Polska sieć szykuje się na klimatyzatory. Mamy zapewnienie władz
Upały oznaczają większy popyt na energię, bo klimatyzatory i chłodzenie pracują pełną parą. Polska sieć ma być na to przygotowana. Czy aby na pewno tak jest?

Fala upałów to nie tylko problem dla ludzi, którzy szukają cienia i chłodnej wody. To także test dla systemu elektroenergetycznego. Gdy temperatura rośnie, włączają się klimatyzatory, wentylatory, agregaty chłodnicze, lodówki, sklepy, biura i serwerownie. Wtedy upał przestaje być tylko zjawiskiem pogodowym. Staje się po prostu obciążeniem dla gniazdek.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne zapewniają, że system jest przygotowany na nadchodzące fale upałów. Obecnie nie ma ograniczeń w pracy elektrowni systemowych wynikających z poziomu albo temperatury wody, a dane operatora nie wskazują, aby taka sytuacja miała szybko wystąpić. PSE nie widzi też obecnie ryzyka wprowadzenia ograniczeń w poborze energii, czyli tzw. stopni zasilania.
W Polsce dobrze pamiętamy takie sytuacje. Stopnie zasilania wprowadzono ostatnio w sierpniu 2015 r., kiedy susza i wysoka temperatura wody w rzekach ograniczały pracę części elektrowni. Wtedy problemem nie był tylko rosnący popyt na energię, ale też jej produkcja. Elektrownie konwencjonalne potrzebują chłodzenia, a gdy w rzekach jest za mało wody i jest ona zbyt ciepła, margines bezpieczeństwa szybko się zmniejsza. Dziś PSE przekonuje, że sytuacja jest inna. Właściciele elektrowni konwencjonalnych mieli przeprowadzić inwestycje ograniczające takie ryzyko, a w systemie pojawiło się dużo więcej źródeł odnawialnych.
Klimatyzatory zmieniają letni profil zużycia prądu
Przez lata największe skoki zapotrzebowania na energię kojarzyły się w Polsce głównie z zimą. Mróz, krótszy dzień, ogrzewanie elektryczne, pompy ciepła, oświetlenie i większa aktywność gospodarki sprawiały, że zimowe rekordy były naturalne. W styczniu 2026 r. PSE odnotowały historyczne maksimum zapotrzebowania na moc: 27,6 GW netto, czyli 29,2 GW brutto.
Latem działa zupełnie inny mechanizm. Im cieplej, tym więcej energii zużywa chłodzenie. Klimatyzator już dawno temu przestał być luksusem z hoteli i biurowców. Coraz częściej trafia do mieszkań, domów, sklepów, punktów usługowych, szkół, urzędów i małych firm. Do tego dochodzą chłodnie, lodówki, wentylacja, centra danych i cała infrastruktura, która musi działać niezależnie od tego, czy na zewnątrz jest 25 st. C, czy 38 st. C.
Pisaliśmy o tym niedawno w tekście: Zielona ściana zamiast klimatyzacji. Upał ma z nią spory problem. Klimatyzacja daje ulgę, ale nie jest obojętna dla systemu. Zużywa energię, oddaje ciepło do otoczenia i w skali miasta potrafi wzmacniać problem, który próbuje rozwiązać. Im więcej urządzeń chłodzi wnętrza, tym większy nacisk na sieć i tym więcej ciepła ląduje na zewnątrz.
Fotowoltaika pomaga, ale tylko do pewnej godziny
W tym roku Polska wchodzi w sezon upałów z dużo większą fotowoltaiką niż kilka lat temu. Według najnowszych danych PSE łączna moc instalacji słonecznych przekroczyła 27 GW. To robi ogromną różnicę, bo letni popyt na chłodzenie jest dobrze skorelowany z produkcją energii ze słońca. Gdy jest jasno i gorąco, klimatyzatory pracują mocniej, ale panele też produkują dużo prądu.
Właśnie dlatego w tekście Czy fotowoltaika może zasilać klimatyzację? Chłodzenie prosto ze słońca pokazywaliśmy, że połączenie PV i klimatyzacji ma logiczny sens. Największa potrzeba chłodzenia często pojawia się wtedy, gdy instalacja słoneczna pracuje najlepiej. Dla domu z panelami oznacza to wyższą autokonsumpcję. Dla systemu krajowego oznacza to, że słońce może częściowo amortyzować upał.
Problem zaczyna się jednak później. Wieczorem produkcja z fotowoltaiki spada, ale budynki nadal są nagrzane, a klimatyzatory nie wyłączają się magicznie o zachodzie słońca. To wtedy system potrzebuje większej pracy źródeł dyspozycyjnych, czyli takich, które można uruchamiać lub regulować niezależnie od pogody. W polskich warunkach oznacza to przede wszystkim elektrownie węglowe i gazowe.
Najtrudniejsze mogą być nie południa, tylko wieczory
Myślisz, że największy problem pojawia się w południe? Przecież to właśnie wtedy słońce najmocniej grzeje, asfalt oddaje ciepło, a klimatyzacja pracuje pełną parą. Sytuacja energetyczna jest jednak trochę bardziej złożona. Południe ma jedną dużą przewagę: wtedy najlepiej działa fotowoltaika.
