Bot zaprojektował menu restauracji. Klienci uciekali w popłochu
Przepis na sukces restauracji zdecydowanie nie wiedzie przez używanie AI do generowania promocyjnych grafik.

Idąc do restauracji czy zamawiając jedzenie przez aplikacje, dobrze jest mieć zdjęcie pozycji, którą się zamawia. Oczywiście nie każda restauracja ma środki na zorganizowanie profesjonalnej sesji, dlatego całkiem zrozumiałe jest gdy menu ogranicza się do opisu czysto tekstowego. Powiem więcej - menu czysto opisowe przeplatane zdjęciami z telefonu jest o niebo lepsze niż menu z obrazami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję. Przekonała się o tym pewna restauracja z San Francisco, która zamiast zachęcić klientów do odwiedzin, wywołała falę krytyki i internetowych kpin, a jej właściciele musieli zapłacić za zamalowanie wulgarnego grafiiti.
Tak kończy się oszczędzanie na zdjęciach. Restauracja wywołała aferę swoim menu
Nowo otwarty lokal Grind & Unwind, prowadzony przez małżeństwo AJ-a i Lyndsey Lozano, rozpoczął działalność w maju przy Haight Street w San Francisco. Restauracja zajęła miejsce po zamkniętym w kwietniu Citrus Club, dobrze znanej w okolicy azjatyckiej restauracji działającej przez wiele lat. Właściciele postawili na całodzienny koncept łączący kawiarnię, piekarnię i wieczorny pub, serwując kawę, wypieki, kanapki, a po południu również piwo i bardziej sycące dania.
Problemy nie zaczęły się jednak od jedzenia, lecz od sposobu jego prezentacji. Zamiast sfotografować własne potrawy, właściciele przygotowali witrynę z wygenerowanymi przez AI ilustracjami przedstawiającymi pozycje z menu. Grafiki miały pełnić rolę tymczasową, ponieważ otwarcie restauracji zbiegło się z opieką nad trójką małych dzieci oraz intensywnymi przygotowaniami do uruchomienia lokalu. Jak przyznała Lyndsey Lozano w rozmowie z SFGATE, restauracja nie miała wtedy nawet gotowego szyldu.
Zdjęcie menu szybko trafiło na do serwisu Reddit. Wątek zatytułowany "Yum, slop" ("Smaczne pomyje [AI]" opublikowany w społeczności r/SanFrancisco, zdobył setki głosów poparcia i przyciągnął dziesiątki komentarzy krytykujących wygląd wygenerowanych obrazów.

Internauci porównywali focaccię do gąbki kąpielowej i płuca, napój przypominający frappuccino do pończoch z siatki, a kanapkę z szarpaną wieprzowiną do zmutowanego kordycepsa znanego z gry i serialu "The Last of Us". Pojawiały się również porównania pieczywa do skóry gada oraz larw obcych organizmów.
Część użytkowników zwracała uwagę nie tylko na sam wygląd grafik, ale również na ich wpływ na odbiór restauracji. Jeden z komentujących napisał, że znacznie bardziej zaufałby niewyraźnym zdjęciom wykonanym prostym aparatem niż obrazom wygenerowanym przez AI. Inni oceniali wykorzystanie takich materiałów jako sygnał świadczący o braku dbałości o jakość lub autentyczność oferty.
Portal Futurism zauważył, że reakcja klientów była wyjątkowo silna jak na miasto powszechnie kojarzone z branżą technologiczną i przychylnym nastawieniem do sztucznej inteligencji.
Krytyka szybko wyszła poza internet
Rankiem 2 lipca Lyndsey Lozano zauważyła, że markiza przed restauracją została pomazana czerwonym sprayem. Według właścicielki ktoś napisał na niej słowo "seriously" ("naprawdę"). Koszt całkowitego usunięcia zniszczeń oszacowano na ponad 700 dolarów.

W rozmowie z SFGATE Lyndsey Lozano przyznała, że skala reakcji całkowicie zaskoczyła właścicieli. Jak wyjaśniła, grafiki miały charakter wyłącznie tymczasowy, a restauracja chciała jak najszybciej rozpocząć działalność po przejęciu lokalu po Citrus Club. Dodatkowym wyzwaniem okazały się oczekiwania mieszkańców związane z zamknięciem popularnego miejsca działającego w tej lokalizacji przez wiele lat.
6 lipca Grind & Unwind usunęło z witryny wszystkie wygenerowane przez AI obrazy. W ich miejsce pojawiły się podświetlenie LED oraz ekspozycja prawdziwych wypieków przygotowywanych przez restaurację. Właściciele poinformowali również o zatrudnieniu kucharzy, rozszerzeniu menu o nowe pozycje, w tym smashburgera, oraz planach organizowania wydarzeń dla lokalnej społeczności, takich jak warsztaty przygotowywania makaronu czy wieczory typu paint and sip.
W żadnym wypadku nie popieram aktów wandalizmu i uważam to za działanie całkowicie zbędne - zwłaszcza, że wpisanie nazwy lokalu w Google już teraz prowadzi do niewygodnych dla właścicieli publikacji i nie potrzebują oni jeszcze więcej problemów. Z drugiej strony jednak uważam, że frustracja internautów i kąśliwe komentarze są całkowicie uzasadnione. Sama już wcześniej zauważyłam wykorzystanie grafik AI w lokalnej gastronomii - co prawda na Glovo, a nie w restauracji, ale jednak. Widząc tego typu grafiki czuję niesmak, tak jakby ktoś już na samym początku próbował sprzedać mi wizję produktu, który nigdy nie istniał. Jedzenie ma przecież wyglądać tak, jak zostanie podane klientowi, a nie jak statystyczna średnia wyliczona przez model AI na podstawie milionów zdjęć znalezionych w internecie. Nawet jeśli prawdziwy burger okaże się mniej fotogeniczny, a ciastko będzie miało nierówny kształt, wolę zobaczyć niezgrabnie wykadrowane zdjęcie zrobione telefonem niż perfekcyjnie oświetloną, ale całkowicie fikcyjną ilustrację.
Restauracja sprzedaje konkretne dania, a nie artystyczną interpretację tego, jak mogłyby wyglądać. Gdy pierwszym kontaktem z daną firmą staje się obraz, który nie przedstawia rzeczywistego produktu, trudno później oczekiwać od klientów pełnego zaufania. A w branży gastronomicznej autentyczność od zawsze była walutą, a generowane przez AI ilustracje prezentują obraz restauracji, której właściciel jest leniwy i ceni kicz ponad wiarygodność.
Czytaj też:
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.