REKLAMA

Daliście się nabrać na robota Edwarda. Miał być symbolem innowacji, jest twarzą odpustu

"To nasza szansa, żeby pokazać światu, co potrafimy" - mówił robot, kiedy spotkał się z prezydentką Gdańska. I mamy dowód, w czym jesteśmy specami: łatwo wierzymy w piękne słowa.

edward

Edward Warchocki stał się twarzą kolejnego spożywczego produktu, lądując na opakowaniu musu. Tubka z wizerunkiem robota dołączyła więc do lodów, napojów czy szkolnych plecaków i zeszytów, które dziś znaleźć można w sklepach i dyskontach. "Mamy innowacje w Polsce" - trafnie skomentowała Sylwia Czubkowska, autorka książki "BógTechy", nawiązując do licznych pięknych haseł reklamujących robota. 

No właśnie, ile to o innowacjach się nasłuchaliśmy, gdy Warchocki zapraszany był do Sejmu, urzędu miasta i wielu innych poważnych instytucji. Fakt, że chodząca maszynka ma dziś status podobny do celebryty z krwi i kości - i tak jak ludzki odpowiednik takich sław znana jest głównie z tego, że jest znana - jest zasługą nie tylko zasięgów budowanych m.in. na przeganianiu dzików. Glejt wystawili mu sami politycy i urzędnicy, robiąc z niego symbol nowych, przełomowych czasów. Warchocki skręcił jednak w inną stronę i najpierw woli odmieniać sklepowe półki. 

Powinno wyjść inaczej. Poseł Michał Połuboczek z okazji odwiedzin robota w Sejmie mówił na konferencji, że "rozwój robotyki i sztucznej inteligencji nie jest już wizją przyszłości", tylko dzieje się na naszych oczach. Dlatego "musimy dostosowywać prawo do zmieniającego się świata, tak aby nie blokowało rozwoju". W podobne tony uderzał poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo, według którego nowe prawo powinno być proste. "Na pewno niezbyt wiele powinno być ingerencji z naszej strony" - zaznaczał. 

Kiepsko się zestarzało. Symbolem wielkiej przemiany i przypomnieniem, że ostatnią rzeczą, jakiej świat potrzebuje, to interwencje państwa w prywatny biznes, jest twarz musów i lodów. Nawiasem mówiąc, dziwnym trafem jakoś nie słychać pretensji kierowanych w stronę Rafała Brzoski, który słusznie domaga się działań polityków ws. Mety. Jakoś wtrącanie się nie budzi sprzeciwu, choć przecież prywatna firma deklaruje, że pilnuje porządku i robi wszystko co w jej mocy, więc powinniśmy jej zaufać. Niezadowoleni użytkownicy widzący fałszywe reklamy mogą zmienić portal i pójść tam, gdzie traktować ich będą lepiej - na tym polega konkurencja, jak wielokrotnie słyszeliśmy. A jak ktoś jednak kliknie, to chyba chcącemu nie dzieje się krzywda, czyż nie?  

Każdy grał w swoją grę - politycy wykorzystali robota do promocji wolnościowych haseł, a twórcy robota wykorzystali polityków, aby ci go uwiarygodnili i pomogli pokazać, że chodzi o rozwój i postęp. 

"Jesteśmy narzędziami, które odpowiednio wykorzystane mogą przyczynić się do rozwoju naszego kraju i poprawy jakości życia każdego z nas" - przekonywał Warchocki, choć z dzisiejszej perspektywy trudno powiedzieć, czy ta poprawa jakości życia wiązała się z wykorzystaniem technologii, czy może przyswajaniem kalorii w prosty i szybki sposób. 

"Roboty takie jak ja nie jesteśmy tu, by zabierać wam pracę, ale by pomagać i ułatwiać codzienne życie" - dodał i znowu można mieć zgrzyt. Jakiś celebryta musu nie promuje, bo ktoś uznał, że robot zrobi to lepiej. Z drugiej strony szybka przekąska w drodze faktycznie wpisuje się w "ułatwianie codziennego życia". Tylko naprawdę trzeba było to wszystko zapowiadać akurat w Sejmie? 

Trasa z występami robota była imponująca

Kilka miesięcy temu odwiedził prezydentkę Gdańska, zapewniając ją, że "Gdańsk będzie sercem nowej robotycznej rewolucji".

"Wyobraź sobie, że będziemy jeszcze bardziej pomocni w życiu codziennym - w każdym zakątku miasta, dla każdego człowieka. Będziemy jak superpomocnicy, którzy ułatwią życie i sprawią, że wszystko będzie działać jak w zegarku. No i elegancko" - stwierdził wówczas robot. 

