REKLAMA

Komary same polecą w pułapkę. Nie będzie ucieczki

Te drożdże działają jak magnes na komary i zamieniają się w lepką pułapkę, z której nie ma ucieczki.

Drożdże zwabią komary. Naukowcy znaleźli prosty wabik
REKLAMA

Z komarami walczymy od lat: chemią, moskitierami, opryskami czy pułapkami na dwutlenek węgla. Teraz naukowcy wpadli na coś bardziej podstępnego – drożdże, które potrafią zwabić komary, a część z nich zatrzymać na lepkiej powierzchni. To jeszcze nie jest sposób na spokojny wieczór nad jeziorem, ale może okazać się ciekawym tropem w walce z malarią.

REKLAMA

To nie są zwykłe drożdże

W tym wszystkim oczywiście nie chodzi o znany internetowy trik z butelką, cukrem i drożdżami piekarniczymi, które wytwarzają dwutlenek węgla i mają udawać oddech człowieka. Tu mechanizm jest inny. Bohaterem badania są pomarańczowe drożdże Rhodotorula taiwanensis, a dokładniej szczep 200S, który wyróżnił się spośród 7 testowanych gatunków.

Drożdże te potrafią przyciągać samice Anopheles gambiae, czyli jednego z najważniejszych komarów przenoszących malarię w Afryce. To bardzo ważne, bo w przypadku malarii nie chodzi o samą uciążliwość ukąszeń, lecz o przerwanie łańcucha transmisji choroby. Każdy skuteczny sposób ograniczania kontaktu komara z człowiekiem może mieć znaczenie.

Drożdże działają tu podwójnie. Z jednej strony wabią owady zapachem. Z drugiej tworzą lepką powierzchnię, czyli biofilm, w którym komary mogą utknąć. Biofilm to warstwa tworzona przez mikroorganizmy, coś w rodzaju śliskiej lub lepkiej kolonii przyczepionej do powierzchni. W tym przypadku ta lepkość może stać się elementem pułapki.

REKLAMA

Komary nie lecą na oślep. Kierują się konkretnymi sygnałami

To wszystko dobrze pasuje do tego, o czym pisaliśmy już w tekście: W końcu rozgryźli, co odpala komary. „Bat na letni koszmar”. Komary nie latają chaotycznie za stadnym impulsem. Reagują na konkretne sygnały: dwutlenek węgla, bodźce wzrokowe, zapachy, ciepło i inne informacje z otoczenia. Gdy odpowiednie bodźce pojawią się razem, owad przełącza się w tryb szukania gospodarza.

REKLAMA

Jak czytamy na łamach portalu Nauka w Polsce, naukowcy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health (USA) dokładnie przebadali zdolność drożdży pospolitych do wabienia komarów. Okazało się, że pomarańczowe drożdże o nazwie Rhodotorula taiwanensis potrafią zwabić, a nawet uwięzić Anopheles gambiae, głównego komara przenoszącego malarię w Afryce. W przyrodzie to ma sens. Rośliny wabią zwierzęta owocami, żeby rozsiewały nasiona. Grzyby mogą wabić owady, żeby przenosiły ich komórki i zarodniki w nowe miejsca.

Rhodotorula taiwanensis wygląda właśnie jak taki biologiczny oszust. Wydziela zapach atrakcyjny dla owadów, a przy okazji ma lepką powierzchnię, która pomaga komórkom drożdży przyczepiać się do ciała owada. Dla drożdży to sposób na rozprzestrzenianie. Dla komara może to być ślepa uliczka.

REKLAMA

Zapach robi robotę. Chodzi głównie o dwa związki

Badacze przeanalizowali zapachowy profil tych drożdży. Okazało się, że wyróżnia go dość prosta mieszanina lotnych związków organicznych, zdominowana przez 3-metylo-1-butanol oraz aceton. To ważne, bo zapach nie jest tu dekoracją. To główny komunikat wysyłany do owada.

