REKLAMA

Pod wodą jest zawór, który chłodzi całą Ziemię. Zaczyna się psuć

Atlantyk pomaga Ziemi pozbywać się nadmiaru ciepła. Badacze pokazali, co dzieje się z planetą, gdy wielka cyrkulacja oceaniczna zwalnia.

Atlantycki zawór ciepła słabnie. Skutki odczuje cała planeta

AMOC, czyli atlantycka południkowa cyrkulacja wymienna, to ogromny system transportujący wodę pomiędzy tropikami a północnym Atlantykiem. Ciepła i słona woda płynie na północ, gdzie stopniowo oddaje energię do atmosfery. Ochładza się, zwiększa swoją gęstość i w północnych rejonach Atlantyku opada w głąb oceanu. Następnie chłodniejsza woda wraca na południe na dużych głębokościach.

Bardzo ważny elementem tego systemu jest golfsztrom, ale nie można używać obu nazw zamiennie. AMOC obejmuje znacznie większy, trójwymiarowy obieg wód Atlantyku. Przez ostatnie 11,7 tys. lat, czyli mniej więcej od końca ostatniej epoki lodowej, AMOC pozostawał stosunkowo silny. Wcześniej potrafił jednak gwałtownie przełączać się między mocniejszym i słabszym stanem.

Naukowcy postanowili wykorzystać właśnie te dawne zmiany, aby sprawdzić coś, czego wcześniej nie analizowano wystarczająco dokładnie: co robią one z całkowitym bilansem energetycznym Ziemi.

Atlantyk otwiera zawór i wypuszcza ciepło

Zespół kierowany przez Christo Buizerta przeanalizował symulacje gwałtownych zmian AMOC w trzech niezależnych modelach klimatycznych. Obraz, który z nich wyszedł, jest zaskakująco prosty.

Ocean nieustannie pochłania ogromne ilości energii słonecznej, przede wszystkim w tropikach. Silny AMOC transportuje część tego ciepła na północ. Tam zachodzi głęboka konwekcja oceaniczna, woda oddaje dużą ilość energii do atmosfery, a ostatecznie część tej energii może zostać wypromieniowana w przestrzeń kosmiczną.

AMOC zachowuje się więc trochę jak zawór w ogromnym zbiorniku ciepła. Kiedy działa mocno, pozwala systemowi planetarnemu skuteczniej pozbywać się energii. Kiedy słabnie, zawór zaczyna się przymykać. Ciepło nie dociera już wtedy w takim stopniu do miejsc, w których mogłoby zostać sprawnie oddane. Zamiast tego pozostaje w oceanie i stopniowo gromadzi się w jego wnętrzu.

Na powierzchni robi się zimniej, ale planeta się ogrzewa

Bezpośrednim skutkiem osłabienia AMOC jest ochłodzenie powierzchni północnego Atlantyku oraz sąsiednich obszarów. Mniej ciepła dociera na północ, więc chłodniej może robić się m.in. wokół Grenlandii i w części Europy. Pod powierzchnią dzieje się jednak coś przeciwnego.

Z nowych symulacji wynika, że chłodna staje się przede wszystkim stosunkowo cienka górna warstwa północnego Atlantyku. Głębiej ocean gromadzi coraz więcej energii. W skali całej planety słaby AMOC oznacza więc nie tylko przemieszczanie ciepła z jednego miejsca do drugiego, lecz jego większe zatrzymywanie przez ziemski system klimatyczny.

To zmienia wcześniejszy sposób patrzenia na gwałtowne zmiany z epoki lodowej. Dotąd często tłumaczono je mechanizmem przypominającym huśtawkę: kiedy północna półkula się ochładzała, dodatkowe ciepło pozostawało na południu. Nowa analiza pokazuje, że część historii mogła wyglądać inaczej. Cały ocean stawał się wtedy większym magazynem energii.

Efekt odpowiadał 10 latom naszych emisji

Badacze próbowali również określić skalę tego zjawiska. Podczas naturalnych epizodów osłabienia AMOC w ostatniej epoce lodowej planeta pochłaniała dodatkową ilość ciepła odpowiadającą mniej więcej efektowi zwiększenia współczesnego stężenia CO2 w atmosferze o około 25 ppm. Ppm oznacza liczbę cząsteczek dwutlenku węgla przypadających na 1 mln cząsteczek powietrza.

Według autorów taki wzrost odpowiada mniej więcej 10 latom obecnych emisji powodowanych przez człowieka. Nie znaczy to, że kolejne osłabienie AMOC automatycznie doda do atmosfery 25 ppm CO2. To porównanie energetyczne pokazujące skalę dodatkowego ogrzewania, które w dawnych symulowanych wydarzeniach pojawiało się po przymknięciu oceanicznego zaworu. W cieplejszym świecie efekt mógłby nakładać się na ogrzewanie powodowane już przez rosnące stężenie gazów cieplarnianych.

To nie jest wyłącznie rozważanie dotyczące świata sprzed dziesiątek tysięcy lat. W kwietniu 2026 r. naukowcy opublikowali analizę pomiarów prowadzonych na czterech szerokościach geograficznych północnego Atlantyku. W ciągu ostatnich około 20 lat wykryli spójne osłabienie głębokiego transportu wody wzdłuż zachodniej części oceanu. Jest to jeden z istotnych elementów AMOC, choć nie oznacza jeszcze, że cały system słabnie wszędzie dokładnie w takim samym tempie.

Inna tegoroczna analiza połączyła modele klimatyczne z rzeczywistymi obserwacjami temperatury, zasolenia i innych parametrów oceanów. Według jej najlepszego oszacowania do końca XXI wieku AMOC może osłabnąć o około 51 proc., z niepewnością wynoszącą 8 pkt proc.

Już wcześniej opisywaliśmy dowody wskazujące, że AMOC zbliża się do niebezpiecznego punktu krytycznego. Jednocześnie nie wszystkie badania kończą się równie pesymistycznymi prognozami. Jeszcze w 2025 r. pisaliśmy o modelach, według których całkowite zatrzymanie AMOC przed końcem obecnego stulecia jest mało prawdopodobne. Osłabienie i całkowite załamanie to jednak zupełnie dwie różne rzeczy.

Nowe badanie przynosi też odrobinę dobrej wiadomości

Co ciekawe, najnowsza praca nie dokłada po prostu kolejnego argumentu do scenariusza katastrofalnego zatrzymania AMOC. Autorzy zauważyli, że gwałtowne przeskoki pomiędzy silnym i słabym stanem pojawiały się w specyficznych warunkach epok lodowych. W cieplejszym klimacie sam system może być pod tym względem bardziej stabilny.

Możliwa jest więc przyszłość, w której pod wpływem zmian klimatu AMOC wyraźnie zwalnia, ale nie przekracza nieodwracalnego punktu krytycznego i zachowuje możliwość ponownego wzmocnienia. Badacze podkreślają, że potrzeba jeszcze znacznie więcej pracy, zanim będzie można rozstrzygnąć, który scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Nowe odkrycie dokłada jednak ważny element. Dotąd o AMOC mówiliśmy głównie jako o transporterze ciepła, dzięki któremu północny Atlantyk i Europa są cieplejsze. Teraz okazuje się, że jego rola jest większa.

Zobacz także:

To także jeden z zaworów regulujących, ile energii zostaje w ziemskim systemie klimatycznym. Jeżeli będzie działał coraz słabiej, północny Atlantyk może paradoksalnie robić się chłodniejszy dokładnie w tym samym czasie, w którym reszta planety będzie zatrzymywała jeszcze więcej ciepła.

*Źródło grafiki wprowadzającej: TrueCreatives, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.