REKLAMA

Polacy otworzyli bramę do Szwecji. Dopłyniesz w 13 godzin

Z Gdańska ruszyło nowe połączenie promowe do Karlshamn w Szwecji. Rejs potrwa ok. 13 godzin i ma znaczenie zarówno dla turystyki, jak i cargo.

Nowy prom z Gdańska do Szwecji. Rejs trwa 13 godzin

Z Gdańska ruszyła nowa promowa brama do Szwecji. Po latach rozmów, planów i porządkowania polskiej oferty na Bałtyku wystartowała linia Gdańsk – Karlshamn, która ma połączyć północną Polskę z południową Szwecją w około 13 godzin. Wieczorem wsiadasz na prom w Gdańsku, rano jesteś po drugiej stronie Bałtyku i możesz jechać dalej w stronę Malmö, Kopenhagi, Göteborga albo Oslo. Dla transportu towarowego to nowy korytarz między Europą Środkową a Skandynawią.

To nie jest tylko wakacyjny prom

Nowa linia Gdańsk - Karlshamn brzmi jak dobra wiadomość dla turystów, którzy chcą zabrać samochód, motocykl albo rower i bez lotniska dostać się do Szwecji. I rzeczywiście, taki sens ta trasa ma. Karlshamn leży w regionie Blekinge, czyli w południowej Szwecji, skąd da się wygodnie ruszyć dalej w głąb Skandynawii.

Jednak od początku nie projektowano tej linii wyłącznie jako atrakcji dla urlopowiczów. Jej głównym nerwem ma być cargo: zestawy ciężarowe, naczepy i regularny transport między Polską, Szwecją, Danią oraz południową Norwegią. Pasażerowie są ważni, ale w tej układance pełnią raczej rolę dodatkowego strumienia niż jedynego uzasadnienia biznesowego.

To widać po parametrach. Połączenie ma działać 6 razy w tygodniu, z wieczornymi wyjściami i porannymi przyjściami. Na trasie mają pływać 2 jednostki: m/f Skania i m/f Copernicus. Każda ma zdolność przewozu około 90 zestawów ciężarowych o długości 17 m, czyli ładunek odpowiadający mniej więcej 2 km linii ładunkowej. Gdańsk dostał morską linię, która może przejąć część potoków towarowych i dać przewoźnikom więcej elastyczności w planowaniu tras.

Karlshamn jest małe na mapie, ale ważne w logistyce

Karlshamn nie ma rozpoznawalności Sztokholmu, Malmö czy Göteborga, ale dla transportu jest położone bardzo sensownie. To port w południowej Szwecji, dobrze wpięty w drogę E22. Po zjechaniu z promu można ruszyć na zachód w stronę Malmö i Kopenhagi, dalej do Danii, albo na północ w stronę Göteborga i Norwegii.

Gdańsk - Nynäshamn dalej ma sens dla tych, którzy celują w okolice Sztokholmu i środkową Szwecję. Gdańsk - Karlshamn otwiera bardziej południowy wariant, bliższy Blekinge, Skanii, Danii i trasom do południowej Norwegii. Dla firm logistycznych taka różnica ma bardzo duże znaczenie, bo liczy się nie tylko sam rejs, ale cały łańcuch: dojazd do portu, czas na morzu, odległość od odbiorcy i możliwość powrotu inną trasą.

Jak pisaliśmy w tekście: Zmienią się ceny i rozkłady. Promowa rewolucja na Bałtyku ruszy 30 marca, POLSCA Baltic Ferries powstała właśnie po to, by uporządkować i wzmocnić polską ofertę promową na Bałtyku. Nowa linia do Karlshamn jest jednym z pierwszych naprawdę konkretnych sprawdzianów tej strategii. Nie chodzi już tylko o to, żeby promy jakoś pływały do Szwecji. Chodzi o stworzenie siatki, w której różne porty i trasy uzupełniają się zamiast kanibalizować.

Koniec polsko-polskiej wojny na Bałtyku

W tle tej trasy jest większa zmiana organizacyjna. POLSCA Baltic Ferries rozpoczęła działalność 30 marca 2026 r. jako wspólna marka integrująca potencjał 3 polskich operatorów promowych: Polferries, Unity Line i EuroAfrica. Dla pasażerów ma to oznaczać jedną ofertę i prostszy system sprzedaży. Dla rynku cargo większą elastyczność, lepsze planowanie i mniej absurdalnej konkurencji między polskimi armatorami.

Przez lata polskie firmy potrafiły konkurować ze sobą na tych samych trasach, podczas gdy zagraniczni przewoźnicy budowali skalę i rozpoznawalność. W najlepszym razie było to nieefektywne. W najgorszym osłabiało polską pozycję na rynku, który i tak jest bardzo wymagający.

Przeczytaj także:

Nowa linia Gdańsk - Karlshamn świetnie pokazuje sens tej konsolidacji. Zamiast rozpraszać jednostki i sprzedaż, polscy operatorzy próbują wejść mocniej w jeden system. W teorii to powinno pomóc zarówno pasażerom, jak i przewoźnikom. W praktyce wszystko zależy od regularności rejsów, obsługi, cen i tego, czy rynek uzna trasę za użyteczną, a nie tylko efektowną w dniu inauguracji. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Bałtyk jest rynkiem twardej konkurencji, a transport nie wybacza długotrwałego chaosu.

*Źródło grafiki wprowadzającej: ralfgosch, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.