Dlatego wiszenie na USA to ryzyko. Wyrzutnie się kurzą, a ludzie giną
Ukraina ma systemy Patriot, ale krytycznie brakuje jej pocisków PAC-3. Podczas ostatnich ataków część wyrzutni nie miała po prostu czym strzelać.

Problem stał się tak naprawdę wyjątkowo widoczny na początku sierpnia. 5 sierpnia Rosja przeprowadziła duży atak na Kijów z użyciem 24 pocisków balistycznych, 4 pocisków przeciwokrętowych oraz 115 dronów. Ukraińska obrona zniszczyła 98 bezzałogowców. Nie udało się jednak przechwycić żadnego z pocisków balistycznych. 3 dni później sytuacja się powtórzyła. Kolejnych 6 rosyjskich pocisków balistycznych dotarło do celów w Kijowie. Zginęły 3 osoby.
Nie oznacza to na szczęście, że wszystkie ukraińskie baterie Patriot w całym kraju zostały całkowicie pozbawione amunicji. Problem dotyczy przede wszystkim dostępności pocisków tam, gdzie są potrzebne w konkretnym momencie. Ukraińscy przedstawiciele przyznają jednak, że niewielkie partie rakiet przekazywane w ostatnich tygodniach zostały zużyte i podczas części ataków wyrzutnie pozostawały bez odpowiednich interceptorów.
Najgorszym przeciwnikiem są właśnie rakiety balistyczne
Ukraina ma wiele rodzajów obrony przeciwlotniczej. Drony i część pocisków manewrujących mogą być zwalczane przez znacznie tańsze systemy, lotnictwo, mobilne grupy ogniowe czy drony przechwytujące. Pociski balistyczne to zupełnie inna liga.
Iskander podczas końcowej fazy lotu spada na cel z ogromną prędkością, może wykonywać manewry i pozostawia bardzo niewiele czasu na reakcję. Do jego zwalczania potrzebny jest zaawansowany system przeciwbalistyczny. Na Ukrainie najważniejszą rolę odgrywa tutaj Patriot wykorzystujący PAC-3 oraz w mniejszej skali europejski SAMP/T.
PAC-3 nie niszczy celu poprzez eksplozję w jego pobliżu. Wykorzystuje koncepcję hit-to-kill, czyli fizycznie uderza w nadlatujący pocisk z ogromną prędkością. Problem polega na tym, że dla zwiększenia prawdopodobieństwa przechwycenia jednego celu balistycznego można odpalić więcej niż jeden interceptor. Przy dużych rosyjskich salwach zapas znika więc bardzo szybko. Ukraina cierpi dziś nie tyle z powodu całkowitego braku systemów przeciwbalistycznych, ile właśnie niedoboru rakiet do nich. Rosja doskonale wie, gdzie znajduje się ten słaby punkt.
Ukraina chce 300 pocisków tylko na zimę
Skala potrzeb dobrze pokazuje liczba przedstawiana przez Kijów. Ukraina ocenia, że przed nadchodzącą zimą potrzebuje przynajmniej 300 pocisków PAC-3. To około 100 interceptorów miesięcznie przez 3 zimowe miesiące.
Nawet taka liczba nie oznacza stworzenia szczelnej tarczy nad całym krajem. Pociski miałyby przede wszystkim pozwolić chronić największe miasta oraz infrastrukturę energetyczną przed spodziewaną kolejną rosyjską kampanią zimową.
Tymczasem Rosja zwiększa produkcję i użycie własnych rakiet. Według ukraińskiego wywiadu w lipcu wykorzystała rekordowe 198 pocisków balistycznych i hipersonicznych. Sama produkcja pocisków balistycznych ma wynosić około 60 sztuk miesięcznie, a w lipcu wyprodukowano co najmniej 65.
Powstaje więc brutalny wyścig produkcyjny. Rosjanin musi wyprodukować 1 pocisk atakujący. Obrońca może potrzebować więcej niż 1 bardzo drogiego interceptora, aby zapewnić wysoką szansę jego zniszczenia.
Amerykanie rozpędzają fabryki, ale na efekt będziemy musieli poczekać
Producent PAC-3 MSE już zwiększa skalę produkcji. W 2025 r. dostarczył 620 pocisków, czyli ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Nowy wieloletni plan zakłada jednak znacznie większą zmianę: zwiększenie możliwości produkcyjnych z około 600 do około 2000 PAC-3 MSE rocznie. Brzmi jak rozwiązanie problemu. Jest tylko jeden, fundamentalny kłopot – osiągnięcie takiego poziomu ma nastąpić w ramach programu rozpisanego na 7 lat.
Fabryki rakiet nie działają jak linia do produkcji sprzętu konsumenckiego. Trzeba rozbudować zakłady, zwiększyć dostawy silników, elektroniki i materiałów energetycznych, zatrudnić pracowników oraz rozwinąć cały łańcuch poddostawców. Dzisiejszego niedoboru nie da się więc rozwiązać decyzją o tym, że od jutra powstanie trzy razy więcej rakiet.
Do problemu Ukrainy doszedł kolejny czynnik. Patrioty są dziś potrzebne nie tylko w Europie. Konflikt na Bliskim Wschodzie pochłonął ogromne ilości pocisków przechwytujących ze składów Stanów Zjednoczonych i ich partnerów. Państwa posiadające własne Patrioty coraz ostrożniej patrzą więc na pomysł oddawania kolejnych rakiet, bo same nie wiedzą, kiedy będą ich potrzebować i jak szybko producenci uzupełnią magazyny.
Przeczytaj także:
NATO uruchomiło mechanizm PURL, w którym państwa europejskie i Kanada finansują zakup amerykańskiego uzbrojenia dla Ukrainy. Skala zależności jest ogromna. Jeszcze na początku 2026 r. około 75 proc. rakiet wykorzystywanych przez ukraińskie Patrioty miało pochodzić właśnie z dostaw realizowanych przez ten mechanizm.
Polska również znalazła się w środku tej dyskusji. Warszawa rozważa przekazanie Ukrainie kolejnej partii pocisków. Jednocześnie Polska zabiega o uruchomienie produkcji rakiet Patriot na naszym terytorium. Obecny kryzys bardzo dobrze pokazuje, dlaczego taka zdolność przestała być tylko ambicją.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wojsko Polskie
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.