem do Polski, a później przez dłuższy czas wykonywał kolejne przeloty wzdłuż obwodu królewieckiego. Do Rosji nie musiał się nawet zbliżać.

Przeleciał nad Gdańskiem i zaczął kreślić linie nad Polską

Korpen wystartował z bazy Malmen pod Linköpingiem i skierował się nad Bałtyk. Do Polski wleciał od strony Gdańska. Zamiast jednak przelecieć dalej, rozpoczął charakterystyczną dla samolotu rozpoznawczego serię długich przelotów tam i z powrotem. Według danych obserwowanych przez śledzących ruch wojskowego lotnictwa maszyna latała mniej więcej pomiędzy rejonem Bytowa na zachodzie a Mazurami w okolicach Śniardw na wschodzie.

Na mapie wygląda to trochę tak, jakby pilot uparcie jeździł niewidzialnym grzebieniem po północnej Polsce. Po północnej stronie tej trasy znajduje się jednak coś znacznie ciekawszego niż polskie jeziora: obwód królewiecki. Samolot pozostawał w polskiej przestrzeni powietrznej i nie zbliżał się niebezpiecznie do rosyjskiej granicy. Nie musiał. Korpen nie jest maszyną, która musi przelecieć nad celem i zrobić mu zdjęcie.

S 102B powstał na bazie Gulfstreama IV-SP, czyli popularnego dalekodystansowego odrzutowca biznesowego. Szwedzi wybrali go jako platformę dla latającego systemu rozpoznania radioelektronicznego. Zwykłą kabinę pasażerską zastąpiło wyposażenie potrzebne do przechwytywania i analizowania sygnałów.

Korpen może wykrywać emisje pochodzące m.in. od radarów, systemów naprowadzania, urządzeń nawigacyjnych i części wojskowych systemów łączności. Specjaliści mogą na tej podstawie nie tylko stwierdzić, że jakiś radar działa, ale również określać jego charakterystykę i położenie oraz obserwować, kiedy poszczególne elementy rosyjskiej infrastruktury są włączane i wyłączane.

Tak powstaje coś w rodzaju elektronicznej mapy przeciwnika. Każde uruchomienie radaru obrony przeciwlotniczej jest informacją. Zmiana parametrów pracy może być informacją. Pojawienie się nowego emitera tam, gdzie wcześniej było cicho, również jest informacją.

Rosjanie mogą być setki kilometrów dalej

Dlatego trasa samolotu może początkowo wyglądać dziwnie. Korpen nie ocierał się przecież o samą granicę obwodu królewieckiego. Dla rozpoznania radioelektronicznego wysokość jest jednak ogromną zaletą.

Radar czy nadajnik na ziemi jest ograniczony krzywizną Ziemi, ale odbiornik lecący wysoko nad Polską ma horyzont radiowy rozciągający się na setki kilometrów. Im wyżej znajduje się samolot, tym większy fragment terenu może usłyszeć. A w obwodzie królewieckim zdecydowanie jest czego słuchać.

Rosja utrzymuje tam jeden z najbardziej nasyconych wojskowo obszarów w naszej części Europy. Znajdują się tam jednostki Floty Bałtyckiej, lotniska wojskowe, systemy obrony przeciwlotniczej, radary i środki walki radioelektronicznej. Ich działanie od dawna odczuwają również zwykli użytkownicy GPS w Polsce i nad Bałtykiem. Jeżeli Rosjanie uruchamiają któryś z ważniejszych systemów, Korpen może być jednym z samolotów, które zapisują jego elektroniczny ślad.

Nad Bałtykiem zrobiło się ostatnio bardzo tłoczno

Szwedzki lot nie wydarzył się jednak bez powodu. Zaledwie dzień wcześniej nad Polską pracowały dwie inne maszyny rozpoznawcze NATO: francuski Beechcraft King Air 350ER oraz Saab 340B+ ISR wykorzystywany na potrzeby Sojuszu przez luksemburską CAE Aviation. Na początku września przy obwodzie królewieckim krążył z kolei amerykański ARTEMIS II.

15 września intensywnie obserwowano Rosję również znacznie dalej na północy. Inny szwedzki Korpen operował nad Finlandią, amerykański RC-135 Rivet Joint prowadził rozpoznanie w rejonie Morza Barentsa, a norweski P-8 Poseidon obserwował okolice Półwyspu Kolskiego.

Tego samego dnia Rosja wysłała nad Morze Barentsa i Norweskie bombowce strategiczne Tu-95MS. Norwegowie poderwali przeciwko nim F-35. Do tego w nocy NATO po raz pierwszy zestrzeliło drona nad Litwą, a dzień wcześniej na polskim wybrzeżu znaleziono rosyjską Gerberę. To bardzo dużo aktywności jak na kilkadziesiąt godzin.

Kiedyś Rosjanie słuchali nas. Teraz robimy dokładnie to samo

W tym wszystkim jest jeszcze ciekawa symetria. Pod koniec lipca rosyjski Ił-20 przeleciał zaledwie około 40 km od Kołobrzegu. To również wyspecjalizowany samolot rozpoznania radioelektronicznego. Wtedy to Rosjanie latali po swojej stronie granicy i próbowali dowiedzieć się jak najwięcej o aktywności NATO. Teraz dokładnie to samo zrobili Szwedzi.

Korpen nie musi przekroczyć rosyjskiej granicy, nie musi wyłączać transpondera ani wykonywać niebezpiecznych manewrów. Może spokojnie latać nad terytorium sojusznika i przez kilka godzin zbierać wszystko, co Rosjanie sami wysyłają w eter. 

Przeczytaj także:

Na ekranie FlightRadaru wygląda jak Gulfstream robiący nudne kółka nad północną Polską. Dla ludzi siedzących przy jego konsolach każde takie kółko może jednak dopisywać kolejne elementy do bardzo dokładnej mapy rosyjskich radarów, systemów walki elektronicznej i obrony przeciwlotniczej w Królewcu.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Peter Bakema, Wikimedia Commons, GFDL 1.2

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.