REKLAMA

Dalsze testy na komarach Anopheles gambiae i muszkach owocowych Drosophila melanogaster potwierdziły, że kluczową rolę odgrywa węch. Gdy u owadów zaburzano działanie odpowiednich receptorów zapachowych, ich reakcja na drożdże słabła. Innymi słowy, komar nie wpada na drożdże przypadkiem. On je po prostu wyczuwa.

REKLAMA

To ważne przy projektowaniu pułapek. Taka pułapka nie może być tylko pojemnikiem, do którego owad wpadnie przypadkiem. Musi mówić jego językiem. Jeśli komar szuka człowieka po dwutlenku węgla i zapachu, a przy okazji reaguje na związki wydzielane przez drożdże, to można spróbować stworzyć wabik, który wykorzysta jego własne zmysły przeciwko niemu.

Lepki biofilm działa jak naturalny klej

Sama atrakcyjność zapachu to dopiero połowa historii. Druga połowa jest bardziej brutalna. Naukowcy zaobserwowali, że zarówno samice, jak i samce komarów Anopheles mogą zostawać uwięzione w lepkim biofilmie tworzonym przez Rhodotorula taiwanensis. Drożdże nie tylko przyciągają owady, ale mogą też zatrzymywać je na powierzchni.

To otwiera bardzo ciekawą drogę do biodegradowalnych pułapek. Dzisiejsze metody zwalczania komarów często opierają się na środkach owadobójczych, a te mają coraz większy problem. Komary przenoszące malarię uodparniają się na insektycydy, a środowiskowy koszt oprysków nie jest obojętny. Pułapka oparta na biologicznym wabiku i lepkim biofilmie mogłaby działać inaczej: nie rozpylać trucizny szeroko, tylko przyciągać konkretny cel.

REKLAMA

Oczywiście od wyników z laboratorium do realnego użycia w terenie jest jeszcze spory dystans. Trzeba sprawdzić, jak takie rozwiązanie sprawdzi się poza kontrolowanymi warunkami: czy będzie trwałe, skuteczne, bezpieczne dla środowiska i innych owadów, a także czy nie przestanie szybko działać. To, że coś jest naturalne, nie oznacza, że nie wymaga solidnych testów.

Malaria potrzebuje nowych pomysłów

Walka z malarią jest jednym z najlepszych przykładów tego, że w biologii nie da się wygrać raz na zawsze. Mamy moskitiery impregnowane środkami owadobójczymi, leki, systemy monitorowania i szczepionki, ale pasożyty oraz komary stale odpowiadają ewolucją. Patogeny mogą uodparniać się na leki, a komary na insektycydy. Właśnie dlatego potrzebne są metody, które nie będą tylko kolejną wersją tej samej chemicznej wojny.

REKLAMA

Pisaliśmy o tym również przy okazji tekstu: Lek zmieni krew w truciznę dla komarów. Znienawidzą ludzi. Tam chodziło o nityzynon, czyli lek, który może sprawiać, że krew staje się dla komara śmiertelna. To zupełnie inna strategia, ale sens jest podobny: zamiast polegać wyłącznie na tradycyjnych opryskach, szuka się sposobów uderzających w konkretne słabości komara.

Przeczytaj także:

Drożdżowa pułapka byłaby kolejnym takim podejściem. Nie walczyłaby z komarem wielką chmurą chemii, lecz wabikiem opartym na zachowaniu owada. Najpierw przyciągnąć, potem zatrzymać. Proste w opisie, trudne w wykonaniu.

REKLAMA

Właśnie takie rozwiązania są najciekawsze: nie najbardziej spektakularne, ale najbardziej podstępne biologicznie. Nie zabijają wszystkiego wokół, tylko korzystają z tego, co komar i tak robi najlepiej. Jeżeli uda się przełożyć ten pomysł z laboratorium na teren, zapach drożdży może stać się czymś więcej niż ciekawostką. Może być wabikiem, który sprawi, że komar sam poleci tam, gdzie kończy się jego lot.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Canva Pro

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA