REKLAMA

Przyszłość według Ubera to kioski. My naprawdę żyjemy w jakiejś pętli

Podzielę się świetnym pomysłem, za darmo: w domu montuje się coś na kształt smartfonu, z kablem, ale bez ekranu, za to z klawiaturą, gdzie wklepywać można numer do kierowców i zamawiać przejazd. Odjazd, co?

kiosk

Czuję to od dłuższego czasu. Kręcimy się w kółko, żyjemy w pętli, powtarzamy wydarzenia, które miały już miejsce. Ostatnio widać to jeszcze wyraźniej. Michał Wiśniewski jest z Mandaryną, Gothic zachwyca, Shakira występuje na mundialu, Madonna dalej jest na topie. Jaka pandemia, jakie wojny, o czym ty opowiadasz - przewróciłeś się i straciłeś przytomność, ale już jest wszystko w porządku. Dawaj, jedziemy na Toy Story do kina. Tylko pójdź po Ubera do kiosku. 

Nie wiadomo już, co należy do świata przeszłości, a co jest wymysłem teraźniejszości - wszystko się miesza, plącze, tworzy przedziwny miks, w którym 2026 jest 2016 albo i jeszcze wcześniejszym rokiem. 

I naprawdę można uznać, że coś jest nie tak, kiedy słyszy się, że Uber wprowadza w Polsce kioski 

Nie takie z gazetami, to prawda, ale też daleko im do odkrywczej technologii.

Rozwiązanie wykorzystane po raz pierwszy na lotnisku Chopina "otwiera usługę na zupełnie nową grupę użytkowników".

Bez aplikacji, bez konta, bez lokalnej karty SIM. Warszawa będzie pierwszym lotniskiem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie z tym systemem. 

Tak, mówimy tutaj o firmie, która zrewolucjonizowała przewozy tym, że można zamówić kierowcę za pomocą aplikacji (i już wtedy można było mieć wątpliwości, czy to rzeczywiście jest rewolucja). Natomiast cechy charakterystyczne nowości na rok 2026 to brak aplikacji, brak konieczności dostępu do internetu i drukowanie potwierdzenie przejazdu. Aż szkoda, że podsumowanie podróży nie przyjdzie pocztą.

Przyszłość była wczoraj, stary człowieku. 

Nowe rozwiązanie umożliwia zamówienie i opłacenie przejazdu bezpośrednio na lotnisku. Pasażer wybiera miejsce docelowe, rodzaj przejazdu i płaci kartą. Następnie otrzymuje wydrukowane potwierdzenie oraz wiadomość SMS z informacjami o kierowcy i numerem PIN. Umożliwia on rozpoczęcie przejazdu z pierwszym dostępnym kierowcą, stojącym w miejscu odbioru pasażerów - wyjaśnia Uber. 

– Innowacje mają największą wartość wtedy, gdy odpowiadają na realne potrzeby użytkowników. Dlatego konsekwentnie wprowadzamy rozwiązania, które ułatwiają dostęp do mobilności w różnych sytuacjach. Uruchomienie kiosków „Tap to Ride” na Lotnisku Chopina jest kolejnym przykładem tego podejścia. Wdrożenie tej technologii w Warszawie, która tym samym dołącza do wąskiego grona lotnisk na świecie oferujących to rozwiązanie, doskonale obrazuje, jak duże znaczenie ma polski rynek dla rozwoju naszych innowacji o skali globalnej. Jednocześnie to odpowiedź na rosnącą liczbę podróżnych korzystających z Lotniska Chopina oraz ich oczekiwanie, by po przylocie móc szybko i wygodnie zamówić przejazd – mówi Iwona Kruk, rzeczniczka Uber Polska.

Złośliwie się nabijam, ale Uber tłumaczy, że kioski są odpowiedzią na sytuacje, kiedy nie można skorzystać z aplikacji. To nawiasem mówiąc całkiem zabawne, bo w sumie aplikacje bardzo często pełniły odwrotną funkcję i pozwalały - tak jakby - korzystać z kiosków, kiedy te nie były dostępne. Za pomocą telefonu kupowało się bilety, gazety, zamawiało przekąski.

A teraz w drugą stronę, kioski zastąpią smartfony

Rozwiązanie zostało zaprojektowane przede wszystkim z myślą o osobach przylatujących do Polski z zagranicy, które nie mają jeszcze dostępu do internetu mobilnego, lokalnej karty SIM lub zainstalowanej aplikacji. Ułatwia także zamówienie przejazdu osobom, które rzadziej korzystają z aplikacji mobilnych, w tym wielu seniorom. Dzięki intuicyjnemu ekranowi dotykowemu mogą oni zamówić przejazd bez konieczności pobierania aplikacji i zakładania konta - wyjaśnia Uber.

Naprawdę nie mogę doczekać się momentu, kiedy ta innowacja zaleje polskie miasta. Uber mógłby rozszerzyć funkcje kiosków, wprowadzając kolejne przełomowe rozwiązania. Osoby czekające na przejazd mogłyby kupić w kiosku prasę, książki albo inne przydatne w podróży akcesoria: chusteczki, napoje albo przekąski. 

Odpowiedzią na potrzeby seniorów byłby specjalny telefon - montowałoby się go w domu i byłby stale podpięty do prądu, tak by w każdej chwili dało się zamówić przejazd. Pomysłowe, prawda? 

Może tak będzie wyglądała przyszłość i w 2028 r. usłyszymy o kolejnym przełomie

Uber albo inna firma zajmująca się przewozami wymyśli specjalne automaty, za pomocą których będzie można dzwonić i to - uwaga, trzymajcie się - poza domem. Będą stały w różnych punktach w mieście i będą delikatnie zadaszone, tak by mogły chronić przed słońcem, wiatrem i słońcem. Niektóre będą po prostu osobnymi kabinami, w których znajdzie się ten dziwny smartfon z kablem. Będzie można wejść, zamknąć drzwi i cieszyć się odrobiną prywatności. Kto wie, może jakieś miasta pomalują je na charakterystyczny kolor, np. czerwony, robiąc z nich turystyczną atrakcję? Przed wielkimi korporacjami jeszcze tyle do odkrycia. 

Ale jak dzwonić z takich automatów, jeśli nie będziemy mieli aplikacji? Nic prostszego. Wymyślona zostanie innowacyjna karta, którą zasilać będzie się we wspominanych kioskach. Wystarczy później włożyć ją do automatu i można dzwonić, korzystając z załadowanego konta. 

Przyszłość zapowiada się naprawdę wspaniale 

Chciałem jeszcze zażartować, że można by wymyślić takiego Ubera, ale dla większej liczby osób, który zatrzymywałby się w określonych miejscach, ale na to firma już wpadła sama

Wyzłośliwiam się, a nowy wynalazek Ubera, kiosk, może się przydać? Niewykluczone. To jednak smutne, że dawne, prawdziwe kioski przez lata wyśmiewane były jako relikt przeszłości. Miejsca niepotrzebne, nieprzystające, niepraktyczne. Co mamy w zamian? Porozsiewane po miastach automaty z przekąskami, napojami, automaty paczkowe, do których przychodzi prasa, kioski, z których można zamówić przejazdy. 

To wszystko już było. Stanowiło centrum lokalnej społeczności. Przepadło, bo było niepraktyczne, nienowoczesne, zacofane. A teraz wraca jako Wielka Innowacja, choć ograniczona w funkcjach. Ale przynosi zyski i jest się czym chwalić - w końcu wprowadza się na rynek nowość, jakiej nie ma konkurencja. 

Zdjęcie główne: Werner Lerooy / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.