Polska wchodzi do gry o procesory AI. Stawką jest miliard euro
Najpierw 25 tys., później minimum 75 tys. procesorów AI. Polska chce zdobyć jeden z czterech europejskich projektów średniej skali.

Polska zdecydowała się wystartować w konkursie EuroHPC na gigafabrykę AI w kategorii LOT 1, czyli w unijnym języku na średnią skalę. Jeszcze kilka lat temu uchodziłoby to za absolutną czołówkę światowej infrastruktury AI. W pierwszym etapie centrum musi zapewnić moc odpowiadającą co najmniej 25 tys. procesorów Nvidia H100. A to dopiero początek, bo po rozbudowie wymagany poziom rośnie do minimum 75 tys.
To nie jest oczywiście tak, że ktoś już teraz zamówił dziesiątki tysięcy konkretnych kart H100 i czeka na dostawę. H100 pełni funkcję punktu odniesienia – takiej waluty mocy obliczeniowej. Konsorcjum może wykorzystać nowsze generacje układów albo zupełnie inne rozwiązania, o ile finalnie dostarczy porównywalną wydajność.
Cały konkurs EuroHPC jest zresztą podzielony na dwie ligi. W LOT 1 mają zostać wybrane cztery projekty takie jak ten, o który chce walczyć Polska. Obok nich powstaną trzy jeszcze większe instalacje LOT 2, startujące od co najmniej 40 tys. ekwiwalentów H100 i dochodzące do 100 tys. po rozbudowie. Polska nie mierzy więc w absolutny top tej klasyfikacji, ale mówienie o mniejszym projekcie jest trochę jak nazywanie wieżowca średnim budynkiem tylko dlatego, że obok stoi jeszcze wyższy.
Skalę zmiany najlepiej widać na tle wcześniejszych planów. Polska koncepcja Baltic AI Gigafactory zakładała około 30 tys. GPU w docelowej wersji. Nowe unijne wymagania praktycznie podwoiły tę ambicję.
Jeszcze pod koniec 2025 r. nie było jasne, czy zmienione zasady konkursu nie wywrócą całego projektu do góry nogami. Jak pisaliśmy w tekście: Polska chce zbudować gigafabrykę. Unia pokrzyżuje nam plany, scenariusz, w którym trzeba zaczynać od zera, był całkiem realny. Dziś decyzja jest już podjęta: zamiast się wycofywać, Polska dostosowuje się do nowych reguł gry i wchodzi do niej na poważnie.
Miliard euro nie wpadnie ot tak do worka z napisem dotacja
1 mld euro brzmi jak szybki przelew z Brukseli na zakup tysięcy kart graficznych, które ktoś po prostu ustawi w serwerowni i odhaczy projekt jako zrealizowany. W rzeczywistości chodzi o coś znacznie bardziej złożonego i sensowniejszego z punktu widzenia rynku.
Gigafabryka nie powstanie jako państwowa inwestycja pod klucz. Ma ją zaprojektować, zbudować i sfinansować komercyjne konsorcjum, które bierze na siebie ryzyko technologiczne i biznesowe. Rola państw oraz Unii polega na zapewnieniu, że ktoś faktycznie będzie z tej infrastruktury korzystał. Zamiast kupować sprzęt, sektor publiczny zobowiązuje się do kupowania usług – przez 60 miesięcy od momentu uruchomienia każdej fazy projektu.
To niby subtelna, ale kluczowa różnica. Dla inwestorów oznacza ona stabilny, przewidywalny strumień przychodów. A to właśnie brak pewności popytu jest dziś jedną z największych barier przy projektach liczonych w miliardach euro. Jeśli wiadomo, że administracja, uczelnie czy instytucje badawcze będą regularnie kupować moc obliczeniową, łatwiej uzasadnić wydanie ogromnych pieniędzy na budowę centrum danych.
W pierwszej fazie LOT 1 sektor publiczny ma zagwarantować zakupy usług o wartości około 200 mln euro. Po rozbudowie infrastruktury do pełnej skali dochodzi potencjalnie kolejne 800 mln euro. Razem daje to 1 mld euro, finansowany po połowie przez Unię Europejską i państwa uczestniczące w projekcie.
To nie jest więc jednorazowa dotacja, którą można wydać i zapomnieć. To długoterminowy kontrakt na korzystanie z mocy obliczeniowej – coś w rodzaju abonamentu na gigantyczną, wyspecjalizowaną chmurę AI. Państwo nie płaci za metal, krzem i kable stojące w hali. Płaci za konkretne godziny pracy modeli, dostęp do infrastruktury i usługi, które mają realnie zasilać administrację, naukę, startupy i przemysł.
To nie będzie tylko ogromny komputer do trenowania chatbotów
Gigafabryka ma obsługiwać cały cykl życia zaawansowanych systemów AI. Od trenowania nowych modeli i ich dalszego dostrajania, przez masową inferencję, czyli wykonywanie przez gotowy model codziennych zadań, po przechowywanie danych, platformy MLOps i bezpieczne środowiska chmurowe.
Firmy będą mogły wynajmować moc w modelu GPU as a Service zamiast samodzielnie kupować drogie serwery. Z infrastruktury mają korzystać projekty przemysłowe, medyczne, finansowe, naukowe, administracyjne oraz związane z cyberbezpieczeństwem.
EuroHPC definiuje gigafabrykę nie jako samą halę z procesorami, lecz kompletną infrastrukturę: akceleratory AI, szybką sieć, pamięć masową, bezpieczny dostęp do chmury i specjalistyczne wsparcie. Centrum ma obsłużyć zarówno rozwój modeli zawierających biliony parametrów, jak i ich późniejsze działanie na dużą skalę.
To właśnie dostęp do takiej infrastruktury oddziela dziś firmy, które mogą budować własne modele, od tych, które pozostają klientami kilku amerykańskich dostawców. Pomysł Europy jest prosty: nie wystarczy regulować AI, trzeba również mieć na czym ją rozwijać.
Polska jeszcze niczego nie wygrała
Decyzja o wyborze LOT 1 to dopiero początek. Polska zgłosiła się do gry i zadeklarowała, że zapewni publiczny dostęp do przyszłej gigafabryki. Teraz trzeba znaleźć prywatnych partnerów, pieniądze, odpowiednią lokalizację, zapewnić energię, infrastrukturę sieciową i spiąć to wszystko w sensowny model biznesowy.
Sam projekt wcale nie musi powstać w jednym miejscu. Może to być jedna lokalizacja, kilka ośrodków w kraju albo wspólne przedsięwzięcie kilku państw. Jeśli infrastruktura będzie rozproszona, to przynajmniej jeden z ośrodków musi samodzielnie osiągnąć pełną skalę 75 tys. GPU, a wszystkie części trzeba będzie połączyć ultraszybkimi łączami światłowodowymi.
Przeczytaj także:
Polska już rozmawia o współpracy z 6-7 krajami UE, choć ich lista wciąż nie jest publiczna. Może to oznaczać wspólne inwestycje, wzajemne udziały albo budowę dodatkowych anten podłączonych do głównego centrum. Na razie nie wiadomo też, gdzie dokładnie stanęłaby najważniejsza część infrastruktury. Wcześniej wśród kandydatów pojawiał się m.in. Wrocław, ale nowe zasady konkursu mogą jeszcze przetasować układ sił między partnerami.
* Źródło grafiki wprowadzającej: Canva Pro
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.