Poleciałem za granicę bez gotówki. Nie obyło się bez problemów
Postanowiłem nie zabierać żadnej gotówki na wyjazd do Włoch.

Coraz bardziej przyzwyczajamy się do rzeczywistości płatności elektronicznych. Gotówka wciąż radzi sobie dobrze, ale metody bezgotówkowe z każdym miesiącem stają się popularniejsze. Wcześniej dominowały głównie wśród osób młodszych i bardziej obytych z nowymi technologiami, dziś lwia część Polaków wie, jak zapłacić za pomocą BLIK-a w sieci oraz telefonem z wirtualną kartą podłączoną do portfela Google lub Apple. W Polsce praktycznie wszędzie zapłacimy bezgotówkowo - nawet w lokalnym warzywniaku obsługują karty czy kody BLIK. Za granicą nie jest to jeszcze takie oczywiste, ale i tak wybrałem się bez jakichkolwiek banknotów.
Poleciałem do Włoch bez gotówki
W tym roku miałem okazję spędzić tygodniowy urlop we Włoszech. Przygotowując się do wyjazdu, ominąłem jeden z kroków, na który decyduje się mnóstwo osób wyjeżdżających na wakacje: wizytę w kantorze i wymianę złotówek na euro. Postanowiłem drugi rok z rzędu spędzić wakacje bez noszenia ze sobą portfela na każdym wyjściu.
Oczywiście to nie tak, że podczas wyjazdu za granicę możemy zupełnie zrezygnować z portfela. Wciąż na lotnisku potrzebujemy fizycznego dokumentu tożsamości: dowodu lub paszportu, podobnie zresztą jak do zameldowania się w hotelu. Unia Europejska oraz państwa członkowskie pracują nad udostępnieniem cyfrowego dokumentu tożsamości UE, ale na jego wprowadzenie będziemy musieli jeszcze poczekać.
Do portfela – poza dokumentami oraz kartami płatniczymi - nie włożyłem jednak żadnych banknotów. Ani euro, ani złotówek. Postawiłem zupełnie na cyfrowe pieniądze, choć znajomi, z którymi wybrałem się na urlop, zabrali ze sobą chociażby symboliczne 50 euro na mniejsze wydatki.
Nie miałem większego problemu z obsługą cyfrowego pieniądza we Włoszech
Urlop spędziłem w Emilii-Romanii, która należy do północnych Włoch, uznawanych za bogatszą część kraju. Przebywałem w kilku miastach, głównie w nadmorskim Rimini. Odwiedzając mniejsze i większe miejscowości, tak naprawdę nie miałem żadnego problemu z obsługą karty. Korzystałem zarówno z Revoluta, jak i swojego głównego konta z obsługą wielu walut, gdzie kursy są naprawdę korzystne.
Korzystałem więc ze swojej polskiej karty tak, jak gdybym był w kraju. W supermarketach? Bez kłopotów. W restauracjach? Wszystko telefonem. W mniejszych punktach sprzedaży niedaleko morza? W tych przypadkach nie było to takie oczywiste, ponieważ sprzedawcy często kręcili nosem, gdy słyszeli, że chcemy płacić kartą.
W Polsce też często się to zdarza, również w mniejszych biznesach, które zwracają szczególną uwagę na prowizję pobieraną przez operatorów terminali płatniczych. To akurat nie jest wielkie zaskoczenie. Gdy płacimy gotówką, sprzedawca dostaje całą kwotę do swojej kieszeni, a kartą – tylko jej część.
Mimo wszystko z perspektywy sprzedawcy bardziej opłacalne wydaje się przyjęcie większej grupki klientów płacących kartą niż odmówienie możliwości zakupu. Dlatego sprzedawcy lodów czy innych lokalnych przekąsek koniec końców zgadzali się na płatność kartą.
Tak naprawdę jedyną różnicą względem płacenia w Polsce była waluta. Większość terminali płatniczych nawet nie pozwalała wybrać waluty. W Hiszpanii rok temu często byłem pytany, czy chcę płacić w złotówkach, czy też w euro – podczas wyjazdu do Włoch nie spotkałem się z taką opcją.
Wciąż zdarzają się sytuacje, gdzie karta nie jest opcją
Podczas wyjazdu spotkałem się z jedną sytuacją, gdzie brak fizycznego pieniądza dał się we znaki. W San Marino po wejściu do pierwszej lepszej lodziarni zobaczyłem tabliczkę "no credit cards, cash only". Punkt był w turystycznym centrum, a pomimo tego i tak nie obsługiwał jakichkolwiek płatności cyfrowych.
Oczywiście to tylko jedno miejsce na cały wyjazd, ale potwierdza to, że wciąż możemy znaleźć się w sytuacji, gdzie fizyczny pieniądz jest jedyną konkretną opcją. W takich sytuacjach nie pozostaje nic innego, jak iść w inne miejsce, gdzie obsługują karty. Ale mimo wszystko niesmak pozostał.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce sprzętu i oprogramowania, a także telekomunikacji. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.