REKLAMA

Tani RAM już nie wróci. Mówią, jak będzie teraz wyglądał rynek

RAMageddon to nadciągająca katastrofa dla twojego portfela. Lenovo i Microsoft twierdzą, że droższy RAM oznacza jedno – zapłacisz więcej za każdy komputer, konsolę i telefon.

AI zjadła pamięć. Lenovo mówi, że tanio już było
REKLAMA

Jeżeli czekaliście, aż ceny RAM-u i dysków SSD wrócą do normalności, Lenovo ma bardzo złą wiadomość: normalność już jest. Według jednego z największych producentów komputerów na świecie tania pamięć z początku 2025 r. może już nie wrócić. Nie za kwartał, nie za rok, a być może nie w tej dekadzie. Witamy w świecie, w którym komputer, konsola i smartfon drożeją, bo sztuczna inteligencja potrzebuje pamięci jak my tlenu.

REKLAMA

To może być nowa normalność

Podczas konferencji ISC 2026 Lenovo przedstawiło swoje spojrzenie na rosnące ceny pamięci DRAM i NAND. Nie były to dobre wieści dla tych, którzy liczyli, że po kilku miesiącach zamieszania wszystko wróci do normy. Firma zasugerowała, że ceny mogą już nigdy nie spaść do poziomów z początku 2025 r.

Trzeba to jednak od razu doprecyzować: słowo nigdy padło raczej pół żartem, pół serio. Nie chodzi o żadną prognozę na wieczność, tylko o sygnał, że przez najbliższe kilka lat – a może i dłużej – ceny RAM-u i pamięci flash mogą już nie wrócić do dawnych poziomów. Lenovo mówi o nowej normalności, która może ukształtować się gdzieś w okolicach 2030 r. i wciąż oznaczać wyższe ceny niż przed obecnym kryzysem.

To chyba moment, w którym RAMageddon przestaje być tylko żartem z forów komputerowych. Jeśli producenci sprzętu mają rację, nie chodzi o chwilowe problemy z dostawami, które zaraz miną. Chodzi o coś znacznie poważniejszego – trwałą zmianę zasad gry na całym rynku pamięci.

REKLAMA

AI pożera pamięć, a my za to płacimy przy kasie

Główna przyczyna jest dobrze znana: sztuczna inteligencja. Centra danych budowane pod modele językowe, generatory obrazów, systemy analityczne i infrastrukturę chmurową zużywają gigantyczne ilości pamięci. Nie chodzi tylko o klasyczny RAM do laptopa. Chodzi też o pamięć HBM, czyli High Bandwidth Memory, niezbędną w akceleratorach AI, oraz o NAND, z którego powstają dyski SSD i pamięć masowa.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym w tekście: Pamięć RAM drożeje jak złoto. Kto jest winien i dlaczego zapłacisz za to ty. Każdy gigabajt pamięci przeznaczony dla AI konkuruje o moce produkcyjne z pamięcią dla zwykłych komputerów, smartfonów, tabletów i konsol. Fabryki nie są z gumy, a producenci pamięci wolą sprzedawać tam, gdzie marże są największe i gdzie klienci zamawiają całe góry komponentów.

Nie musisz używać ChatGPT, trenować modelu ani stawiać własnej serwerowni, żeby zapłacić rachunek za boom AI. Wystarczy, że chcesz kupić laptopa, konsolę, telefon albo dołożyć RAM do komputera.

REKLAMA

Nawet nowe fabryki mogą tu nie wystarczyć

Normalnie wysokie ceny powinny uruchomić klasyczny mechanizm: producenci widzą zysk, zwiększają produkcję, budują nowe moce, podaż rośnie, ceny spadają. Problem w tym, że rynek pamięci nie działa jak piekarnia, która może jutro upiec więcej bułek.

REKLAMA

Nowe fabryki półprzewodników kosztują miliardy dolarów, powstają latami i wymagają precyzyjnego planowania. Lenovo wskazuje, że nawet dodatkowe moce produkcyjne uruchamiane od 2028 r. mogą tylko częściowo złagodzić problem. Popyt rośnie tak szybko, że nowa podaż nie musi wystarczyć, by wrócić do cen sprzed kryzysu.

