REKLAMA

800 tys. sztuk broni poza kontrolą. Boimy się końca wojny

Koniec walk może uwolnić ogromną liczbę karabinów, granatników i dronów. Przestępcy już przygotowują szlaki przemytu.

Europa szykuje się na broń z frontu. Skala jest ogromna

Dopóki trwa wojna, karabin ma właściciela, jednostkę i konkretne zadanie. Najtrudniejszy moment może nadejść jednak później, gdy setki tysięcy żołnierzy wrócą do domów, magazyny zaczną być porządkowane, a broń zbierana z frontu nagle straci wojskowe zastosowanie. Europa boi się, że wtedy część ukraińskiego arsenału ruszy na zachód, południe i Bliski Wschód.

To nie jest 800 tysięcy skradzionych karabinów z Zachodu. Właśnie w tym tkwi prawdziwy problem

Liczba podawana przez zachodnie media wygląda wręcz jak gotowy akt oskarżenia: prawie 800 tys. sztuk broni zaginęło lub zostało skradzionych na Ukrainie od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Wystarczy dopisać, że chodzi o broń przekazaną przez Zachód, aby powstał obraz kraju, przez który pomoc wojskowa przecieka wprost do mafii. Problem w tym, że dane tego nie potwierdzają.

Według informacji pochodzących z ukraińskiego rejestru od lutego 2022 r. jako zaginione lub skradzione zapisano 780 465 sztuk broni. Tylko około 4 proc. przypadków oznaczono jednak jako kradzieże. Cała reszta figuruje jako broń utracona. Jest to znacznie szersza kategoria. Może obejmować uzbrojenie pozostawione podczas odwrotu, przejęte przez przeciwnika, zagubione przez jednostkę, zniszczone wraz z magazynem albo takie, którego losu nie udało się później formalnie potwierdzić.

Rejestr nie składa się też wyłącznie z nowoczesnej broni przysyłanej przez państwa NATO. Największą kategorię stanowią karabiny automatyczne, których zapisano ponad 252 tys. Drugie miejsce zajmują jednak strzelby myśliwskie – ponad 210 tys. Dalej są karabinki, pistolety na gumowe pociski, broń krótka, granatniki i karabiny maszynowe.

To mieszanka uzbrojenia wojskowego, cywilnego, policyjnego i zdobycznego. Część pochodzi z ukraińskich magazynów, część należała do mieszkańców, część mogła zostać zabrana Rosjanom na polu walki. Nie ma podstaw, by całość przedstawiać jako naszą pomoc, która została rozkradziona.

Tegoroczny skok też nie oznacza nowej fali kradzieży

Jeszcze mocniej działa liczba z pierwszych miesięcy 2026 r. Do rejestru dopisano prawie 150 tys. kolejnych sztuk. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby kontrola nad bronią właśnie całkowicie się załamała. Te dane kryją jednak jeden ważny szczegół. Ogromna część rekordów dodanych w marcu dotyczyła broni, która zaginęła już w pierwszym roku inwazji. W rejestrze zapisywana jest zarówno data utraty, jak i moment wprowadzenia informacji do systemu.

Nie widzimy więc wyłącznie nowych zdarzeń z 2026 r. Widzimy również nadrabianie wojennych zaległości i porządkowanie dokumentacji z okresu, gdy rosyjskie wojska podchodziły pod Kijów, ukraińskie służby rozdawały broń obronie terytorialnej, a całe jednostki były tworzone dosłownie w biegu.

Ponad 173 tys. wpisów znalazło się w rejestrze dopiero po upływie roku od zaginięcia. To pokazuje, jak bardzo niepełny był początkowo obraz sytuacji. Pokazuje również, dlaczego suchej liczby nie można traktować jak dokładnego spisu uzbrojenia leżącego dziś na czarnym rynku.

Nie znaczy to jednak, że problem jest jedynie w rozrachunkach. Jeśli państwo nie potrafi wskazać, gdzie znajduje się broń, to z punktu widzenia bezpieczeństwa nadal pozostaje ona poza kontrolą. Nawet gdy część egzemplarzy już nie istnieje, pozostałe mogą przez lata krążyć pomiędzy żołnierzami, cywilami i pośrednikami.

