REKLAMA

Rosjanie obwieszają okręty antenami. Dron ma oszaleć

Okręty Rosji obrastają prostokątnymi antenami. Elektroniczna osłona ma chronić je przed FPV, ale nie zatrzyma maszyn autonomicznych i światłowodowych.

Rosjanie obwieszają okręty antenami. Dron ma oszaleć

Na rosyjskich okrętach wyrastają rzędy prostokątnych anten, które z daleka przypominają improwizowane instalacje, ale w rzeczywistości są elementem coraz bardziej przemyślanej strategii walki elektronicznej. System Peroed-M ma odcinać drony od operatora, gasić przesyłany obraz i zmuszać maszyny do przejścia w tryb awaryjny, zanim zdążą zbliżyć się do celu. Oznacza to próbę odebrania przeciwnikowi najważniejszego atutu – kontroli i świadomości sytuacyjnej w ostatnich sekundach przed uderzeniem.

Okręty dostały system, który wcześniej stał w okopach

Peroed-M powstał jako lądowy zestaw do zwalczania niewielkich bezzałogowców, przede wszystkim dronów FPV i maszyn rozpoznawczych. W typowej konfiguracji zakłócające anteny współpracują z radarem Repiejnik, który wykrywa cel i wskazuje kierunek emisji zakłóceń.

Teraz charakterystyczne moduły pojawiają się na pokładach okrętów. Analiza zdjęć cytowana przez ZBiAM wskazuje, że otrzymały je jednostki skrajnie różne: od niewielkich kutrów desantowych, przez trałowce i korwety, aż po krążownik rakietowy Wariag oraz atomowego Admirała Nachimowa.

Wygląda na to, że Rosjanie próbują stworzyć rozwiązanie, które można szybko dołożyć do starszej jednostki bez przebudowy całego systemu obrony. Trochę toporne? Oczywiście. Ale wojna na Ukrainie już kilka razy pokazała, że toporne i dostępne dziś bywa cenniejsze od idealnego zestawu gotowego za 8 lat.

Co ciekawe, większość rozpoznanych nosicieli należy do Floty Bałtyckiej. W dostępnych zdjęciach nie potwierdzono Peroeda-M na okrętach Floty Czarnomorskiej, która najbardziej odczuła skuteczność ukraińskich bezzałogowców. Nie musi to oznaczać, że systemu tam nie ma. Może chodzić o etap testów, brak dobrych zdjęć albo stosowanie innych zestawów.

Antena nie psuje kamery. Po prostu odcina obraz od operatora

Peroed-M nie niszczy kamery drona. Zagłusza drogę, którą obraz leci do gogli lub monitora operatora. Według danych producenta urządzenie działa m.in. w pasmach 700, 800 i 900 MHz oraz 2,4 i 5,8 GHz. Korzysta z nich wiele dronów do sterowania i transmisji wideo. Gdy zakłócenia stają się silniejsze od użytecznego sygnału, operator widzi śnieg, zamrożoną klatkę albo całkowicie traci połączenie.

Dron może wtedy zawisnąć, wylądować, wrócić do punktu startu lub lecieć dalej. Wszystko zależy od jego oprogramowania. W przypadku FPV sterowanego ręcznie utrata obrazu na ostatnich kilkuset metrach często oznacza koniec ataku. Operator nie widzi już burty, masztów ani miejsca, w które powinien trafić.

Producent deklaruje zasięg zakłócania do około 2,5 km. Tę wartość trzeba traktować jednak ostrożnie. Skuteczny dystans zależy od mocy nadajnika drona, anten, częstotliwości, zakłóceń tła i czystej linii widzenia. Oceny zestawów zdobytych na froncie wskazywały, że w części warunków realny parasol może być zdecydowanie mniejszy.

Pojedyncza antena nie tworzy też kopuły wokół jednostki. Jej sektor działania ma około 55 stopni, dlatego Rosjanie montują wiele modułów pod różnymi kątami. Stąd wrażenie, że okręt po prostu obrósł prostokątnymi pudełkami.

