REKLAMA

DeepSeek miał być wart 74 mld dol. Jeden wyciek zmienił wszystko

DeepSeek szykował kolejną rundę przy wycenie sięgającej 74 mld dol. Po wycieku rozmowy prezesa firma nagle zatrzymała podpisywanie umów.

DeepSeek zatrzymał finansowanie. Poszło o słowa prezesa

DeepSeek był o krok od podpisania umów z inwestorami i podniesienia wyceny nawet do około 74 mld dol. Wtedy do sieci trafił zapis zamkniętego spotkania Lianga Wenfenga. Założyciel chińskiej firmy miał tak źle znieść publiczne omawianie swoich słów, że kazał zatrzymać kolejną rundę finansowania. Nie oznacza to, że DeepSeek nagle stracił dziesiątki miliardów. Pokazuje jednak, jak wiele w tej firmie nadal zależy od decyzji jednego, wyjątkowo skrytego człowieka.

Inwestorzy mieli już szykować długopisy

DeepSeek poinformował część potencjalnych inwestorów, że na razie nie podpisze przygotowywanych umów. Rozmowy dotyczyły drugiej zewnętrznej rundy finansowania w historii firmy. Według wcześniejszych doniesień DeepSeek chciał pozyskać co najmniej 10 mld juanów, czyli około 1,5 mld dol. Pojawiały się również informacje o znacznie większej rundzie, mogącej sięgnąć 50 mld juanów. Firma celowała przy tym w wycenę przed inwestycją wynoszącą co najmniej 480 mld juanów. W zależności od źródła i sposobu liczenia daje to około 71-74 mld dol.

Problemy tak naprawdę zaczęły się od zamkniętego spotkania Lianga Wenfenga z inwestorami, które odbyło się 20 maja. Rozmowa miała trwać blisko 4 godziny i dotyczyć strategii DeepSeek, otwartych modeli, pieniędzy, przyszłości sztucznej inteligencji oraz rywalizacji Chin ze Stanami Zjednoczonymi. W lipcu zapis zaczął krążyć po chińskich serwisach, komunikatorze WeChat i anglojęzycznych mediach. Część pierwotnych publikacji szybko zniknęła, ale kopie i tłumaczenia zdążyły rozejść się po sieci.

Autentyczność pełnego stenogramu nie została niezależnie potwierdzona. DeepSeek również publicznie nie potwierdził, że wszystkie przypisywane Liangowi wypowiedzi zostały zapisane prawidłowo.

Szef DeepSeek powiedział coś bardzo niewygodnego

Największą uwagę przyciągnęły wypowiedzi o technologicznej rywalizacji Chin z USA. Liang miał ocenić, że podstawową przewagą amerykańskich firm nie jest większy talent ani wyjątkowa organizacja, lecz dostęp do znacznie większej mocy obliczeniowej. Brak procesorów wpływa jego zdaniem na jakość modeli, możliwości eksperymentowania, rozwój aplikacji, a nawet zdolność do zatrzymywania najlepszych specjalistów.

To bardzo trzeźwa diagnoza, ale niekoniecznie zgodna z triumfalną narracją, jaka otaczała DeepSeeka po premierze modelu R1. Chińska firma przedstawiana była przecież jako dowód na to, że można dorównać Amerykanom mimo sankcji i przy znacznie mniejszych zasobach. Jak pisaliśmy w tekście: Zachód na kolanach. Tak DeepSeek przewrócił stolik i przeraził Dolinę Krzemową, sukces R1 podważył przekonanie, że zaawansowana AI musi wymagać nieograniczonego dostępu do najdroższych procesorów. Liang miał jednak zasugerować, że efektywność DeepSeeka nie usuwa problemu niedoboru sprzętu. Jest raczej sposobem radzenia sobie z nim.

Według krążącego zapisu Liang przyznał też, że chińskie firmy wciąż są uzależnione od układów Nvidii oraz jej środowiska CUDA. To oprogramowanie, biblioteki i narzędzia, wokół których przez lata zbudowano niemal cały rynek obliczeń AI. Chińskie procesory, przede wszystkim układy Huawei, szybko się rozwijają, lecz zastąpienie samego czipu nie wystarczy. Trzeba jeszcze odtworzyć ogromny ekosystem programistyczny i sprawić, by tysiące narzędzi działały równie sprawnie.

