205 gatunków trafia nam pod koła. Policzono, które uśmiercamy najczęściej
Samochody zabijają nie tylko sarny i dziki. Na liście ofiar polskich dróg są żubry, niedźwiedzie, żółwie błotne, salamandry i tysiące płazów.

Martwy jeż przy krawężniku to fragment bardzo niepokojącego zjawiska, którego skali w Polsce właściwie dotąd nie znaliśmy. Pierwsze całościowe zestawienie obejmujące ssaki, ptaki, płazy i gady wykazało obecność na drogach martwych przedstawicieli aż 205 gatunków.
Prawie 29 tys. martwych zwierząt to dopiero początek
Jak czytamy na łamach portalu Nauka w Polsce, badacze wykorzystali dane gromadzone przez lata w Ogólnopolskim Rejestrze Kolizji Drogowych ze Zwierzętami. To system oparty przede wszystkim na nauce obywatelskiej: obserwator znajdujący martwe zwierzę przy drodze może zaznaczyć miejsce, określić gatunek i przekazać dodatkowe informacje o znalezisku.
Do analizy weszło 19 028 takich zgłoszeń z lat 2000-2022, przekazanych przez 412 obserwatorów. Nie każde zgłoszenie oznaczało jednak jedną ofiarę. Szczególnie w przypadku płazów w jednym miejscu znajdowano dziesiątki, a czasem setki zwierząt. Łącznie baza objęła 28 709 zabitych osobników.
Najwięcej było ssaków, bo aż 10 910. Niewiele mniej płazów, których naliczono 10 061. Dalej znalazły się ptaki z 6406 ofiarami i gady z 1332. W przybliżeniu daje to proporcję 8:8:5:1. Nie można jednak potraktować tych wartości jako odpowiedzi na pytanie, ile zwierząt rzeczywiście ginie rocznie w Polsce. Nikt systematycznie nie przeszukiwał całej sieci drogowej. Obserwacje były dobrowolne i trafiały do bazy wtedy, gdy ktoś akurat znalazł zwierzę oraz postanowił je zgłosić. Rzeczywista liczba ofiar musi być więc wielokrotnie większa.
Na liście jest aż 205 gatunków
Najbardziej uderzająca jest chyba nie sama liczba martwych zwierząt, lecz sama różnorodność ofiar. Badaczom udało się oznaczyć 205 gatunków. Było wśród nich 50 gatunków ssaków, 133 gatunki ptaków, 14 gatunków płazów i 8 gatunków gadów.
W Polsce odnotowuje się łącznie około 597 gatunków lądowych kręgowców, jeżeli do ptaków wliczymy również gatunki pojawiające się sporadycznie i zalatujące. W takim ujęciu ofiary drogowe reprezentują około 34 proc. krajowej fauny. Jeżeli jednak uwzględnić tylko ptaki rzeczywiście gniazdujące w Polsce (czyli porównywać gatunki stale związane z naszym krajem), to odsetek rośnie do około 55 proc.
Szczególnie dramatycznie wygląda natomiast sytuacja płazów. Na drogach znaleziono przedstawicieli 14 z 18 występujących w Polsce gatunków, czyli prawie 78 proc. Wśród gadów było to 8 z 12 gatunków, a więc około 67 proc. W przypadku ssaków ofiarami samochodów okazali się przedstawiciele 51 proc. krajowych gatunków. Dla ptaków lęgowych było to ponad 54 proc. Droga nie jest więc problemem dotyczącym kilku zwierząt, które nie nauczyły się omijać samochodów. Przecina siedliska i trasy przemieszczania się praktycznie całych grup fauny.
Najczęściej ginie ropucha. Potem jest jeż
Lista najczęściej rejestrowanych ofiar również potrafi zaskoczyć. Na 1. miejscu znalazła się ropucha szara. W bazie naliczono aż 6705 jej martwych przedstawicieli. Stanowiła około 79 proc. oznaczonych płazów. Na 2. miejscu były jeże – łącznie 4013 osobników. Dalej znalazły się lisy z 1805 przypadkami, gołębie miejskie z 1114 oraz zaskrońce z 994.
Pierwszą dziesiątkę uzupełniały wiewiórki, żaby trawne, sarny, kuny domowe i borsuki. Zaledwie 10 najczęstszych taksonów odpowiadało za ponad 67 proc. wszystkich zidentyfikowanych ofiar.
Każdy z tych gatunków wpada jednak w drogową pułapkę z trochę innego powodu. Dla jeża śmiertelna okazuje się strategia, która świetnie działa przeciw naturalnym drapieżnikom. W obliczu zagrożenia zwierzę często zatrzymuje się i zwija w kulkę. Samochód nie jest jednak lisem i nie rezygnuje z ataku po zobaczeniu kolców.
Podobny problem mają zaskrońce. Jako zwierzęta zmiennocieplne chętnie wykorzystują rozgrzany asfalt do podnoszenia temperatury ciała. Droga staje się dla nich atrakcyjnym miejscem właśnie wtedy, gdy odbywa się na niej ruch.
Dla płazów jedna droga może być ścianą śmierci
Najbardziej spektakularne przypadki dotyczą jednak płazów. Wiosną ropuchy, żaby i traszki opuszczają miejsca zimowania i przemieszczają się do zbiorników wodnych, w których przystępują do rozrodu. Jeżeli pomiędzy lasem a stawem kilkadziesiąt lat wcześniej położono asfalt, tysiące zwierząt każdego roku muszą przeciąć dokładnie tę samą drogę.
