REKLAMA

Fire Emblem Fortune's Weave przytłoczyło mnie rozmachem. Będzie hicior - wrażenia

Fire Emblem Fortune's Weave wyrasta na jedną z najlepszych gier dla konsoli Nintendo Switch 2. Jest olbrzymia, zróżnicowana oraz sprawia, że przez pół roku nie będę uruchamiał niczego innego. Spędziłem z nią ponad 30 godzin i wow, po prostu wow.

Fire Emblem Fortune's Weave przytłoczyło mnie rozmachem. Będzie hicior - wrażenia

Nintendo nie ma u mnie dobrej passy. Star Fox był zaledwie solidny, a Splatoon Raiders mocno mnie rozczarowało. Dlatego do Fire Emblem Fortune's Weave podchodziłem z dużym dystansem. Zwłaszcza, że „grecka” oprawa stylistyczna nie kupiła mnie na zwiastunach. O wiele bardziej wolę europejskie, średniowieczne klimaty rodem z Three Houses.

Jestem jednak ogromnym fanem Fire Emblem i byłem ciekaw, jak twórcy wykorzystają potencjał Switcha 2. Okazało się, że przebili moje oczekiwania o kilka długości. Gra jest większa, ciekawsza i bardziej zróżnicowana, niż zakładałem w najbardziej pozytywnym scenariuszu. Zapowiada się największy hit Nintendo od czasów nowego Konga.

Po 30 godzinach z Fire Emblem Fortune's Weave nie mam wątpliwości: będzie hit. Gra przytłacza rozmachem

W ciągu 30 godzin niektóre gry można przejść trzy razy. Tymczasem w Fire Emblem Fortune's Weave zaledwie ślizgam się po powierzchni. To skutek nielinearnego podejścia do kampanii. Zamiast jednego bohatera, mamy ich aż pięciu (!), z czego czterech to herosi z przeszłości, których historie odtwarzamy, mogąc jednocześnie wpływać na wydarzenia.

Miasto Dagsion, w którym splatają się losy herosów
Także miasto Dagsion, w którym splatają się losy herosów

Pięciu bohaterów to tak naprawdę pięć osobnych, wielkich i długich kampanii. Każdy heros ma unikalne miejsce startowe, własny wątek fabularny, odrębne cele oraz niepowtarzalne umiejętności. Losy grywalnych postaci splatają się w wielkim mieście Dagsion, w którym rozgrywa się coś na miarę naszych Igrzysk Olimpijskich. Tyle tylko, że zamiast rzutów oszczepem i pływania śmiałkowie z całego świata walczą na arenie.

Igrzyska trwają ponad pół roku. To ograniczony czas, który gracz może częściowo wykorzystać zgodnie z własną wolą. Niczym w rewelacyjnej serii Persona, sami decydujemy, na co poświęcimy cenny dzień. Może to być misja poboczna, poszukiwanie zasobów, trening albo budowanie relacji w drużynie. Upływ czasu jest istotnym elementem rozgrywki, tak samo manipulowanie nim.

Wątki herosów przeplatają się w mieście Dagsion niczym intrygi z Gry o tron w Królewskiej Przystani. Dobrze to działa

Zamiast grać każdą kampanię od A do Z, prowadzę je równolegle. Pół godziny tu, potem pół godziny tam. Dzięki temu widzę, jak te same postaci odgrywają kompletnie różne role w życiu grywalnych herosów. Początkowo nie ma wyraźnie złych i dobrych. Są tylko rozmaite stronnictwa, każde z własnym interesem do ugrania podczas igrzysk. Polityczno-ideologiczne roszady sprawiają, że Fire Emblem Fortune's Weave nie potrzebuje walki, aby trzymać przed ekranem.

Czytając opinię zachodniego dziennikarza, który tak jak ja otrzymał dostęp do wersji przedpremierowej, pada zarzut powtarzalności. Cóż, faktycznie Dagsion to faktycznie to samo miasto, z tymi samymi dzielnicami, które eksploruje się czterokrotnie. Recykling środowiska i modeli jest więc potężny. Za to same przygody bohaterów są unikalne. Nie licząc części uniwersalnych i powtarzających się scen przerywnikowych, każda kampania to autonomiczna, niepowtarzalna przygoda.

Jedna z wielu unikalnych lokacji dla konkretnego herosa
Jedna z wielu unikalnych lokacji dla konkretnego herosa

Dlatego nie zgadzam się z zarzutem o powtarzalności. Po 30 godzinach Fire Emblem Fortune's Weave serwuje tyle osobnych wątków, lokacji oraz postaci dla każdego z herosów, że nie można mówić o rozcieńczaniu zawartości. Nie czuć, aby producent grał na czas. Po prostu trzyma się oryginalnej i ciekawej wizji, a ja poznaję tę samą historię z różnych perspektyw.

