Europa wypowiada wojnę tanim paczkom. Oberwą nie ci, co trzeba
Nowa opłata 3 euro za każdy typ przedmiotu w przesyłce to europejskie cła Trumpa. Tylko pod inną nazwą i z ładniejszym PR-em.

Mało jest rzeczy tak rozpalających polską wyobraźnię, jak zakupy z chińskich platform sprzedażowych pokroju Aliexpress, Temu, Shein, Baggood, a kiedyś także Shopee. Wielu kojarzą się one z "chińskim badziewiem", innym z wygodnym kupowaniem rzeczy, które z definicji są "badziewiem" i "pierdółkami", a jeszcze innym osobom sposobem na oszukanie rzeczywistości i kupienie produktów, których nie dostaliby w Europie - albo nie dostaliby za normalną cenę. Jednak niezależnie po której stronie barykady jesteś, od 1 lipca za wiele zakupów spoza UE przyjdzie ci dopłacić tylko dlatego, że zostały wysłane z niewłaściwego miejsca na mapie.
Koniec tanich zakupów z Chin. 3 euro za każdą kategorię w twojej przesyłce
1 lipca wejdzie w życie rozporządzenie rozporządzenie Rady (UE) 2026/382 z dnia 11 lutego 2026 roku w sprawie zmiany rozporządzenia (WE) nr 1186/2009 ustanawiającego wspólnotowy system zwolnień celnych. W dużym skrócie, rozporządzenie to znosi zwolnienie z opłat celnych przesyłek o niewielkiej wartości (do 150 euro) i wprowadza opłatę 3 euro za każdy typ przedmiotu obecny w przesyłce nadanej spoza krajów Unii. Unia podkreśla, że rozporządzenie jest tymczasowe - nowe prawo będzie obowiązywać przez dwa lata - od 1 lipca 2026 r. do 1 lipca 2028 r.
Zgodnie z treścią rozporządzenia, opłata będzie naliczana za każdą osobną kategorię produktu w paczce. Przykładowo, załóżmy że w paczce są dwie gumki do włosów, dwa etui na telefon i apaszka. Jest to pięć produktów, ale na liście przedmiotów w paczce będą figurować jako trzy osobne pozycje - czyli w sumie do zapłaty będzie 9 euro.
Choć w rozporządzeniu nigdzie nie jest napisane "przesyłki z Chin", to raczej wszyscy wiemy, że poprzez zniesienie zwolnienia z ceł Unia próbuje wojować z zalewem plastiku pochodzącego z umiłowanych przez Polaków (i nie tylko) chińskich platform sprzedażowych pokroju Aliexpress, Temu czy Shein. Dlatego na facebookowych grupach już rozgorzały pytania o nowe opłaty oraz wyścig z czasem - "Czy jeżeli zamówię dziś, to paczka przyjdzie z cłem?", "Czy cło jest wliczone w cenę?", "Czy u was też podrożały produkty w koszyku?".
W polskojęzycznej przestrzeni internetowej - nie tylko na Facebooku, ale i na Redditcie, Wykopie i X znajdziemy także osoby, które nie pytają i nazywają nowe prawo wprost "złamaniem wszelkich praw wolnego rynku" i "taryfami w wersji UE".
I wiecie co? Mają racje
Zdecydowanie jest się o co pieklić, bo mimo wszystko tanie zakupy z Chin towarzyszą nam od ponad dekady i zdecydowanie stały się elementem otaczającej nas rzeczywistości. Trudno nie znaleźć osoby, która choć raz nie zostawiła pieniędzy na jednej z popularnych platform, kupując coś małego dla siebie, do domu, do ogrodu, do ubrania lub na prezent. W niektórych kategoriach produktowych takich jak akcesoria do smartfonów, akcesoria do manicure i makijażu czy gadżety pomocne w organizacji kuchni, skierowanie się w stronę Aliexpress czy Temu jako platformie pierwszego wyboru jest wręcz naturalnym ruchem. Dlatego nie dziwię się przeciętnej osobie, której pierwszą reakcją na nowe opłaty celne było rozżalenie i poczucie skrzywdzenia.
Oczywiście można wyciągnąć także kontrargument, że wszystkie najpopularniejsze kategorie w tych serwisach są popularne tylko dlatego, że są tanie - nadal można je kupić kapkę drożej w polskich sklepach, tak w internetowych jak i w stacjonarnych. Ten argument jednak blednie w starciu z osobami, które kupują z Chin produkty dosłownie niedostępne w naszej części globu. Pierwszym przykładem z brzegu są moduły elektroniczne i płytki drukowane dla majsterkowiczów, których nie kupimy w Polsce czy w Europie bo to właśnie Chiny są alfą i omegą produkcji części mikroelektronicznych. Albo inaczej: nawet jeżeli kupimy, to będą one pochodzić od tego samego sprzedawcy, który sprzedaje je na Aliexpress z dużym przebiciem ceny. Przykładów można szukać także wśród wędkarzy, amatorów scrapbookingu, osób budujących własne klawiatury mechaniczne czy osób składających własne modele różnego rodzaju pojazdów. Przedstawiciele tych i prawdopodobnie wielu innych hobby dostaną po kieszeni tylko dlatego, że nie mają innego źródła jakościowych produktów niezbędnych przy realizacji różnych projektów.
Tu nadal kręcimy się wokół idei chińskich platform sprzedażowych, całkowicie zapominając, że świat nie kończy się na Unii i Chinach, a rozporządzenie Rady (UE) 2026/382 uderza rykoszetem w każdą osobę, która złożyła zamówienie w jakimkolwiek sklepie poza granicami Unii. Figurki z Japonii? Komiksy z USA? Kosmetyki z Korei? Te i wiele więcej produktów również będzie kosztować cię kilkanaście złoty więcej, pomimo że i one są dalekie od definicji konkurencji z rodzimymi biznesami.
Sama Rada Unii Europejskiej tłumaczy zwolnienie z opłat celnych przesyłek o niewielkiej wartości walką z nieuczciwą konkurencją, zagrożeń dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów, wysokiego poziomu oszustw oraz problemów związanych z ochroną środowiska. Z tym że żaden z tych problemów nie zostanie rozwiązany. Fakt, na pewno spadnie ilość cebulowych zamówień z Chin i być może wpłynie pozytywnie na ilość przypadków fałszywego składania deklaracji celnych, ale w żadnym wypadku nie zniechęci do zakupów osób, które nie mają innych alternatyw, nie chcą za nie płacić, albo po prostu nie chcą ich szukać. A to właśnie ten sort osób stanowi największy procent klientów Aliexpress, Shein czy Temu.
Sam wpływ na środowisko również jest kwestią sporną, bowiem chińska maszyna kontrofensywna działa prężnie z pomocą ogromnych magazynów rozsianych po całej Europie, które już od wielu miesięcy są gwarantem tego, że nasze zamówienia "z Chin" właściwie są wysyłane z Francji, Hiszpanii czy Holandii. Te magazyny będą gwarantem tego, że znienawidzony przez Unię plastik tak czy tak będzie rozchodził się po kontynencie i prowadził do nieuczciwej konkurencji. A my tak czy tak będziemy za to płacić.
Czytaj też:
Zdjęcie główne: Anna Kaplia / Shutterstock
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.