REKLAMA

To szczególnie zła wiadomość dla osób, które liczyły na klasyczny cykl pamięciowy. Przez lata DRAM i NAND drożały oraz taniały falami. Kto przeczekał górkę, często kupował później dużo taniej. Tym razem sytuacja może wyglądać inaczej. Jeśli AI stworzyło trwałe, wieloletnie ssanie na pamięć, dołek cenowy z początku 2025 r. może okazać się historyczną anomalią, a nie punktem odniesienia.

Microsoft już pokazał, jak wygląda rachunek

Najlepszym dowodem, że to nie jest tylko teoria Lenovo, jest Xbox. Microsoft oficjalnie ogłosił podwyżki cen konsol od 1 sierpnia 2026 r. Modele z 512 GB pamięci mają zdrożeć o 100 dol., a wersje 1 TB o 150 dol. Firma wygasza też model 2 TB.

Najważniejsze jest jednak uzasadnienie. Microsoft wprost napisał, że ceny pamięci i magazynu danych w konsolach wzrosły ponad 2,5 raza, a do jesieni 2027 r. spodziewa się kolejnego podwojenia. To trzęsienie ziemi w ekonomii sprzętu, który i tak zwykle był sprzedawany z minimalną marżą albo wręcz z dopłatą, żeby zarabiać później na grach i usługach.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym w tekście: Xbox z podwyżką cen. "Pamięci są droższe od procesorów". To dobrze oddaje absurd nowej sytuacji. W sprzęcie do grania, który przez lata kojarzył się głównie z procesorem i grafiką, coraz większym problemem staje się pamięć. Bez niej nie ma ani konsoli, ani peceta, ani smartfona z sensowną specyfikacją.

Komputery też już dostały po kieszeni

Kryzys nie kończy się oczywiście na konsolach. Uderza w cały rynek komputerów. Producenci laptopów i gotowych PC muszą kalkulować ceny od nowa, bo pamięć RAM i SSD przestały być tanim, przewidywalnym składnikiem konfiguracji. Jeszcze niedawno dopłata do większego dysku albo 32 GB RAM-u wydawała się rozsądną decyzją. Dziś potrafi zmienić opłacalność całego zakupu.

REKLAMA

W tekście: Dlaczego komputery są takie drogie? Sprawdź, jak kupić taniej tłumaczyliśmy, że za wzrostami cen stoją nie tylko klasyczne koszty produkcji, ale też właśnie pamięć, dyski, AI i ograniczona podaż podzespołów. To nie jest więc problem wyłącznie entuzjastów składających komputer do gier. To problem każdego, kto będzie wymieniał sprzęt do pracy, szkoły albo domu.

Najbardziej dostaną ci, którzy jeszcze niedawno kupowali rozsądne minimum. Laptop z 8 GB RAM-u przestaje mieć sens w 2026 r., ale konfiguracje z 16 GB i 32 GB robią się droższe. Tani SSD nie jest już oczywistością. A jeśli producent ma utrzymać atrakcyjną cenę, zaczyna ciąć gdzie indziej: na ekranie, obudowie, chłodzeniu, porcie USB albo pojemności dysku.

REKLAMA

Lenovo pokazało poradnik przetrwania RAMageddonu

Co ciekawe, Lenovo nie ograniczyło się do straszenia cenami. Firma pokazała też coś w rodzaju poradnika przetrwania RAMageddonu. Nie był on jednak kierowany głównie do zwykłych użytkowników, lecz do firm, administratorów i kupujących serwery.

Pamięć przestała być tanim dodatkiem, który można dorzucić na zapas. Trzeba dokładniej sprawdzać, ile naprawdę jej potrzebujemy, lepiej optymalizować aplikacje, sensownie dobierać procesor i całą architekturę pod konkretne zadania, a tam, gdzie to ma sens, przenosić część pracy na GPU. Krótko mówiąc, kończy się podejście: weźmy jak najwięcej RAM-u, bo i tak jest tani.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Skoro Lenovo mówi to klientom serwerowym i korporacyjnym, to tym bardziej zwykły konsument nie powinien liczyć na to, że producenci elektroniki po prostu wezmą koszty na siebie. Nie wezmą. Przerzucą je na ceny, konfiguracje, promocje i dostępność.

*Źródło grafiki wprowadzającej: AI / Canva Pro

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA