Trwa walka o najważniejszą inwestycję lotniczą w Polsce. Dlaczego akurat Sosnowiec?
Ryanair wybiera miejsce dla wielkiego centrum remontu silników. Sosnowiec konkuruje z Hiszpanią, a jego szanse oceniane są dziś na 80 do 20.

Ryanair chce w końcu przestać wysyłać silniki swoich Boeingów do zewnętrznych firm i przejąć ich remonty we własne ręce. Pierwszy z dwóch wielkich europejskich zakładów może powstać w Sosnowcu. Wartość projektu szacowana jest na około 500 mln euro, a Polska została już tylko z jednym konkurentem – Hiszpanią.
Sosnowiec został w finale. Szanse mają wynosić 80 do 20
Rozmowy ciągną się tak naprawdę od wielu miesięcy, ale teraz zaczynają wchodzić w decydującą fazę. Ryanair ma wybrać lokalizację nowego centrum serwisowania, napraw i remontów silników lotniczych do końca 2026 r. W grze pozostały dwa miejsca: Sosnowiec oraz lokalizacja w Hiszpanii, według branżowych informacji w okolicach Sewilli.
Polacy są przekonani, że prowadzą. Rafał Żelazny, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ocenia w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim mówi, że obecne szanse Sosnowca na 80 do 20. Co tydzień mają odbywać się rozmowy z udziałem przedstawicieli Ryanaira, Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz KSSE.
To ciągle nie oznacza oczywiście podpisania umowy na budowę. Ryanair może ostatecznie wybrać Hiszpanię. Polska oferta zaszła jednak bardzo daleko. Projekt otrzymał decyzję o wsparciu ze strony KSSE, która otwiera drogę do zwolnienia podatkowego. Przyznano mu również ponad 126 mln zł rządowego wsparcia w ramach programu dla inwestycji o istotnym znaczeniu dla polskiej gospodarki. Dopóki Ryanair faktycznie nie rozpocznie inwestycji, firma może jednak z tych zachęt zrezygnować.
Skala przedsięwzięcia jest ogromna.
W Sosnowcu miałoby powstać centrum typu MRO, czyli Maintenance, Repair and Overhaul. To zakład, do którego silnik trafia na poważne przeglądy i remonty. Jest rozbierany, jego części są badane, zużyte elementy wymieniane lub naprawiane, a później wszystko wraca do stanu pozwalającego na dalszą bezpieczną eksploatację.
Ryanair chce zatrudnić w centrum aż około 600 osób. Nie będą to stanowiska związane z odprawą pasażerów czy typową obsługą lotniska, tylko wykwalifikowani mechanicy, inżynierowie i specjaliści pracujący przy jednych z najbardziej skomplikowanych maszyn produkowanych przez człowieka.
Firma zamierza również stworzyć własne zaplecze szkoleniowe. Przyszłych pracowników chce przygotowywać wspólnie z uczelniami i szkołami technicznymi działającymi w regionie.
Dostęp do ludzi okazuje się zresztą jednym z najważniejszych elementów całej rywalizacji. Dla Ryanaira nie wystarczy ulga podatkowa i działka. Zakład ma działać przez dziesięciolecia, więc przewoźnik chce wiedzieć, czy również za 10 lub 20 lat znajdzie w regionie odpowiednią liczbę specjalistów.
Sosnowiecki projekt jest częścią znacznie większej zmiany w sposobie działania Ryanaira. Przez około 30 lat serwisowanie silników przewoźnika było w dużej mierze związane z CFM International, czyli spółką należącą do GE Aerospace i Safran Aircraft Engines. To właśnie CFM produkuje jednostki wykorzystywane w Boeingach Ryanaira.
Przeczytaj także:
Starsze Boeingi 737-800 korzystają z silników CFM56-7B, natomiast nowsze 737 MAX napędzają LEAP-1B. Od 2029 r. Ryanair chce stopniowo przejmować ich remonty. Firma planuje otwarcie dwóch własnych centrów MRO w Europie. Sosnowiec walczy właśnie o pierwszy z tych zakładów.
Skala tłumaczy, dlaczego przewoźnik jest gotowy angażować aż tak duże pieniądze. Ryanair zakłada rozwój floty do około 800 Boeingów 737, co oznacza ponad 2000 eksploatowanych silników, jeśli uwzględnić również jednostki zapasowe. Dodatkowo przewoźnik zawarł w lutym wieloletnią umowę z CFM na dostawy części do silników. W przyszłości samo zaopatrzenie w komponenty ma być warte ponad 1 mld dol. rocznie.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Alexander Fedosov, Shutterstock.com
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.