REKLAMA

Google wyłącza nową usługę. Działała dobę

Google chciał dać nam „wyobraźnię z kosmosu”. Skończyło się na panice i wyłączeniu nowej funkcji.

Google Earth Nano Banana nie działa

Google Earth od lat jest jednym z tych narzędzi, które traktujemy jak cyfrowy pewnik. Jeśli coś widać z orbity, to znaczy, że naprawdę tam jest. Jeśli czegoś nie ma - to znaczy, że nie ma. Proste, intuicyjne, wręcz kojące w świecie, w którym codziennie walczymy z zalewem AI-slopu, deepfake’ów i kreatywnej fantazji modeli językowych.

Dlatego gdy Google wprowadził do Earth funkcję generowania obrazów satelitarnych za pomocą AI - wystarczyło kliknąć „Utwórz obraz” i wpisać, co chcemy zobaczyć - Internet zareagował mniej więcej tak, jak reaguje na informację o nowym podatku: najpierw niedowierzanie, potem gniew, a na końcu memy.

A po jednym dniu Google wycofał funkcję.

Czytaj też:

„Zrób uchodźców na granicy. I elektrownię atomową w Iranie”

Jeśli ktoś zawodowo zajmuje się weryfikacją zdjęć satelitarnych - a takich ludzi jest więcej, niż mogłoby się wydawać - to taka funkcja nie jest zabawką. To jest koszmar. Bo nagle każdy może wygenerować obraz satelitarny przedstawiający dowolny kryzys, katastrofę, atak, pożar czy powódź. I wrzucić go do sieci.

W świecie, w którym zdjęcia z telefonów, nagrania z kamer i nawet transmisje live potrafią być zmanipulowane, obrazy satelitarne były czymś w rodzaju „twardego dowodu”. I faktycznie - dotąd fałszywe zdjęcia satelitarne pojawiały się sporadycznie, zwykle jako nieudolne przeróbki. Ale teraz? Teraz wystarczy jedno kliknięcie.

(GenAI - fake) Liczne pożary na i w pobliżu irańskiej wyspy Chark w Zatoce Perskiej, na której znajduje się strategiczny terminal naftowy.

Problem nie polega na tym, że ludzie będą tworzyć fejki. Problem polega na tym, że rządy będą mogły twierdzić, że prawdziwe zdjęcia są fejkami. Wyobraźmy sobie sytuację: satelita rejestruje zniszczoną bazę wojskową, obóz uchodźców, wyciek ropy, nielegalną budowę, cokolwiek. Dotąd rząd mógł próbować zaprzeczać, ale zdjęcie satelitarne było mocnym argumentem. Teraz wystarczy powiedzieć: „To AI. To fejki. To wygenerowane.”

I koniec dyskusji.

(GenAI - fake) Amerykański Kapitol zalany przez powódź

Google twierdzi, że miało zabezpieczenia. Społeczność OSINT twierdzi, że ich nie było

Google w swoim oświadczeniu na X zapewnia, że wszystkie obrazy były oznaczane SynthID - niewidocznym watermarkiem, który narzędzia Google’a potrafią wykryć. Firma twierdzi też, że blokowała „szkodliwe tematy”. Problem w tym, że według ekspertów blokady nie działały.

Google Earth to gigantyczna platforma, a dodanie do niej generatywnej AI brzmi jak świetny pomysł marketingowy. „Zobacz świat takim, jakim chcesz go widzieć!”. Problem w tym, że Google Earth nie jest Canva ani Midjourney.

Google wycofał funkcję po jednym dniu. Czy wróci? Google mówi, że pracuje nad „silniejszymi zabezpieczeniami”. Czy to wystarczy? Trudno powiedzieć. Bo problem nie polega na tym, że AI generuje obrazy. Problem polega na tym, że robi to w miejscu, które dotąd było źródłem prawdy.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.