Europa najbardziej boi się dnia po zawieszeniu broni

W trakcie wojny popyt na broń jest niemal nieograniczony. Karabiny, amunicja, granatniki i drony natychmiast znajdują zastosowanie na froncie. Wojsko zużywa sprzęt szybciej, niż fabryki są w stanie go produkować. Po zakończeniu walk to nagle się odwróci. 

Zmniejszy się liczba jednostek, część żołnierzy zostanie zdemobilizowana, a tysiące magazynów i tymczasowych punktów zaopatrzenia trzeba będzie rozliczyć. Broń przechowywana dotąd przy okopach, w pojazdach, domach i piwnicach będzie musiała wrócić do państwa albo zostać zalegalizowana.

Właśnie w tym momencie pojawia się prawdziwa okazja dla przestępców. Żołnierz może wrócić z frontu z karabinem, granatami albo częściami drona. Dowódca może ukryć część zapasów. Magazynier może sprzedać to, co w dokumentach już wcześniej uznano za zniszczone. Pośrednik z kontaktami w armii może skupić większą partię i przerzucić ją w pobliże granicy.

Unijni analitycy ostrzegają, że po ustaniu walk wojskowe zapotrzebowanie gwałtownie spadnie, tworząc nadmiar broni i wiele okazji do zarobku. Według jednego ze scenariuszy Ukraina może nawet zastąpić Bałkany Zachodnie jako najważniejsze źródło uzbrojenia pochodzącego z dawnego konfliktu. Nie jest to jednak prognoza przesądzająca, że europejskie miasta zostaną zalane ukraińskimi karabinami. To ostrzeżenie o mechanizmie dobrze znanym z wcześniejszych wojen.

Bałkańska broń zabijała wiele lat po ostatnich strzałach

Wojny w byłej Jugosławii zakończyły się jeszcze pod koniec lat 90., ale broń z tamtego regionu do dziś trafia w ręce europejskich przestępców. Karabiny i pistolety można przechowywać przez dziesięciolecia. Nie wymagają połączenia z serwerem, aktualizacji ani dostępu do części dostarczanych wyłącznie przez producenta.

Broń użyta podczas zamachów w Paryżu w 2015 r. oraz Wiedniu w 2020 r. została powiązana właśnie ze szlakami prowadzącymi przez Bałkany. W niektórych krajach nadal jest to główne źródło nielegalnych pistoletów i karabinów.

Ukraina może stworzyć problem znacznie większy, bo skala wojny jest wręcz nieporównywalna. Oprócz broni strzeleckiej po polach walki krążą granaty, miny, materiały wybuchowe, granatniki przeciwpancerne, noktowizory i urządzenia umożliwiające budowę systemów bezzałogowych.

Do tego dochodzi rosyjska część rynku. Jak pisaliśmy w tekście: Czarny rynek broni rośnie przy Polsce. "Najbardziej dochodowy towar", uzbrojenie wywożone z okupowanych terenów trafia przez Krym do Rosji, a następnie może być sprzedawane w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Problem nie zaczyna się więc na zachodniej granicy Ukrainy i nie dotyczy wyłącznie ukraińskich żołnierzy. Broń wypływa z obu stron frontu, a przemytnicy wybiorą trasę, na której kontrola okaże się najsłabsza.

Mafia nie chce tylko starego kałasznikowa

Sygnał ostrzegawczy przyszedł z Włoch. Prokurator naczelny Palermo Maurizio de Lucia poinformował parlamentarną komisję antymafijną, że Cosa Nostra próbuje odbudować arsenał lepszej jakości.

Włoscy śledczy znajdują nadal broń pochodzącą z Bałkanów, ale obserwują też zainteresowanie znacznie nowocześniejszym wyposażeniem związanym z wojną rosyjsko-ukraińską. Szczególnie niepokojące są próby zdobycia dronów zdolnych do przenoszenia i zrzucania ładunków wybuchowych.

Nie oznacza to, że sycylijska mafia kupiła już partię ukraińskich bezzałogowców i przewiozła ją przez pół Europy. Prokurator mówił raczej o sygnałach zainteresowania oraz próbach zakupu, nie o potwierdzonym wielkim transporcie.

