Zaczyna brakować Patriotów. NATO ma ogromny problem
Zapasy pocisków Patriot w Europie spadły do niebezpiecznego poziomu. Długotrwały rosyjski atak balistyczny mógłby przeciążyć obronę NATO.

Według najnowszych ustaleń Associated Press zapasy pocisków Patriot w amerykańskich i natowskich siłach w Europie spadły do poziomu, który jeden z urzędników zajmujących się obroną określił jako poniżej krytycznego. W razie długotrwałego rosyjskiego ataku balistycznego dostępnych interceptorów mogłoby zabraknąć, a obrona musiałaby wybierać, które cele próbować osłonić, a które pociski przepuścić.
Nie brakuje nam wyrzutni. Brakuje tego, co z nich wylatuje
Patriot nie jest jednym urządzeniem ani nawet jednym typem rakiety. Bateria składa się z radaru, systemu dowodzenia, źródeł zasilania, pojazdów i kilku wyrzutni, które można uzbroić w różne pociski zależnie od rodzaju zagrożenia.
Najbardziej wartościowe są dzisiaj zaawansowane interceptory rodziny PAC-3, w tym PAC-3 MSE. Zamiast detonować głowicę w pobliżu celu, wykorzystują mechanizm hit-to-kill i z ogromną prędkością bezpośrednio uderzają w nadlatującą rakietę. Właśnie ta zdolność sprawia, że Patriot jest jednym z niewielu zachodnich systemów, które w warunkach bojowych skutecznie radzą sobie z nowoczesnymi pociskami balistycznymi. I właśnie tych interceptorów zaczyna niebezpiecznie brakować.
Najnowsze informacje o zapasach amerykańskich i natowskich sił w Europie opisują sytuację jako przekraczającą poziom krytyczny. Możliwość zatrzymania pojedynczego przypadkowego pocisku nadal istnieje, ale zdolność do odpierania dużej, wielofalowej salwy wygląda już zupełnie inaczej.
Problem zobaczyliśmy kilkanaście dni temu na Ukrainie. Ukraińcy mają sprawne baterie Patriot, ale przy niedoborze pocisków PAC-3 część rosyjskich rakiet balistycznych po prostu dociera do celu. W sierpniu podczas kilku dużych ataków Rosjanie przebijali się przez obronę właśnie wtedy, gdy zapas najcenniejszych interceptorów był ograniczony. Europa mogłaby znaleźć się w podobnej sytuacji.
W razie dużego ataku trzeba byłoby wybierać, co chronimy
Nie istnieje coś takiego jak Patriot rozstawiony w jednym miejscu i osłaniający całe państwo. Jedna bateria może zabezpieczyć stosunkowo niewielki obszar wokół ważnego celu, a jej rzeczywista strefa obrony przed rakietą balistyczną zależy od rozmieszczenia systemu, toru lotu pocisku, radaru i rodzaju użytego interceptora.
Oznacza to ochronę konkretnych obiektów: lotniska wojskowego, stanowiska dowodzenia, dużej bazy, węzła logistycznego albo fragmentu aglomeracji. Nie można rozstawić kilkunastu baterii wokół Europy i uznać, że powstała szczelna kopuła od Portugalii po Polskę.
Przy małym ataku obrona może skoncentrować się na najważniejszych pociskach. Przy większej rosyjskiej salwie, w której rakiety balistyczne leciałyby razem z pociskami manewrującymi i setkami dronów, zaczyna się brutalna matematyka.
Każde odpalenie PAC-3 oznacza zużycie niezwykle drogiego i trudno dostępnego pocisku. W zależności od rodzaju celu, warunków oraz przyjętych procedur przeciw jednemu zagrożeniu można wystrzelić więcej niż 1 interceptor, żeby podnieść prawdopodobieństwo zniszczenia celu.
Jeżeli amunicji jest zbyt mało to, dowódcy muszą ograniczać liczbę strzałów albo wybierać obiekty, których nie da się chronić. Właśnie do tego sprowadza się ostrzeżenie, że Europa w razie długotrwałego ataku musiałaby przyjmować kolejne ciosy. Nie dlatego, że Patriot nagle przestał działać, lecz dlatego, że żadna bateria nie wystrzeli pocisku, którego fizycznie nie ma w magazynie.
NATO zaprzecza, ale liczby i tak są niepokojące
Oficjalnie obraz nie jest aż tak dramatyczny. Pentagon odrzuca informacje o krytycznym braku amunicji, a wojskowy przedstawiciel NATO zapewnia, że Sojusz ma środki potrzebne zarówno do własnej obrony, jak i dalszego wspierania Ukrainy.
Nie znamy tajnych stanów magazynowych, więc z zewnątrz nie da się rozstrzygnąć tego sporu poprzez proste policzenie pocisków na półkach. Wiadomo jednak, że NATO samo od dawna przyznaje, iż obecna europejska obrona powietrzna jest daleko poniżej potrzeb wynikających z planów wojennych.
Przeczytaj także:
Już w 2025 r., zanim wojna z Iranem zdążyła wydrenować amerykańskie magazyny, Mark Rutte mówił o konieczności zwiększenia natowskich zdolności obrony powietrznej i przeciwrakietowej aż 5-krotnie. Mowa o wzroście o 400 proc.
To konsekwencja nowych celów zdolności NATO. Sojusz wyliczył, jak dużo sprzętu potrzebowałby do realizacji własnych planów obronnych, i zobaczył ogromną lukę między wymaganiami, a tym, czym rzeczywiście dysponują państwa członkowskie. Obecny niedobór interceptorów nakłada się więc na problem istniejący już wcześniej.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wojsko Polskie / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.