30-letni program zawstydza Microsoft. Od tego się zaczęło
Word 1.1a wraca na salony. I to w wersji x64, działającej natywnie na Windowsie 11. To zabawne, jak sędziwa starość potrafi być powiewem świeżości.

To jeden z tych projektów, które zaczynają się jako ciekawostka, a kończą jako pełnoprawna podróż w czasie. Programista Justin Marshall odtworzył Microsoft Word dla Windows 1.1a z 1990 r. tak, by działał jako natywny, 64‑bitowy program na współczesnych systemach. Nie w emulatorze, nie w jakiejś nakładce, nie jako rekonstrukcja wyglądu - to oryginalny Word, z oryginalnym kodem, oryginalnymi zasobami i oryginalnym zachowaniem, tylko że przepisany tak, by nie wywracał się na architekturze x64.
Marshall wykorzystał fakt, że Microsoft w 2014 r. udostępnił źródła Worda 1.1a (razem z MS-DOS 1.1 i 2.0). To 7-megabajtowy pakiet zawierający ponad tysiąc plików w 33 katalogach - prawdziwy skarb dla każdego, kto lubi grzebać w historii oprogramowania. Na tej bazie powstał projekt, który dziś można pobrać z GitHuba i uruchomić na Windowsie 10 lub 11, o ile ma się Visual Studio 2022, SDK i CMake 3.25 lub nowszy. Niestety, kompilację należy przeprowadzić samodzielnie, ale efekt wynagradza wysiłek.
Czytaj też:
Jak to w ogóle działa?

Port Worda 1.1a nie ma nic wspólnego z emulacją. To nie jest też „nowy Word udający starego”. Marshall przeportował oryginalny kod C, a 16-bitowe fragmenty asemblera przetłumaczył na współczesne, stałowidthowe konstrukcje C/C++. Zmapował segmentowe modele pamięci na bezpieczne struktury x64, a zachowania Win16 - od startu aplikacji po obsługę komunikatów i zasobów - odwzorował na współczesnych API Win32.

Do tego dochodzi odbudowanie oryginalnych zasobów: ikon, kursorów, bitmap, okien dialogowych. Wszystko generowane natywnymi narzędziami w ramach grafu CMake. Całość jest testowana zestawem testów UI, które sprawdzają m.in. wpisywanie tekstu, zaznaczanie, formatowanie, działanie okien dialogowych i zapisywanie plików. To projekt badawczy, ale dopracowany jak komercyjny produkt.
Efekt końcowy? Plik WORD1.exe, który uruchamia Worda z 1990 r. tak, jakby był napisany wczoraj.
Word 1.1a kontra Word 2026. Kto tu jest bardziej user-friendly?
Patrzenie na Worda 1.1a w 2026 r. jest dziwnie kojące. Program otwiera się błyskawicznie, wita użytkownika pustą kartką i kilkoma ikonami. Zero chmury, zero Copilota, zero automatycznych podpowiedzi, zero „inteligentnych” funkcji, które czasem pomagają, a czasem przeszkadzają. Tylko tekst, proste formatowanie i klasyczna estetyka Windowsa 3.0.
Kolorystyka jest „smutna”, jak to wczesne lata 90., ale interfejs ma w sobie coś, czego brakuje współczesnym edytorom: czystość. Nie ma tu wizualnego szumu. Nie ma dziesiątek paneli, zakładek, wstążek, bocznych pasków, wyskakujących tooltipów i powiadomień. Jest schludnie, prosto, wręcz zachęcająco do pracy - mimo że możliwości programu kończą się na tym, co dziś oferuje przeciętny edytor Markdown.

To paradoks: Word 1.1a umie niewiele, ale przez to nie próbuje być wszystkim naraz. Współczesny Word jest potężny, ale czasem przytłacza. Stary Word jest skromny, ale przez to… przyjemny.
Nostalgia? Owszem. Ale też lekcja o projektowaniu
Word 1.1a przypomina, że kiedyś oprogramowanie było projektowane z myślą o tym, by nie przeszkadzać. Dziś edytory tekstu są kombajnami do pracy zespołowej, automatyzacji, integracji z chmurą i AI. To świetne narzędzia, ale czasem człowiek tęskni za prostotą.
Nie chodzi o to, by wracać do Worda 1.1a na co dzień. Chodzi o to, że ten projekt pokazuje, jak bardzo zmieniły się priorytety. W 1990 r. najważniejsze było, by program działał szybko i był przewidywalny. W 2026 r. najważniejsze jest, by program robił jak najwięcej rzeczy za użytkownika.
Może właśnie dlatego port Worda 1.1a budzi tak duże zainteresowanie. To nie tylko ciekawostka technologiczna, ale też przypomnienie, że minimalizm potrafi być funkcją samą w sobie. I mże nie wrócę do Worda 1.1a na co dzień, ale dobrze czasem przypomnieć sobie, że „mniej” potrafi być bardzo komfortowe.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.