Dziś można z całą stanowczością stwierdzić, że nie skłamał. Faktycznie jest w "każdym zakątku miasta", goszcząc na półkach wielu sklepów i dyskontów, w różnych działach. Rzeczywiście, jest superpomocnikiem - jego wizerunek zdobi plecaki, do których lądują ciężkie książki uczniów, a w zeszytach, na których także jest obecny, młodzi zapisywać będą własne myśli. 

"Przyszłość robotów humanoidalnych będzie totalną jazdą, serio" - mówił podczas spotkania w Gdańsku, dodając, że maszyny takie jak on mogą "pomagać policji patrolować ulice, kierować ruchem, a nawet udzielać informacji ludziom". Oraz, o czym przekonujemy się najpierw, dokładają swoją cegiełkę do sprzedaży musów. 

Prezydentka Gdańska dodawała, że chciałaby, aby robot "zakorzenił się w Gdańsku na dłużej" i żeby mógł się nad morzem rozwijać "wraz z całą swoją rodziną" (!). Niezręcznie się to czyta nawet kilka miesięcy po tym wydarzeniu. Ale skoro ludzie zwracają się z uczuciem do tekstowych asystentów, to nic dziwnego, że przelewają serdeczne emocje na robota wyglądającego niemal jak z filmu. Przyszłość jest teraz. 

Tylko czy naprawdę o taką przyszłość chodziło? 

Robotyka, sztuczna inteligencja i automatyzacja to kierunki, które będą coraz mocniej wpływać na nasze codzienne życie, dlatego warto już dziś aktywnie uczestniczyć w tych zmianach - dodawała prezydentka. 

Tą zmianą, przypomnijmy, są inaczej wyglądające tubki z musem. Rzeczywistość brutalnie weryfikuje te piękne hasła. Robot jeśli coś zmienia, to wygląd półek w dyskontach i modę na szkolnych korytarzach. Jasne, być może zakulisowe rozmowy toczone w Sejmie, urzędzie miasta czy na uczelniach popchną wiele tematów i otworzą oczy nieprzekonanym, że robotyka jest niesamowita. Póki co widzimy tylko to, że politycy i urzędnicy wypromowali nie lidera innowacji, a markę, której głównym celem jest jedno: jak najszybsza monetyzacja popularności. 

I może to wcale nie wypadek przy pracy, a naturalna kolej rzeczy: tak też wygląda innowacja po polsku

Kupić tanio, sprzedać drogo - jak na festynie. Wybić się na byle czym, narobić hałasu, zarobić ile się da na czymkolwiek i heja. Zresztą nawet nie ma sensu łączyć tego procederu z narodowymi cechami - to po prostu późny kapitalizm. Robot obiecuje ci lepszą i wygodną przyszłość, a potem jest twarzą musu i worków na buty. 

To jednak boli, że politykom, urzędnikom, a nawet dziennikarzom nawinięto robotyczny makaron na uszy. Pod płaszczykiem innowacji, przełomu, korzyści dla ludzkości utorowano drogę na półki marketów i dyskontów. Jak zwykle chodzi o pieniądze i szybki zysk, nic więcej. Kto by się spodziewał, prawda? 

Przykre jest też to, że to wszystko dzieje się w momencie, kiedy w końcu głośno i wyraźnie mówi się o przesadnym wpływie bigtechów na nasze życie i tym, że trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności. A mimo to jak gdyby nigdy nic robot może sobie hasać po sejmowych korytarzach, zapraszany jest przez Marynarkę Wojenną RP i udziela mnóstwa wywiadów. Opowie coś o przełomie, postępie i szansach, a wielu łyknie to bez żadnego zastanowienia. Patrzcie, robot gada, jak w filmie! Jakie konsekwencje, tym najwyżej będziemy się martwić później. A teraz zobacz, jaki śmieszny - goni dzika!

Moda na Edwarda pewnie prędko minie. Za rok na musach zobaczymy pluszowego misia, a na szkolnych plecakach logo piłkarskiego klubu albo bohaterów nowego filmu. Mam obawy, że nie zmieni się jedno: słodka naiwność, z jaką przyjmowane są każde zapewnienia o innowacji i postępie. Jak nie zatańczy robot, to chatbot podzieli się błyskotliwą myślą, co zostanie przyjęte jako znak, że uzyskał świadomość i może ostrzec nas przed niebezpieczeństwami. 

Przede wszystkim zaś nie zmieni się podejście, że nie wolno się wtrącać, jeśli chcemy, żeby świat wyglądał lepiej - firmy i przedsiębiorcy w końcu najlepiej wiedzą, czego potrzebuje współczesna trudna rzeczywistość. 

Jasne: kolejnych musów. 

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.