Co z naszymi PESEL-ami i danymi? "Jedno jest pozytywne"
Po ogromnym wycieku danych możemy pocieszać się, że zawsze mogło być gorzej. Najczarniejszy scenariusz przynajmniej póki co się nie realizuje.

Wyciek danych ponad 18 mln polskich pacjentów nie bez kozery nazywany był przez ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego jednym z największych incydentów w historii Polski. Już można sprawdzać, czy nasz PESEL również znalazł się wśród innych pechowców. Mój - tak, choć nadal nie znam wszystkich szczegółów, np. na temat placówki, z której informacje wykradziono. Ale przynajmniej dowiedziałem, że zastrzeżenie PESEL-u nie poszło na marne.
W firmie MyDr doszło do nieuprawnionego dostępu do bazy danych systemu, z którego korzystają przychodnie lekarskie i gabinety. Fakt przełamania zabezpieczeń firmy MyDr jest potwierdzony, służby nie stwierdziły jak dotąd upublicznienia tych danych, z uwagi na dobro obywateli – prewencyjnie przekazujemy jednak informację, czyje numery PESEL znalazły się w wycieku. O zakresie danych informują pacjentów dotknięte incydentem placówki, natomiast w serwisie bezpieczedane.gov.pl istnieje jedynie możliwość sprawdzenia czy PESEL użytkownika znalazł się w wycieku - wyjaśnia serwis bezpiecznedane.gov.pl.
Z kolei jak informuje na Twitterze Zaufana Trzecia Strona, według ich "najlepszej wiedzy" dane MyDr nie tylko nie były, ale i "nie są publicznie dostępne/możliwe do pobrania".
CBZC je "znalazło" (jakimikolwiek metodami, ważne, że skutecznie) i "zabezpieczyło", zgadujemy, że na serwerze przestępców - pisze serwis, powołując się na swoje źródła.
Wcześniej, w komunikacie z 29 sierpnia, zapewniała o tym także sama firma MyDr.
MyDr wraz z zewnętrznymi ekspertami ds. cyberbezpieczeństwa cały czas monitoruje internet pod kątem ewentualnej publikacji lub rozpowszechniania danych związanych z incydentem. Do tej pory nie znaleźliśmy dowodów na to, że dane zostały publicznie udostępnione w internecie.
Zawsze mogło być gorzej
W Ministerstwie Cyfryzacji na pewno znają słynną piosenkę z filmu "Żywot Briana" i potwierdzają, że w każdym momencie życia można znaleźć coś dającego nadzieję.
- W całej tej niebezpiecznej sytuacji (…) jedno jest pozytywne - wygląda na to, że mamy do czynienia z tzw. białymi kapeluszami - przyznał na antenie RMF FM wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka.
Jak wyjaśnił wiceszef resortu, osoby z grupy stojącej za wyciekiem "na razie zachowują się, jakby testowali odporność systemów". Zapowiedzi, jakoby szykowane było również coś większego, polityk ocenił krótko: "myślę, że może to jest blef".
W rozmowie z rozgłośnią wiceminister cyfryzacji duże nadzieje pokładał w szykowanych zmianach w prawie.
Byłoby trudniej do takich danych się dobrać, dlatego że firma musiałaby przejść stosowną certyfikację, podnieść poziom zabezpieczeń swoich danych. My od razu mielibyśmy prawo do sprawdzenia, czy nasze dane zostały wykradzione, czy nie. Dostalibyśmy takie powiadomienie w mObywatelu i Internetowym Koncie Pacjenta - zapowiedział.
A na razie musimy cierpliwie czekać na wyjaśnienia dotyczące jednego z największych incydentów. Niektórzy już starają się dowiedzieć, co dalej i nie wykluczają pozwów. Choć eksperci już teraz przestrzegają, że na wysokie zadośćuczynienie raczej nie ma co liczyć.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.