REKLAMA

Kupił film i już nigdy go nie zobaczy. "Rekompensata nie przysługuje"

Google Play znów przypomina, że „kupowanie” cyfrowych treści to często tylko wypożyczenie z ładniejszą etykietą.

kupowanie filmów Google Play

Historia, która właśnie krąży po Reddicie, jest jak kubeł zimnej wody dla wszystkich, którzy przez lata budowali swoje cyfrowe biblioteki filmów, seriali i muzyki. Użytkownik Google Play odkrył, że jego kupiona w 2022 r. rozszerzona trylogia Władcy Pierścieni… po prostu zniknęła. Bez ostrzeżenia, bez wyjaśnienia, bez możliwości odzyskania pieniędzy. I bez możliwości odzyskania samego filmu.

To nie jest pierwszy raz, kiedy platformy cyfrowe pokazują, że „kupno” w ich słowniku oznacza coś zupełnie innego niż w naszym. Ale tym razem sprawa jest wyjątkowo jaskrawa - bo mówimy o jednym z najbardziej kultowych zestawów filmowych w historii kina, który w dodatku nadal jest dostępny w sprzedaży… tylko nie dla tego konkretnego klienta.

Czytaj też:

„Kupione” znaczy „dopóki pozwolimy”

Według relacji użytkownika Google Play nie tylko usunęło jego zakup, ale też odmówiło jakiejkolwiek formy rekompensaty. Support miał stwierdzić, że transakcja jest „zbyt stara”, by ją odnaleźć, a skoro film „jest dostępny na YouTube”, to klient powinien skontaktować się z YouTube Support. Problem w tym, że film był kupiony w Google Movies & TV, a nie na YouTube. I że w Google Play już go nie ma.

Sytuacja szybko wywołała burzę komentarzy. Wielu użytkowników zauważyło, że te same filmy nadal można kupić w Google Play w innych regionach, co tylko podkreśla absurd: platforma wciąż zarabia na produkcie, do którego wcześniejszym klientom odcięła dostęp.

Licencje, licencje, licencje

To nie pierwszy przypadek, gdy cyfrowe treści znikają mimo opłacenia ich pełnej ceny. W 2023 r. głośna była sprawa pozwu przeciwko Amazon Prime Video, gdzie użytkownicy argumentowali, że „kupno” filmów na platformie jest w rzeczywistości tylko licencją na oglądanie - licencją, którą Amazon może w każdej chwili wycofać.

Problem jest systemowy. Cyfrowe sklepy nie sprzedają nam plików, które możemy pobrać i zachować na zawsze. Sprzedają*dostęp, który zależy od:

  • aktualnych umów licencyjnych, 
  • regionalnych praw autorskich, 
  • kaprysów właścicieli platform, 
  • zmian w katalogach, 
  • migracji między usługami (jak Google Play → YouTube).

Jeśli któraś z tych cegiełek wypadnie to nasza cyfrowa biblioteka może zacząć się kruszyć.

„Jeśli kupowanie nie jest posiadaniem, piractwo nie jest kradzieżą” - i spirala się nakręca

W komentarzach na Redditcie pojawiło się zdanie, które wraca jak bumerang przy każdej takiej historii: 

„If buying isn’t owning, pirating isn’t stealing.”

I trudno się dziwić, że ludzie tak reagują. Jeśli platformy nie potrafią zagwarantować stabilności zakupów, to część użytkowników zaczyna szukać alternatyw, które - paradoksalnie - dają większe poczucie kontroli.

Nie chodzi o to, że piractwo jest rozwiązaniem. Chodzi o to, że cyfrowe sklepy same podkopują zaufanie, które powinno być fundamentem ich działania. Jeśli klient płaci 100-150 zł za cyfrową trylogię filmową, to oczekuje, że będzie mógł ją obejrzeć również za pięć lat. A nie że zniknie, bo „system nie może znaleźć transakcji”.

Lokalne kopie: nudne, staromodne, ale wciąż najlepsze

W dyskusji pod postem wiele osób przypomniało o czymś, co w dobie streamingu brzmi jak relikt przeszłości: lokalne kopie.

Pliki na dysku. 

Płyty Blu-ray. 

Backupy.

W Polsce rozszerzone edycje Władcy Pierścieni na Blu-ray UHD można kupić za około 150-200 zł. To więcej niż cyfrowa wersja, ale w zamian dostajemy coś, czego żadna platforma nie może nam odebrać jednym kliknięciem. A przy okazji w jakości niedostępnej dla streamingu.

Cyfrowa przyszłość wymaga uczciwości. Nie chodzi o to, żeby wracać do fizycznych nośników. Chodzi o to, żeby platformy zaczęły traktować klientów poważnie. Jeśli sprzedają „kupno”, to powinny zapewnić trwałość.  Jeśli sprzedają „licencję”, to powinny jasno to komunikować. Jeśli usuwają treść, to powinny oferować rekompensatę.

Cyfrowa wygoda jest świetna. Cyfrowa niepewność - już nie. A historia z Władcą Pierścieni pokazuje, że czasem nawet największe marki potrafią zgubić pierścień odpowiedzialności.

*Ilustracja otwierająca wygenerowana za pomocą AI

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.