Sama potrzeba jest jednak logiczna. Mafia nie musi kupować kompletnego wojskowego systemu. Dron może być konstrukcją dostępną komercyjnie, przerobioną za pomocą części drukowanych w 3D i prostego mechanizmu zwalniającego ładunek.

Wojna na Ukrainie zrobiła z takich maszyn broń codziennego użytku. Jak pisaliśmy w tekście: Wojsko skopiowało apkę z Ukrainy. Drony mają wreszcie mówić wspólnym językiem, ukraiński przemysł stworzył cały ekosystem szybkiego projektowania, produkcji i wdrażania bezzałogowców. Po wojnie wraz ze sprzętem pozostaną tysiące ludzi, którzy wiedzą, jak je budować, przerabiać i uzbrajać.

Dla organizacji przestępczej ta wiedza może być cenniejsza, niż gotowy karabin. Dron pozwala obserwować policję, przenosić narkotyki nad murami więzienia, atakować konkurenta albo zrzucić ładunek bez wysyłania człowieka na miejsce.

Europa nie zostanie zalana wszystkim naraz

Przestępcy nie kupują broni wyłącznie dlatego, że jest dostępna. Musi jeszcze odpowiadać ich potrzebom. Europejskie gangi najczęściej szukają łatwej do ukrycia broni krótkiej, amunicji i materiałów wybuchowych. Karabin maszynowy, granatnik czy pocisk przeciwpancerny są trudniejsze do przemycenia i jeszcze trudniejsze do użycia bez natychmiastowego uruchomienia całej machiny państwa.

Cięższe uzbrojenie może więc popłynąć w innych kierunkach: do Afryki, Azji Centralnej, na Bliski Wschód albo do kolejnych konfliktów. Europejski rynek prawdopodobnie będzie działał bardziej wybiórczo, realizując konkretne zamówienia mafii, gangów narkotykowych i grup terrorystycznych.

Na dziś nie ma dowodów na masowe zalanie Unii bronią z Ukrainy. Bałkany nadal pozostają głównym źródłem nielegalnych egzemplarzy pochodzących z dawnych wojen. Europejskie służby same przyznają, że nie potrafią wiarygodnie oszacować, ile ukraińskiej broni może ostatecznie przekroczyć granice.

To nie jest oczywiście powód, by czekać na najgorsze. Przemyt uzbrojenia rozwija się powoli, tworząc kontakty, magazyny i bezpieczne trasy. Gdy rynek jest już gotowy, to trudno go rozmontować jednym nalotem policji.

Ukraina zaczęła porządkować arsenał, ale najtrudniejszy egzamin dopiero nadejdzie

W 2023 r. Ukraina uruchomiła jednolity rejestr broni. Później uprościła procedury pozwalające mieszkańcom zgłosić znaleziony lub otrzymany podczas wojny egzemplarz, zatrzymać go na określonych zasadach albo dobrowolnie oddać policji.

W 2025 r. powstało też centrum koordynujące walkę z nielegalnym handlem bronią. Ukraińska policja przekazuje informacje o zgubionych, skradzionych i przejętych egzemplarzach Europolowi, dzięki czemu mogą być one sprawdzane podczas kontroli w innych państwach.

Od początku inwazji służby wycofały z nielegalnego obrotu ponad 24 tys. niezarejestrowanych sztuk broni. To sporo, ale niewiele w porównaniu z całym arsenałem obecnym w kraju.

Przeczytaj także:

Po wojnie potrzebna będzie operacja o skali, jakiej Europa dawno nie widziała: rejestracja, zwroty, amnestie, kontrole magazynów, niszczenie niebezpiecznych egzemplarzy i śledzenie wyposażenia przejętego od Rosjan. Do tego trzeba będzie zapewnić byłym żołnierzom powrót do normalnego życia, aby sprzedaż wyniesionego z frontu karabinu nie stała się prostym sposobem zdobycia pieniędzy.

Unia już teraz naciska na pełne uruchomienie ukraińskiego punktu kontaktowego do spraw broni, rozwój rejestru i przygotowanie krajowego planu przeciwko przemytowi. Te działania muszą ruszyć przed zakończeniem walk, nie po podpisaniu zawieszenia broni.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Terrance Barksdale, Pexels / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.