Największa nowość w Fire Emblem Fortune's Weave to dla mnie dungeony. Herezja z szybkimi walkami bez mapy taktycznej

Fire Emblem Fortune's Weave flirtuje z gatunkiem jRPG, wprowadzając do rozgrywki klasyczne podziemia w pełnym trójwymiarze. W nich sterujemy herosem jak głównym bohaterem gry akcji, przemierzając tunele, korytarze oraz ścieżki w czasie rzeczywistym, z kamerą zza pleców. Otwieramy skrzynie, przesuwamy dźwignie i tak dalej. Znowu wracam tu z porównaniami do Persony, gdzie działa to nieco podobnie.

Kiedy w podziemiach napotykamy na przeciwników, zamiast klasycznej walki na mapie taktycznej mamy do czynienia z nowym, hybrydowym modelem starć. Herosi okładają się tutaj raz po raz, stojąc naprzeciw siebie, dysponując jednym paskiem energii dla całej drużyny. Trochę jak pojedynek reprezentantów zastępujący bitwę całych armii. Co więcej, gracz może przeskoczyć konkretne starcie, od razu przechodząc do ekranu wyniku.

Dungeon w Fire Emblem Fortune's Weave - eksploracja
Dungeon w Fire Emblem Fortune's Weave - szybka walka

Po co taka herezja w turowej grze strategicznej? Ano po to, aby urozmaicić rozgrywkę i nadać jej filmowego charakteru. Arena widoczna z lotu ptaka, podzielona na równe kwadraty, nie oddaje klimatu eksploracji w ten sam sposób, co scena godna gry akcji. Wyraźnie widać, że twórcy idą w kierunku bardziej osobistej i filmowej narracji, co osobiście uważam za bardzo, bardzo trafioną zmianę.

Same starcia turowe także są szybsze oraz ciekawsze. Na mapach w końcu pojawiają się wielkie jednostki

Twórcy kontynuują efekciarskie podejście z poprzedniej odsłony. Herosi są jak bogowie, dysponując potężnymi umiejętnościami anihilującymi kilka wrogich jednostek jednocześnie. Przez to starcia to epicka sieka, w której ciągle przesuwamy się do przodu. Nie ma poczucia mozolnego rozgrywania bitew, znanego z 3DS-owych odsłon. Jest dynamicznie, kolorowo i dosyć szybko.

Podoba mi się, że twórcy zaszaleli z mobilnością oraz wielkością jednostek. W Fire Emblem Fortune's Weave walczymy z wielkimi słoniami bojowymi, rzucamy głazami na wiele pól, błyskawicznie się teleportujemy i staramy się unikać masywnych rydwanów. Wszystko to sprawia, że starcia są znacznie bardziej przestrzenne. Taktyka oblężonej twierdzy, tak skuteczna w starszych odsłonach, tu jest trudniejsza do realizacji.

Fire Emblem Fortune's Weave - klasyczne starcie turowe
Fire Emblem Fortune's Weave - klasyczne starcie turowe

Twórcy mieszają też w balansie, modyfikując właściwości broni. Zamiast prostego systemu zależności kamień-papier-nożyce mamy bardziej skomplikowaną siatkę powiązań, a wojownicy stali się wszechstronniejsi. Co za tym idzie, na rywali patrzymy już nie tylko przez pryzmat klasy, ale też ekwipunku czy nawet przynależności frakcyjnej. Czasem można się zaskoczyć, kiedy mag wyciąga zza pazury wielki miecz.

Jest cholernie dobrze. A to dopiero wierzchołek góry lodowej

Po 30 godzinach ukończyłem zaledwie pierwsze akty grywalnych postaci. Czuję, że mam przed sobą wiele kolejnych. Fire Emblem Fortune's Weave to potężna gra, która z godziny na godzinę robi się coraz ciekawsza. Herosi - o wiele mniej imponujący wizualnie niż postaci z Three Kingdoms - okazują się niezwykle ciekawi. Główny wątek także zaskakuje, fałszywe tropy nie pozwalają na łatwe rozgryzienie historii.

Fire Emblem Fortune's Weave - Co najlepiej rokuje po 30 godzinach:

  • Pomysł z czterema (pięcioma!) odrębnymi kampaniami świetne działa
  • Przeplatająca się polityczno-ideologiczna intryga w stolicy
  • Zarządzanie czasem i taktyczne wybory
  • Dungeony i szybka walka to świetne dodatki narracyjne
  • Gra to kobyła na tygodnie i miesiące zabawy
  • Dobra dynamika starć torowych na mapie taktycznej
  • Fabio <3 <3 <3

Nintendo może mieć prawdziwego asa w rękawie. Na ten moment Fire Emblem Fortune's Weave to dla mnie najbardziej imponująca zupełnie nowa gra dla Switcha 2 od debiutu Donkey Kong Bananza. Początkowo byłem bardzo sceptyczny, ale twórcy przekonali mnie pomysłami, wizją oraz realizacją. Zapowiada się potężny hit, który wystarczy na wiele tygodni, jak nie miesięcy zabawy.

Szymon Radzewicz
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.