Efektem nie są tylko pojedyncze potrącenia. Spośród 20 zgłoszeń obejmujących przynajmniej 100 martwych zwierząt naraz aż 19 dotyczyło płazów. W pojedynczej obserwacji rekord wynosił nawet 500 ofiar. Takie zdarzenia koncentrują się w krótkich okresach. Największe zagrożenie dla płazów pojawia się podczas wiosennych migracji, przede wszystkim w marcu i kwietniu.
To pokazuje również, dlaczego patrzenie wyłącznie na klasyczne policyjne statystyki kolizji ze zwierzętami daje bardzo zniekształcony obraz. Zderzenie samochodu z jeleniem może uszkodzić pojazd i zostanie zgłoszone. Kierowca przejeżdżający nocą przez grupę ropuch może nawet nie wiedzieć, że właśnie zabił kilka zwierząt.
Na Helu jedna kontrola ujawniła 110 martwych rudzików
Ptaki teoretycznie powinny mieć najłatwiej. Mogą przecież po prostu przelecieć nad jezdnią. Tak naprawdę jednak bardzo dużo zależy od sposobu życia konkretnego gatunku. Dobrym przykładem jest tu skowronek. Należy do najliczniejszych ptaków Polski, ale w całej bazie pojawiło się zaledwie kilkanaście martwych osobników. Żyje na otwartych terenach i zwykle przemieszcza się na wysokości, na której samochód nie stanowi dla niego większego problemu.
Zupełnie inaczej zachowuje się natomiast rudzik. To ptak związany z dolnymi partiami lasów i zarośli, często przelatujący nisko nad ziemią. Ekstremalny przykład znaleziono na Półwyspie Helskim. Wąski pas lądu jest jednocześnie ważną trasą migracji ptaków i miejscem, przez które przebiega ruchliwa droga wojewódzka. Podczas jednej kwietniowej kontroli odcinka między Chałupami i Kuźnicą znaleziono 110 zabitych rudzików, a także 3 bogatki i 3 strzyżyki. To tylko jeden przejazd kontrolny jednego dnia.
Pod kołami giną nawet żubry i żółwie błotne
Drogi nie oszczędzają też gatunków rzadkich. W bazie znalazły się m.in. żubry, niedźwiedzie brunatne i sokoły wędrowne. Odnotowano martwe salamandry plamiste, żółwie błotne i węże Eskulapa.
W przypadku licznego gatunku śmierć pojedynczego osobnika może mieć stosunkowo niewielkie znaczenie dla całej populacji. Dla bardzo rzadkiego zwierzęcia każde dodatkowe źródło śmiertelności staje się znacznie poważniejsze.
Wąż Eskulapa występuje w Polsce na bardzo ograniczonym obszarze. Żółw błotny również tworzy nieliczne i rozproszone populacje. Utrata kilku dorosłych osobników nie musi więc wyglądać imponująco w ogólnokrajowej tabeli, ale lokalnie może mieć dużo większe konsekwencje. Co gorsza, część masowych przypadków śmiertelności odnotowano na obszarach chronionych – w parkach narodowych, rezerwatach i ostojach Natura 2000. Formalna ochrona terenu nie sprawia, że przebiegająca przez niego droga przestaje istnieć.
Większe zwierzę widzimy częściej. Nie znaczy to, że ginie częściej
Badanie ujawniło również ważny problem związany z samą metodą liczenia. Im większa masa ciała zwierzęcia i im dłużej jego szczątki pozostają na jezdni, tym większa szansa, że ktoś je zauważy i zgłosi.
Martwej sarny praktycznie nie da się przeoczyć. Kilkugramowy ptak może po uderzeniu zostać wyrzucony w trawę. Niewielki płaz może po kilku kolejnych przejazdach samochodów przestać być możliwy do rozpoznania. Na dane wpływa też zachowanie padlinożerców, służby drogowe, pogoda i natężenie ruchu.
Dlatego 28 709 ofiar nie jest nawet próbą policzenia wszystkich zabitych zwierząt. To zbiór pozwalający przede wszystkim określić wzorce: kto ginie, w jakich okresach i które gatunki wydają się szczególnie podatne.
Co ciekawe, liczba zgłoszeń nie była po prostu funkcją tego, jak rozpowszechniony jest dany gatunek. Sama liczebność zwierzęcia nie wystarcza, żeby przewidzieć jego podatność na samochody. Liczy się zachowanie, sposób przemieszczania, środowisko i sezonowa aktywność.
Problem jest ogromny, ale nadal nie wiemy dokładnie jak ogromny
Polska miała w 2021 r. około 429 tys. km dróg. Tylko niewielką część stanowią autostrady, ekspresówki i pozostałe drogi krajowe, na których najłatwiej wprowadzać duże zabezpieczenia podczas budowy lub modernizacji. Ponad 90 proc. sieci tworzą drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne.
To właśnie tam często brakuje kosztownych przejść, ogrodzeń czy systematycznego monitoringu. Jak pisaliśmy na Autoblogu w tekście o przejściach dla zwierząt, przy nowych drogach szybkiego ruchu buduje się tysiące różnego rodzaju przejść – od wielkich zielonych mostów po małe przepusty dla płazów.
Przeczytaj także:
Takie rozwiązania działają, jeśli są dobrze umieszczone i połączone z ogrodzeniami naprowadzającymi. Nie można jednak zbudować wiaduktu dla zwierząt nad każdą lokalną szosą. W przypadku płazów pomagają znacznie tańsze tunele prowadzone pod jezdnią wraz z niskimi płotkami kierującymi zwierzęta do wejścia. Problem w tym, że podobne rozwiązania nadal nie występują na ogromnej liczbie miejsc, w których droga przecina starą trasę migracyjną.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Shawn.ccf, Canva Pro / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.