Na morzu najpierw trzeba znaleźć mały punkt

Na lądzie Peroed-M współpracuje z własnym radarem. Na okrętach widoczne są głównie moduły zakłócające, prawdopodobnie korzystające ze wskazań systemów pokładowych. I tu pojawia się problem.

Radar zaprojektowany do wykrywania samolotów i pocisków nie zawsze dobrze radzi sobie z małym, wolnym dronem lecącym nisko nad wodą. Fale odbite od powierzchni morza tworzą szum, w którym niewielki cel może się zgubić. Zagłuszarka, która nie wie, skąd nadlatuje zagrożenie, zaczyna natomiast świecić na ślepo.

Okręt sam jest też lasem anten: radarów, łączności, nawigacji i systemów walki elektronicznej. Dołożenie kilku silnych nadajników może zakłócać nie tylko przeciwnika, lecz także własne urządzenia. System musi więc zostać spięty z obserwacją, dowodzeniem i uzbrojeniem. Samo przykręcenie pudełek do relingu nie wystarczy.

Nie każdy dron przejmie się takim parasolem

Walka elektroniczna działa najlepiej na maszyny zależne od stałego połączenia radiowego. Obie strony wojny już dawno zaczęły jednak budować drony, które próbują ten problem omijać.

Jak pisaliśmy w tekście: Latający router dla dronów. Operator może się ukryć za wzgórzem, dodatkowy bezzałogowiec może działać jako przekaźnik i podnosić antenę wysoko nad przeszkody. Silniejsze, kierunkowe łącze trudniej zagłuszyć.

Jeszcze większym problemem są drony prowadzone przewodem światłowodowym. Jak pisaliśmy w tekście: Polska ma odpowiedź na najgroźniejsze drony. To ma być broń ze światłowodem, taka maszyna nie przesyła obrazu drogą radiową. Klasyczna zagłuszarka może emitować pełną moc i nie osiągnąć niczego.

Odporne będą również platformy zdolne samodzielnie rozpoznać cel w końcowej fazie lotu. Jeżeli dron po utracie łączności przejdzie na nawigację inercyjną i analizę obrazu, odcięcie operatora nie musi przerwać ataku.

Peroed-M nie rozwiązuje też problemu bezzałogowych łodzi korzystających z terminali satelitarnych albo autonomicznego prowadzenia. To system przeciwko części zagrożeń powietrznych, a nie magiczny wyłącznik wszystkich dronów w promieniu kilku kilometrów.

Rosjanie uczą się na bardzo drogich stratach

Marynarka Rosji przygotowywała się do walki z samolotami, rakietami przeciwokrętowymi i okrętami podwodnymi. Tymczasem na Morzu Czarnym uderzają w nią tanie łodzie bezzałogowe, drony powietrzne i pociski używane we wspólnych atakach. Małe cele wykrywane zbyt późno potrafiły przebić się przez obronę okrętów i baz. Peroed-M jest reakcją na tę lekcję. Zakłócanie nie zużywa drogiej rakiety i można je uruchamiać wielokrotnie. Jeżeli zmusi część dronów do przerwania ataku, pozostawi działom oraz pociskom więcej czasu na zwalczanie tych, które lecą dalej.

Przeczytaj także:

Anteny zwiększą więc szanse okrętu, ale nie zastąpią czujników, obserwatorów, artylerii, wabików i fizycznych osłon. Dobra obrona musi mieć kilka warstw, bo każda z nich może zostać oszukana. Rosjanie robią coś racjonalnego: biorą dostępny system z lądu i przykręcają go do wszystkiego, co pływa. Problem w tym, że wyścig nie zatrzyma się nawet na chwilę. Gdy okręty uczą się zagłuszać dzisiejsze drony, konstruktorzy budują już bardziej autonomiczne, zmieniające częstotliwości i niewymagające stałego obrazu u operatora urządzenia. Prostokątne anteny mogą kupić czas. Morza ponownie bezpiecznym nie uczynią.

Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.