REKLAMA

Polskie miasto będzie podsłuchiwać niebo. Pustułka ma wykrywać drony

Kielce przetestują System Pustułka. Sieć czujników akustycznych ma wykrywać drony, wystrzały i… nielegalne wyścigi.

Kielce przetestują Pustułkę. System usłyszy drony i wystrzały
REKLAMA

Kielce mają zostać miejskim laboratorium systemu, który będzie słuchał tego, czego często nie widać. Na dachach pojawią się czujniki akustyczne, a algorytmy będą próbowały odróżniać zwykły hałas miasta od lotu drona, wystrzału z broni albo nocnego wyścigu samochodowego. Projekt nazywa się Pustułka i ma wielkie ambicje. Jeśli pilotaż się uda, podobna sieć mogłaby kiedyś ostrzegać przed zagrożeniami w całym kraju.

REKLAMA

Pustułka ma usłyszeć drona, zanim ktokolwiek spojrzy w niebo

System Pustułka opiera się na prostej, ale bardzo aktualnej obserwacji: nie każdy mały dron da się łatwo zauważyć radarem albo kamerą, ale prawie każdy zostawia po sobie charakterystyczny dźwięk. Śmigła, silniki, sposób pracy napędu, zmiany częstotliwości przy manewrach – to wszystko tworzy akustyczny podpis, który można próbować wykryć i sklasyfikować.

W Kielcach mają zostać rozmieszczone stacje monitoringu hałasu. Ich podstawowym zadaniem będzie pomiar klimatu akustycznego miasta, ale najciekawsza część zaczyna się dopiero później. Dźwięki rejestrowane przez czujniki mają trafiać do systemu komputerowego, który będzie szukał zdarzeń nietypowych i potencjalnie niebezpiecznych: nielegalnych przelotów dronów, wystrzałów z broni palnej czy głośnych wyścigów ulicznych.

To nie jest więc typowy miejski monitoring, w którym operator patrzy w obraz z kamer. To raczej warstwa akustyczna miasta. Coś w rodzaju sieci uszu rozstawionych na dachach, podłączonych do analityki i modułu alarmowania służb.

REKLAMA

Kielce jako poligon bezpieczeństwa publicznego

Projekt tworzą wspólnie Główny Urząd Miar, Miasto Kielce, Komenda Wojewódzka Policji w Kielcach, Główny Inspektorat Ochrony Środowiska oraz Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH. To dość nietypowe konsorcjum, ale właśnie w tym tkwi sens Pustułki. Jeden system ma służyć jednocześnie miastu, policji, inspekcji środowiska, naukowcom i potencjalnie państwu w sytuacji kryzysowej.

GUM koordynuje projekt i nadzoruje jego rozwój, Kielce dostają narzędzie do zbierania danych o przestrzeni miejskiej, policja ma otrzymać moduł, który będzie przekazywał alerty oficerom dyżurnym i patrolom, GIOŚ zyska stałe źródło danych o hałasie, a Cyfronet AGH odpowiada za zaplecze technologiczne: bezpieczne przesyłanie, przetwarzanie i analizę danych.

Wartość całego pilotażu szacowana jest na blisko 10 mln zł. Jesienią konsorcjum ma złożyć wniosek o dofinansowanie z programu Fundusze dla Świętokrzyskiego, a pełne wdrożenie w województwie świętokrzyskim planowane jest na jesień 2028 r. To oznacza, że na razie mówimy o projekcie przygotowywanym, a nie o gotowej tarczy akustycznej nad miastem.

REKLAMA

To nie podsłuch rozmów, tylko wykrywanie zdarzeń

Pustułka nie ma być systemem do podsłuchiwania ludzi ani rejestrowania prywatnych rozmów. Jej sens polega na wykrywaniu wzorców akustycznych: dźwięku drona, huku wystrzału, charakterystycznego hałasu nielegalnego wyścigu albo przekroczeń norm hałasu.

Takie rozróżnienie będzie kluczowe, jeśli system ma zdobyć społeczną akceptację. Bo umówmy się: sieć mikrofonów w mieście brzmi trochę jak początek dystopii i od razu zapala lampki ostrzegawcze. Ludzie zaczną pytać o prywatność, o to, co dokładnie jest nagrywane, jak długo dane są przechowywane, kto ma do nich dostęp i czy system nie będzie się mylił częściej niż powinien. Nawet najlepszy projekt bezpieczeństwa może się wyłożyć, jeśli mieszkańcy poczują, że ktoś zaczyna ich podsłuchiwać.

REKLAMA

Właśnie dlatego Pustułka będzie musiała być dobrze wytłumaczona. Nie tylko technicznie, ale też prawnie i społecznie. Obywatele powinni wiedzieć, czy system przechowuje surowe nagrania, jak długo, kto ma do nich dostęp, czy analiza odbywa się automatycznie, jak wygląda zgłoszenie alarmu i jak zapobiega się nadużyciom. Sama obietnica, że to dla bezpieczeństwa nie wystarczy.

Miasto będzie musiało odróżnić drona od kosiarki

Najtrudniejsza część Pustułki nie polega na postawieniu mikrofonów na dachach. Najtrudniejsze będzie nauczenie systemu, co dokładnie słyszy. Miasto to akustyczny chaos: samochody, motocykle, autobusy, klimatyzatory, remonty, syreny, wentylatory, ptaki, wiatr, deszcz, koncerty, fajerwerki, motocykle i zwykłe życie.