Znacznie bardziej nerwowe mogą być godziny popołudniowe i wieczorne. Ludzie wracają do domów, włączają klimatyzację, gotują, korzystają z urządzeń, sklepy i usługi nadal pracują, a produkcja ze słońca zaczyna szybko spadać. Jeżeli do tego dojdzie słaby wiatr, system musi sięgnąć po większą pracę elektrowni konwencjonalnych oraz import, o ile jest dostępny i opłacalny.
Upał uderza też w elektrownie i linie
Wysoka temperatura zwiększa popyt na prąd, ale jednocześnie potrafi pogarszać warunki pracy infrastruktury. Linie elektroenergetyczne gorzej znoszą skrajne temperatury, bo przewody się nagrzewają i zwiększa się ich zwis. Elektrownie cieplne potrzebują skutecznego chłodzenia. Woda w rzekach, jeśli jest zbyt ciepła albo jest jej zbyt mało, ogranicza możliwości bezpiecznej pracy części jednostek.
To właśnie dlatego sama moc zainstalowana nie wystarcza do oceny bezpieczeństwa systemu. Liczy się moc realnie dostępna w danym momencie, stan sieci, pogoda, rezerwy, import, zużycie i zachowanie odbiorców. System elektroenergetyczny nie działa jak magazyn, z którego można dowolnie wyjąć prąd. W każdej chwili produkcja i pobór muszą się bilansować.
Na razie PSE uspokaja, że obecnie nie występują ograniczenia związane z poziomem lub temperaturą wody. To dobra wiadomość. Jednak sam fakt, że operator o tym mówi, pokazuje, gdzie znajduje się jeden z najważniejszych punktów wrażliwości. W czasach coraz częstszych fal upałów elektrownia, linia przesyłowa i rzeka stają się elementami jednej układanki.
Wentylator nie zawsze wystarczy, klimatyzacja nie zawsze jest bez winy
W tekście: Wentylator jak piekarnik z termoobiegiem? Sprawdzamy, co na to nauka tłumaczyliśmy, że wentylator nie chłodzi powietrza, tylko pomaga ciału oddawać ciepło i odparowywać pot. Przy pewnych warunkach może dać ulgę, ale gdy robi się naprawdę gorąco, jego możliwości są ograniczone.
Klimatyzacja rozwiązuje ten problem znacznie skuteczniej, bo faktycznie obniża temperaturę w pomieszczeniu. Dlatego będzie jej coraz więcej. Nie da się ludziom powiedzieć: nie używajcie klimatyzatorów, gdy temperatura w mieszkaniu robi się niebezpieczna. To nie jest fanaberia. Przy starzejącym się społeczeństwie i coraz mocniejszych falach upałów chłodzenie stanie się elementem bezpieczeństwa zdrowotnego.
Ale to nie zwalnia miast, deweloperów i państwa z myślenia. Jeżeli każde mieszkanie, biuro i sklep mają ratować się wyłącznie sprężarką na elewacji, to obciążenie sieci będzie rosło, a przestrzeń miejska dalej będzie się nagrzewać. Potrzebne są lepiej projektowane budynki, cień, drzewa, zielone dachy, jasne powierzchnie, retencja, wentylacja naturalna i rozwiązania ograniczające przegrzewanie, zanim trzeba będzie włączyć klimatyzator na pełną moc.
System raczej wytrzyma, ale rachunek i tak przyjdzie
PSE nie widzi zagrożenia dla bezpieczeństwa pracy systemu. To dobrze, bo straszenie blackoutem przy każdej fali upałów byłoby nieodpowiedzialne. Polski system przeszedł przez ostatnie zimowe rekordy i wcześniejsze letnie fale upałów, a większa fotowoltaika daje latem bardzo realne wsparcie.
Nie oznacza to jednak, że problem znika. Upały będą zwiększać zapotrzebowanie na energię, wymuszać większą elastyczność systemu i podbijać znaczenie magazynów, elektrowni dyspozycyjnych, zarządzania popytem oraz sieci. To będzie coraz bardziej widoczne także w rachunkach i cenach energii na rynku hurtowym, zwłaszcza gdy wysoki popyt spotka się z niskim wiatrem, spadkiem produkcji PV wieczorem albo ograniczeniami po stronie elektrowni.
Przeczytaj także:
Najgorsze, co możemy zrobić, to traktować klimatyzację jak prywatny problem każdego mieszkania. To już problem systemowy. Upał nie kończy się na termometrze za oknem. Wchodzi do gniazdek, elektrowni, linii przesyłowych i rachunków. Polska sieć może być przygotowana na najbliższe dni, ale każde kolejne lato będzie coraz mocniej przypominać, że chłód ma swoją cenę. A jeśli nie chcemy płacić jej wyłącznie w megawatach, musimy przestać budować miasta i domy tak, jakby lipiec nadal wyglądał jak 30 lat temu.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: własne
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.