REKLAMA

Perseidy zobaczysz nawet przez chmury. Tylko nie oczami

Chmury nie muszą przekreślać obserwacji Perseidów. Meteory można wykrywać radiowo, a najprostsza metoda wymaga tylko komputera i internetu.

Perseidy zobaczysz nawet przez chmury. Wystarczy radio

Prognoza pogody pokazuje jednolitą warstwę chmur dokładnie wtedy, gdy Perseidy mają urządzić najlepszy pokaz? Dla klasycznej obserwacji to właściwie koniec zabawy. Można siedzieć pod kocem, patrzeć w szarą pokrywę i liczyć na cud. Jest jednak drugi sposób. Meteoru nie trzeba wcale zobaczyć. Można wykryć jego przelot za pomocą fal radiowych, usłyszeć charakterystyczne piknięcie, a nawet zobaczyć echo na ekranie komputera. Co najlepsze, na początek nie potrzeba własnej anteny ani odbiornika.

Chmury zasłonią Perseida oczom? Dla radia to nie problem

Meteor obserwowany w zwykły sposób jest przede wszystkim zjawiskiem świetlnym. Jeżeli pomiędzy nim a obserwatorem znajdzie się gruba warstwa chmur, światło nie dotrze do naszych oczu. W podobny sposób zachmurzenie potrafi zepsuć noc fotografowi próbującemu złapać Perseidy aparatem.

Obserwacje radiowe działają jednak zupełnie inaczej. Wykorzystuje się częstotliwości, dla których typowe zachmurzenie nie stanowi takiej przeszkody jak dla światła widzialnego. Dzięki temu meteory można wykrywać zarówno nocą, jak i w dzień oraz przy całkowicie zachmurzonym niebie. To oznacza, że w nocy można nie zobaczyć ani jednej spadającej gwiazdy, a jednocześnie rejestrować kolejne meteory jeden po drugim.

Radio nie jest jednak technologią odporną na wszystko. Dużym problemem mogą być lokalne zakłócenia elektromagnetyczne wytwarzane przez elektronikę, zasilacze czy instalacje elektryczne. W profesjonalniejszych instalacjach znaczenie mają również odbicia od samolotów i innych obiektów, które trzeba później odróżniać od rzeczywistych ech meteorowych.

Meteor robi z atmosfery lustro na kilka sekund

Sam Perseid niczego nie musi nadawać. Do obserwacji potrzebny jest odległy nadajnik radiowy oraz odbiornik znajdujący się setki kilometrów dalej. W zwykłych warunkach krzywizna Ziemi sprawia, że bezpośredni sygnał między nimi jest bardzo słaby albo w ogóle niemożliwy do odebrania. I wtedy w atmosferę wpada meteoroid.

Poruszająca się z ogromną prędkością drobina zderza się z cząsteczkami atmosfery i pozostawia za sobą zjonizowany ślad zawierający swobodne elektrony. Taki kanał przez chwilę potrafi skutecznie rozpraszać fale radiowe. Sygnał odległego nadajnika odbija się od obszaru zjonizowanego przez meteor i trafia do odbiornika, który normalnie nie powinien go usłyszeć. To odmiana techniki nazywanej radiowym rozpraszaniem do przodu.

Jak obserwować Perseidy przez radio? Możesz zrobić to w domu
Fot. Roy S, Pexels / Canva Pro

Najłatwiej wyobrazić to sobie jako krótkotrwałe lustro zawieszone wysoko nad Ziemią. Lustro pojawia się, odbija sygnał, a po chwili znika wraz z rozpadem zjonizowanego śladu. W rzeczywistości zachowanie takiego lustra zależy przede wszystkim od liczby elektronów pozostawionych na trasie meteoru. Bardzo małe drobiny tworzą słabsze ślady, których echo może trwać zaledwie ułamek sekundy. Większe obiekty potrafią wytworzyć znacznie gęstszy kanał jonizacyjny i wtedy odbicie utrzymuje się przez kilka, a nawet kilkadziesiąt sekund.