Bzyczenie drona miesza się z ruchem ulicznym, odbija od bloków, zmienia przy każdym podmuchu wiatru i łatwo ginie w całym tym miejskim szumie. Właśnie dlatego pojedynczy mikrofon niewiele zdziała – dopiero sieć czujników i sprytna analiza, która zbiera dane z różnych miejsc i składa je w jedną całość, ma szansę wyłapać, że to jednak dron.

REKLAMA

Jednym z największych wyzwań mogą w przypadku tego systemu być fałszywe alarmy. Jeśli system będzie zbyt czuły, policja zacznie dostawać zgłoszenia o każdym głośniejszym skuterze, wentylatorze albo kosiarce. Jeśli będzie zbyt ostrożny, może przegapić małego drona lecącego nad stadionem, zakładem przemysłowym albo budynkiem administracji. Prawdziwa wartość Pustułki będzie więc zależała od jakości klasyfikacji, nie od samej liczby czujników.

Policja dostanie alert, a nie gotowy wyrok

Według założeń po wykryciu i sklasyfikowaniu zdarzenia informacja ma trafiać do policji. System ma wspierać reakcję, a nie zastępować człowieka. Alert akustyczny może wskazać kierunek, miejsce i typ zdarzenia, ale decyzja o interwencji nadal należy do służb.

W praktyce może to wyglądać trochę jak scena z filmu: system łapie dziwny dźwięk, sprawdza go w swojej bazie, namierza mniej więcej, skąd dochodzi, i od razu daje znać dyżurnemu. Patrol dostaje powiadomienie w aplikacji i rusza tam, gdzie coś się dzieje, zamiast błądzić po omacku. A przy dronach liczy się każda chwila – taki mały sprzęt potrafi wpaść, zrobić zdjęcia, coś zrzucić i zniknąć, zanim ktokolwiek zdąży podnieść głowę i zobaczyć, co właściwie przeleciało nad miastem.

REKLAMA

To samo dotyczy wystrzałów czy wyścigów ulicznych. Mieszkańcy często dzwonią po służby dopiero po fakcie albo nie są w stanie dokładnie wskazać miejsca. Sieć czujników może skrócić ten czas i zmniejszyć obszar poszukiwań.

Pustułka ma współpracować z DroneTower

Jednym z ciekawszych założeń jest możliwość wymiany danych z systemem DroneTower Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. To bardzo ważna funkcjonalność, bo nie każdy dron nad miastem jest przecież automatycznie zagrożeniem. Część lotów jest legalna, zgłoszona i wykonywana przez operatorów pracujących np. przy inspekcjach, dokumentacji, mediach czy działaniach służb.

REKLAMA

Jeśli system akustyczny ma sensownie działać, to musi odróżniać przelot podejrzany od przelotu zgłoszonego. Sama detekcja dźwięku drona to za mało. Dopiero zestawienie jej z informacją o legalnym locie pozwala uniknąć sytuacji, w której patrol jedzie do operatora wykonującego zatwierdzoną misję.

Pisaliśmy o regulacjach dronowych w tekście: Kupiłeś sobie drona? Tam lepiej nie lataj, bo dostaniesz mandat. W teorii przestrzeń powietrzna ma swoje zasady, strefy i ograniczenia. Problem polega jednak na egzekwowaniu. Pustułka może być jednym z narzędzi, które pokażą miastu, co naprawdę dzieje się nad dachami.

Z dachu do mObywatela

Chyba najbardziej futurystyczny fragment planu dotyczy możliwej przyszłej integracji z mObywatelem. W przyszłości, w sytuacji zagrożenia, telefon obywatela mógłby stać się dodatkowym czujnikiem rejestrującym dźwięki. To brzmi jak scenariusz z państwa mobilizacyjnego: oficjalna aplikacja nie tylko pokazuje dokumenty i usługi, ale w razie potrzeby włącza mieszkańców do systemu ostrzegania.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym kierunku w tekście: mObywatel z nieoczekiwaną funkcją. Tym razem chodzi o obronę, nie dokumenty. Państwowe aplikacje coraz częściej wychodzą poza cyfrowe zaświadczenia i zaczynają dotykać odporności, bezpieczeństwa i reagowania kryzysowego.

Tu również potrzebna będzie jednak ostrożność. Telefon jako czujnik w systemie ostrzegania może być potężnym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy obywatel dokładnie wie, kiedy i co jest rejestrowane, czy udział jest dobrowolny, jak chronione są dane i kto je analizuje. Inaczej dobry pomysł szybko zamieni się w polityczny problem.

REKLAMA

To nie jest tarcza antydronowa, tylko jej ucho

Pustułka nie będzie zestrzeliwać dronów. Nie będzie ich zagłuszać. Nie będzie przejmować kontroli nad bezzałogowcami. Nie jest laserem, armatą, systemem walki elektronicznej ani rakietową obroną miasta. To przede wszystkim system wykrywania i alarmowania.

Pisaliśmy o wojskowej warstwie przeciwdronowej w tekście: Polska tarcza antydronowa pokazana. „Najnowocześniejszy system w Europie”. Takie systemy mają fizycznie neutralizować zagrożenia albo zakłócać ich działanie. Pustułka ma przede wszystkim usłyszeć problem wcześniej i przekazać informację właściwym służbom.

Przeczytaj także:

REKLAMA

To wcale nie czyni jej mniej ważną. W obronie przed dronami wykrycie jest często najtrudniejszym etapem. Zestrzelić, zagłuszyć albo przechwycić można dopiero to, o czym wiemy. Jeśli mały dron pojawia się nad elektrownią, stadionem, magazynem paliw albo urzędem, najgorszy scenariusz zaczyna się od tego, że nikt go nie zauważa.

*Źródło grafiki wprowadzającej: GOV.PL / Canva Pro

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA