Przesyłka opóźniła mi się o tydzień. Ciskałem gromami z irytacji
Dostarczenie mojej paczki opóźniło mi o prawie tydzień. I nie była to wcale wina firmy kurierskiej, a sprzedającego. Dziś to sytuacja prawie nie do pomyślenia.

Handel elektroniczny znacząco wpłynął na przyzwyczajenia zakupowe Polaków. Powstały nowe rozwiązania, które zapewniają przewagę nad klasycznymi zakupami stacjonarnymi – są to np. wygodne płatności, takie jak BLIK, czy komfortowe metody dostaw realizowane przez uwielbiane przez Polaków automaty paczkowe. Żeby zakupy online były konkurencyjne, sprzedawcy musieli też znacząco skrócić czas dostarczania paczki z kilku lub kilkunastu dni. W wielu przypadkach dostępne są dostawy tego samego dnia lub następnego.
Przyzwyczajenia, które serwuje nam postęp, ostatnio doprowadziły mnie do mocnej irytacji. Wystarczyło, że dostawa przesyłki opóźniła się o kilka dni.
Dostawa na następny dzień sprawia, że wyczekujemy paczek z niecierpliwością
Nie wiem, jak wy, ale ja nie wyobrażam sobie dziś, że muszę czekać kilka dni na dostawę przesyłek zamówionych online. Sklepy i platformy sprzedaży internetowej przyzwyczaiły mnie do tego, że jeśli coś zamówię rano, przychodzi następnego dnia ok. południa. Zazwyczaj wybieram dostawę kurierem - mieszkam na wsi, więc najbliższy automat paczkowy lub punkt znajduje się ok. 3 km od mojego miejsca zamieszkania.
W przypadku niezależnych sklepów internetowych dostawa na następny dzień nie jest normą, ale dla platform e-commerce to standard. W wielu przypadkach, nawet jeśli zamówimy coś do godzin wieczornych (np. do 21:00), mamy gwarancję dostawy na następny dzień. Firmy kurierskie gwarantują natychmiastowe transfery paczek.
W dużej mierze termin dostawy zależy jednak od samego sklepu - kiedy przekaże paczkę kurierowi lub wrzuci do punktu bądź automatu. Duża część sprzedawców - szczególnie tych większych - korzysta jednak z odbioru kurierskiego. Jeśli zakupy zrealizujemy do określonej godziny (platformy sprzedażowe często wyświetlają graniczne godziny), sklep zdąży wysłać zamówienie jeszcze tego samego dnia. Zazwyczaj działa to niemal perfekcyjnie i paczka faktycznie dociera na następny dzień.
Po przekazaniu paczki kurierowi rola sklepu się kończy. Następnie dostajemy dane listu przewozowego - możemy śledzić status zamówienia i wyczekiwać dostawy. Ostatnia sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że to oczekiwanie czasami bywa złudne.
Zamówiłem paczkę we wtorek, przesyłkę dostałem tydzień później w środę
Historia jest dość zabawna: podczas jazdy samochodem zgubiłem kołpak felgi - po prostu gdzieś odpadł (nawet nie wiem, gdzie). Postanowiłem więc zamówić nowy. Nie był to duży wydatek, ale chciałem, aby paczka została dostarczona jak najszybciej. Wybrałem więc dostawę kurierem do domu. Kupiłem go za pośrednictwem platformy sprzedaży internetowej działającej w formacie marketplace. Sprzedawcą była firma z Gdańska.
Zamówienie zostało zrealizowane we wtorek 30 czerwca wieczorem. Ze względu na późną godzinę nie miałem co liczyć na dostawę na następny dzień. Oczekiwałem więc, że przyjdzie w czwartek, ale w ofercie była jasno zaznaczona dostawa na piątek. Machnąłem więc ręką i zamówiłem: stwierdziłem, że poczekam. Mimo że auto bez jednego kołpaka wyglądało co najmniej zabawnie.
Sprzedawca nie wprowadził danych przesyłki, ale czasem tak robi. Oczekiwałem więc, że paczka przyjdzie w piątek zgodnie z prognozą. Tak się jednak nie stało. Sytuację zgłosiłem po południu, gdy już wiedziałem, że tego dnia kuriera nie zobaczę. Zazwyczaj dostarczają u mnie do godz. 16. Przez kolejne dni na temat paczki było cicho. W niedzielę sprzedawca dołączył do zamówienia list przewozowy.
Regulamin platformy nałożył też na niego wymóg odpowiedzi do poniedziałku i faktycznie w godzinach porannych otrzymałem odpowiedź z przeprosinami za opóźnienia w wysyłce. Według sprzedawcy paczka miała zostać wysłana jeszcze tego samego dnia, ale kurier otrzymał ją dopiero we wtorek (7 lipca). Faktyczna dostawa została zrealizowana w środę 8 lipca. Ponad tydzień od zamówienia.
Zostałem przyzwyczajony do szybkich dostaw, dlatego to była katastrofa
Oczywiście w tej całej sytuacji nie mam pretensji ani do platformy sprzedażowej, ani do sklepu, który wysyłał paczkę. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nawet w najlepiej zarządzanym przedsiębiorstwie może dojść do opóźnień czy błędów. Chcę jednak pokazać, jak obecne mechanizmy stosowane w sprzedaży internetowej wpływają na klienta.
Jedno opóźnienie, nawet pozornie niezbyt istotnego przedmiotu, potrafiło mnie doprowadzić do niepotrzebnych nerwów. Aby uniknąć dalszych problemów z zamówieniem, w pewnym momencie chciałem nawet anulować zakup, poprosić o zwrot środków oraz kupić przedmiot u innego sprzedawcy. Finalnie się powstrzymałem, ponieważ nie chciałem dokładać przedsiębiorcy dodatkowej pracy oraz formalności ze zwrotami przy tak symbolicznej kwocie.
Przyzwyczajenia do szybkich zakupów z dostawą na następny dzień zrobiły tu jednak swoje. Tak zostaliśmy zaprogramowani przez dzisiejszy świat, który sprawia, że klient jest najważniejszy i traktowany z najwyższym priorytetem.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.