Liang miał jednocześnie twierdzić, że amerykańskie ograniczenia przyspieszyły prace nad alternatywą. Jego zdaniem przełom w chińskim sprzęcie i oprogramowaniu może nastąpić stosunkowo szybko. DeepSeek sam pracuje zresztą nad układem przeznaczonym do obsługi gotowych modeli AI. Firma zwiększyła zatrudnienie inżynierów zajmujących się projektowaniem czipów. Jak pisaliśmy w tekście: Potężna sieć przemytu napędza chińską rewolucję AI. Powstał czarny rynek chipów, ograniczony dostęp do najnowszych procesorów pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów chińskiej branży AI.

Wyciek uderzył w człowieka, który zwykle milczy

Liang Wenfeng nie prowadzi firmy jak typowy prezes technologicznego startupu. Rzadko kiedy udziela wywiadów, unika konferencji i nie próbuje budować wokół siebie publicznej marki podobnej do tej, którą stworzyli Sam Altman czy Elon Musk. Właśnie dlatego tak długa i otwarta rozmowa była wyjątkowa. Liang mówił nie tylko o procesorach, ale również o zarządzaniu firmą, braku tradycyjnych struktur, pracy bez rozbudowanych KPI i przekonaniu, że DeepSeek powinien zarabiać rozsądnie, a nie maksymalizować zysk.

Przekonywał też, że firma nie zamierza porzucać otwartych modeli. Jego zdaniem rynek AI jest zbyt wielki, by jedna spółka mogła go zmonopolizować, a przewagę można budować poprzez niskie ceny i szybki rozwój technologii. Dla inwestorów były to niezwykle cenne informacje. Dla prezesa najwyraźniej miały pozostać częścią poufnej rozmowy. Według osób znających sytuację Liang był sfrustrowany sposobem, w jaki jego słowa zaczęły funkcjonować w internecie. Wstrzymanie rundy miało przynajmniej częściowo wynikać właśnie z tej reakcji.

Decyzja jest tym bardziej zaskakująca, że zaledwie kilka tygodni wcześniej firma zakończyła pierwszą zewnętrzną rundę finansowania. DeepSeek pozyskał ponad 7 mld dol., a dokumenty jednego z pośrednich inwestorów wskazują na wycenę w pobliżu 52 mld dol. Liang sam miał wyłożyć około 20 mld juanów, czyli prawie 3 mld dol. Wśród pozostałych inwestorów znalazły się Tencent, producent akumulatorów CATL, państwowy fundusz AI oraz duże chińskie spółki i fundusze inwestycyjne.

Wcześniej DeepSeek był finansowany głównie pieniędzmi należącego do Lianga funduszu ilościowego High-Flyer. Firma długo odrzucała zewnętrzny kapitał, dzięki czemu założyciel mógł zachować niemal pełną kontrolę. Sytuację zmieniły rosnące koszty. DeepSeek chce rozbudowywać centra danych, zatrudniać nowych ludzi, rozwijać agentów AI i własne procesory. Tania sztuczna inteligencja nadal potrzebuje bardzo drogich serwerowni.

DeepSeek sam zatrzymał proces, który miał potwierdzić znacznie wyższą wycenę. Nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa i czy po wznowieniu rozmów warunki pozostaną takie same.

74 mld dol. oczywiście nie wyparowały

Firma nadal przygotowuje się również do możliwego debiutu na giełdzie STAR Market w Szanghaju. Dokumenty dotyczące oferty mogłyby zostać złożone jeszcze w 2026 r., choć termin pozostaje niepewny. Cała historia odsłania jednak słabość DeepSeeka. Firma w ciągu kilkunastu miesięcy stała się jednym z najważniejszych graczy światowej AI, ale nadal działa jak prywatna działalność gospodarcza kierowana zgodnie z wolą założyciela.

Przeczytaj także:

Liang mógł jednym poleceniem wstrzymać miliardową transakcję, bo zirytował go wyciek poufnej rozmowy. To imponujący pokaz niezależności, lecz także sygnał ostrzegawczy dla inwestorów. Mogą oni zaakceptować ekscentrycznego wizjonera, ale znacznie trudniej wycenić firmę, w której wielka runda finansowania zależy od tego, czy prezesowi spodoba się reakcja internetu.

Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.