Zamiast błysku usłyszysz krótkie ping

Radiowy Perseid nie wygląda więc jak kreska przecinająca gwiazdy. W najprostszej wersji najpierw go usłyszymy. Słabe, krótkotrwałe odbicie może zabrzmieć jak pojedyncze piknięcie. Mocniejsze pozostaje słyszalne dłużej i przypomina przeciągnięty gwizd albo serię zmieniających się tonów. Charakter dźwięku zależy m.in. od rodzaju śladu i efektu Dopplera, ponieważ szybko poruszający się obszar jonizacji powoduje przesunięcie częstotliwości odbitego sygnału.

Jeszcze ciekawiej wygląda to na ekranie komputera. Odebrany sygnał można przedstawić na spektrogramie, nazywanym też wykresem wodospadowym. Jedna oś pokazuje czas, druga częstotliwość, a siła odbieranego sygnału staje się widocznym śladem.

Krótki meteor tworzy wtedy charakterystyczną kreskę. Na jednym ekranie mogą pojawić się też odbicia od samolotów czy satelitów, ale często mają inny kształt i trwają znacznie dłużej. Przy odrobinie wprawy zaczynamy więc oglądać coś w rodzaju radiowego odpowiednika nocnego nieba.

Tytułowe zobaczenie Perseida przez chmury nie oznacza zatem, że radio pokaże nam obraz meteoru. Zamiast jasnej smugi na niebie zobaczymy ślad jego echa na spektrogramie.

Nie masz anteny? Na początek wystarczy przeglądarka

Najlepsza część tej zabawy jest taka, że pierwszej próby nie trzeba zaczynać od zakupów. Holenderska stacja radioastronomiczna CAMRAS udostępnia przez internet odbiornik webSDR. To prawdziwy odbiornik Software Defined Radio, którym użytkownik może sterować z poziomu przeglądarki. Jego sygnał jest transmitowany przez internet, więc siedząc w Polsce, korzystamy z anteny i odbiornika znajdujących się w Holandii.

Można wejść do internetowego odbiornika CAMRAS, wybrać pasmo 2 m i ustawić częstotliwość około 143,0485 MHz oraz tryb USB. W ten sposób nasłuchujemy w pobliżu częstotliwości francuskiego radaru GRAVES, który nadaje na 143,050 MHz. Gdy meteor utworzy odpowiedni ślad jonizacyjny w korzystnym miejscu, jego echo może na moment pojawić się w odbiorniku.

Chmury zasłoniły Perseidy? Jest jeszcze jeden sposób
Fot. websdr.camras.nl:8901

GRAVES nie został jednak zbudowany z myślą o obserwacji Perseidów. To francuski system służący do śledzenia obiektów znajdujących się na orbicie, ale jego silny sygnał okazuje się bardzo użyteczny dla obserwatorów meteorów. Odbicia od meteorowych śladów można rejestrować na dystansach liczonych w setkach kilometrów.

CAMRAS pozwala również nasłuchiwać sygnałów specjalnych nadajników meteorowych, m.in. belgijskiego systemu BRAMS działającego w okolicach 49,97 MHz. Trzeba tylko pamiętać o jednej rzeczy. Korzystając z webSDR, nie obserwujemy radiowo nieba bezpośrednio nad własnym domem. Słuchamy tego, co rejestruje stacja odbiorcza w Holandii w konkretnej geometrii względem nadajnika. Do zobaczenia, co dzieje się radiowo nad naszym regionem, potrzebna byłaby własna instalacja.

Własna stacja nie musi wyglądać jak radioteleskop

Jeżeli zabawa przez przeglądarkę okaże się dla ciebie wciągająca, to można zejść o poziom głębiej. Nie trzeba przy tym budować czaszy wielkości domu. Podstawą amatorskiej instalacji może być nieduży odbiornik RTL-SDR, wyglądający trochę jak pendrive podłączony do portu USB. Do tego dochodzi komputer oraz odpowiednio dobrana antena. Do odbioru GRAVES można wykorzystać kierunkową antenę Yagi przystosowaną do pasma około 143 MHz. CAMRAS opisuje nawet konstrukcje z trzema lub czterema elementami, które są niewielkie na tyle, że w niektórych przypadkach można zamontować je również na balkonie.

