Radziecki komputer dostał drugie życie. Zamienił go w działający pendrive
Radziecki komputer dostał drugie życie, choć raczej nikt nie spodziewał się takiego finału. Jego pamięć została wykorzystana do budowy działającego pendrive'a, który zapisuje dane dokładnie tak, jak na pokładzie pierwszej załogowej misji na księżyc.

Jeżeli jest coś pozytywnego w szalonych cenach pamięci, to jest to zdecydowanie ludzka kreatywność. Nie chodzi tu tylko o setki (świetnych) memów, ale także projekty DIY takie jak zbudowanie własnego RAMu czy niezwykłego pendrive'a wykorzystującego technologię pamięci magnetycznej sprzed ponad 60 lat. Taki nośnik stworzył youtuber Polymatt, który sięgnął po elementy odzyskane ze starego radzieckiego komputera i zamienił je w działające urządzenie USB.
Youtuber zbudował pendrive pamięci magnetycznej wyjętej z radzieckiego komputera
Na pierwszy rzut oka konstrukcja wygląda bardziej jak eksponat muzealny niż współczesny pendrive. W środku nie ma jednak pamięci flash ani układów NAND znanych z nowoczesnych nośników danych. Zamiast nich znajduje się 64 ręcznie przewleczonych ferrytowych pierścieni, czyli elementów wykorzystywanych niegdyś w tzw. pamięci rdzeniowej (magnetic core memory).
Każdy taki niewielki pierścień przechowuje dokładnie jeden bit informacji. Bit jest najmniejszą jednostką danych w komputerze i może przyjmować jedynie wartość 0 lub 1. Zestaw 64 bitów daje więc zaledwie 8 bajtów pamięci. Dla porównania pojedynczy znak tekstu zajmuje zwykle jeden bajt, więc urządzenie Polymatta może zapisać około ośmiu znaków.
Choć pojemność wydaje się wręcz symboliczna, sama technologia ma wyjątkową historię. Pamięć magnetyczna była standardem w komputerach lat 50. i 60., a podobne rozwiązanie wykorzystywano między innymi w komputerze nawigacyjnym programu Apollo, który pomagał sterować statkami kosmicznymi podczas misji na Księżyc.
Części ze starego radzieckiego komputera dostały drugie życie
Najważniejszym elementem projektu były właśnie ferrytowe rdzenie odzyskane ze starego radzieckiego komputera. Następnie Polymatt zaprojektował całą elektronikę od podstaw. Samodzielnie wykonał płytki drukowane (PCB), przygotował oprogramowanie dla mikrokontrolera ESP32, zaprojektował obudowę i wydrukował jej elementy na drukarce 3D.
Budowa pamięci okazała się najbardziej czasochłonnym etapem całego przedsięwzięcia. Każdy ferrytowy rdzeń należało ręcznie przewlec kilkoma cienkimi przewodami. Układ tworzy siatkę o wymiarach 8 × 8, czyli 64 komórki pamięci.
Zasada działania znacząco różni się od współczesnych kości RAM czy pamięci flash. Informacja jest zapisywana poprzez zmianę kierunku namagnesowania ferrytowego pierścienia. Przepływ prądu przez odpowiednie przewody odwraca jego pole magnetyczne, a osobna linia odczytu wykrywa tę zmianę. Dzięki temu komputer może sprawdzić, czy w danym miejscu zapisane jest 0 czy 1.
Pamięć starsza od układów scalonych
Podczas przygotowań autor projektu korzystał nie tylko z nowoczesnych narzędzi. Sporą część wiedzy zaczerpnął z amerykańskiego podręcznika marynarki wojennej z lat 70., który szczegółowo opisywał działanie pamięci magnetycznej i sposób jej testowania.
Po zakończeniu prac Polymatt przyznał, że projekt okazał się jednym z najbardziej satysfakcjonujących, jakich się podjął. Początkowo planował dodać diody LED pokazujące stan każdego z 64 bitów, ostatecznie uznał jednak, że prosty terminal tekstowy lepiej pasuje do charakteru urządzenia. Pendrive udostępnia komputerowi pojedynczy plik core.txt, a każda zmiana jego zawartości jest zapisywana bezpośrednio w ferrytowych rdzeniach.
Twórca podkreśla, że w swoich projektach największą wartość widzi nie w efekcie końcowym, lecz w samym procesie tworzenia. Celowo wybiera zadania, których wcześniej nie wykonywał, ponieważ zmuszają do szukania nowych rozwiązań i akceptowania niepowodzeń. Przyznał, że budowa pamięci magnetycznej wielokrotnie wymagała zmian projektu i improwizacji, ale właśnie dzięki temu była wyjątkowo rozwijającym doświadczeniem.
Nie zabrakło również porównania ze współczesną elektroniką. Standardowy pendrive o pojemności 128 GB oferuje około 16 miliardów razy więcej miejsca niż urządzenie Polymatta, które mieści jedynie osiem bajtów danych. Mimo tego pamięć rdzeniowa ma cechy, których współczesne nośniki mogą jej pozazdrościć - nie wymaga zasilania do przechowywania informacji i jest wyjątkowo odporna na promieniowanie, dlatego Amerykanie wybrali ją jako serce komputerów dla swojego programu kosmicznego
Mimo, że sam autor żartobliwie określa swoją konstrukcję mianem "najgorszego pendrive'a świata", jest to oczywiście projekt hobbystyczny, nieprzeznaczony do właściwego użytku. Choć kto wie, może w dobie pożerania pamięci przez centra danych, a także przekonania niektórych osób o nieuchronnej zagładzie, taki pendrive mógłby być na wyposażeniu bunkrów i schronów.
Czytaj też:
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.