Wtedy cały zestaw pracuje już u nas. Program steruje odbiornikiem, drugi może zapisywać spektrogram, a kolejne echa da się archiwizować i zliczać. Brzmi to trochę jak zabawa dla krótkofalowców i częściowo nią właśnie jest, ale próg wejścia jest dziś zdecydowanie niższy, niż jeszcze kilkanaście lat temu. Odbiornik SDR przeniósł sporą część skomplikowanej elektroniki do oprogramowania działającego na zwykłym komputerze.

Radio potrafi złapać meteor zbyt słaby dla twoich oczu

Obserwacje radiowe mają jeszcze jedną przewagę, która nie ma nic wspólnego z pogodą. Bardzo małe meteoroidy mogą pozostawić ślad jonizacyjny wystarczający do powstania mierzalnego echa radiowego, choć samo zjawisko świetlne byłoby dla człowieka bardzo trudne albo niemożliwe do zobaczenia. W belgijskiej sieci BRAMS właśnie krótkie echa pochodzące od niewielkich meteoroidów należą do najczęściej wykrywanych.

Nie oznacza to jednak, że licznik radiowy można bezpośrednio porównać z tym, co obserwator zobaczy na niebie. Radio i ludzkie oko reagują na inne cechy zjawiska, a skuteczność wykrycia zależy również od geometrii położenia nadajnika, śladu i odbiornika. Dlatego właśnie sto radiowych ech nie oznacza automatycznie stu spadających gwiazd, które zobaczylibyśmy podczas tej samej godziny przy bezchmurnym niebie.

Pamiętajmy także, że nie każde piknięcie jest od razu Perseidem. Gdy podczas maksimum roju odbiornik zapisze pojedyncze echo, nie możemy z automatu powiedzieć, że właśnie przeleciał Perseid. W atmosferę nieustannie wpadają meteoroidy sporadyczne, a w tym samym okresie aktywne są również inne roje.

Znacznie bardziej wiarygodna jest natomiast obserwacja statystyczna. Gdy aktywność dużego roju rośnie, zwiększać może się również liczba rejestrowanych ech. Profesjonalne sieci radiowe wykorzystują odpowiednią geometrię, wiele stacji i analizę danych, aby określać aktywność rojów, wyznaczać trajektorie, prędkości, a w części przypadków również parametry orbit meteoroidów.

Domowy nasłuch ma znacznie skromniejsze możliwości, ale właśnie dlatego jest fajny: pozwala bez teleskopu i bez idealnej pogody zobaczyć fizyczny ślad zjawiska, które normalnie kojarzymy wyłącznie z nocnym błyskiem.

Chmury przyszły akurat na maksimum? Nie wszystko stracone

W 2026 r. największej aktywności Perseidów spodziewamy się w nocy z 12 na 13 sierpnia, a właściwe maksimum IMO prognozuje na 13 sierpnia między 02:00 a 04:00 UTC, czyli między 04:00 a 06:00 czasu polskiego. Tegorocznym obserwacjom sprzyja nów Księżyca przypadający dokładnie 12 sierpnia.

Jeżeli niebo będzie bezchmurne, to radio oczywiście trudno uznać za konkurencję dla leżenia pod gwiazdami i czekania na jasnego Perseida przecinającego pół nieboskłonu. Warto wtedy po prostu wyjść na obserwację albo spróbować złapać Perseidy aparatem lub telefonem.

Zobacz także:

Gdy jednak nad głową znajduje się jednolita szara pokrywa, sytuacja wcale nie musi kończyć się przewijaniem zdjęć szczęśliwców z drugiego końca kraju. Można założyć słuchawki, uruchomić odbiornik i poczekać na pierwsze krótkie ping. Perseida nie zobaczymy wtedy oczami. Zobaczymy jednak radiowe echo po zjonizowanym śladzie pozostawionym przez drobinę, która kilkadziesiąt kilometrów nad Ziemią właśnie zakończyła swój lot.

*Źródło grafiki wprowadzającej: BT1976, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.