Gracze zebrali 1,3 mln podpisów. Bruksela i tak nie uratuje im gier
Gracze z całej Europy chcieli zagwarantować, że kupione gry nie znikną po wyłączeniu serwerów. Komisja Europejska uznała jednak, że obecne przepisy nie pozwalają na wprowadzenie takiego obowiązku dla wydawców.

Pomimo zgromadzenia aż 1,3 miliona podpisów i rzeszy kibiców z całej Europy - i nie tylko, Komisja Europejska odrzuciła postulat wprowadzenia nowych przepisów, które zobowiązywałyby wydawców do pozostawiania gier wideo w grywalnym stanie po zakończeniu ich komercyjnego wsparcia. Tym samym ruch Stop Killing Games poniósł porażkę na najważniejszym etapie swojej kilkuletniej kampanii.
Bruksela odrzuciła inicjatywę Stop Killing Games, mimo rekordowego poparcia społecznego
We wtorek Komisja Europejska przedstawiła formalną odpowiedź na Europejską Inicjatywę Obywatelską "Stop Destroying Videogames", znaną szerzej pod nazwą Stop Killing Games. Organizatorzy akcji domagali się nowych regulacji, które uniemożliwiłyby wydawcom zdalne wyłączanie gier wymagających połączenia z serwerami po zakończeniu ich cyklu życia.
Bruksela uznała jednak, że obecnie nie może zaproponować takiego obowiązku prawnego. Według Komisji przeszkodą są między innymi istniejące przepisy dotyczące praw autorskich i własności intelektualnej, które przyznają twórcom wyłączne prawa do ich dzieł.
Komisja uważa, że na obecnym etapie nie może zaproponować prawnego obowiązku zapewnienia możliwości gry w gry wideo po zaprzestaniu ich komercyjnego udostępniania - poinformowano w oficjalnym komunikacie.
Tym samym decyzja kończy trwającą od 2024 r. kampanię, która narodziła się po zamknięciu serwerów gry The Crew przez Ubisoft. The Crew było grą z kategorii always-online co oznacza, że rozgrywka wymagała od graczy połączenia z serwerami Ubisoftu. Wyłączenie ich oznaczało, że dostęp do gry stracili wszyscy gracze - w tym ci, którzy The Crew kupili w formie pudełkowej.
Na Ubisoft spadła fala krytyki i garść pozwów, a główną linią obrony francuskiej firmy było stwierdzenie, że gracze nigdy nie posiadali The Crew - wykupywali jedynie licencje na możliwość rozgrywki online. Wydarzenie zapoczątkowało szeroką debatę o tym, czy zakup cyfrowej gry daje graczowi trwałe prawo do korzystania z niej.
Inicjatorzy Stop Killing Games nie domagali się utrzymywania serwerów przez wydawców bezterminowo. Celem kampanii było zobowiązanie firm do pozostawiania gier w stanie umożliwiającym dalszą zabawę, na przykład poprzez tryb offline lub umożliwienie tworzenia serwerów społecznościowych po zakończeniu oficjalnego wsparcia.
Akcja odniosła znaczący sukces organizacyjny. Europejska Inicjatywa Obywatelska zebrała niemal 1,3 mln zweryfikowanych podpisów, znacznie przekraczając wymagany próg miliona. Polska należała do najbardziej aktywnych państw wspierających projekt - podpis złożyło ponad 143 tys. obywateli.
Unia Europejska obiecuje plaster na krwawiącą ranę
Pomimo poparcia społecznego Komisja nie zdecydowała się na przygotowanie nowych przepisów. Zamiast tego instytucja zapowiedziała rozpoczęcie rozmów z branżą gier i organizacjami konsumenckimi w celu opracowania dobrowolnego kodeksu postępowania dotyczącego "końca życia" gier wideo.
Komisja podkreśliła również, że obecne unijne przepisy już zapewniają konsumentom pewien poziom ochrony. Dostawcy usług cyfrowych mają obowiązek informować użytkowników o warunkach zakończenia świadczenia usługi, a konsumenci mogą ubiegać się o proporcjonalny zwrot pieniędzy, jeśli produkt nie spełnia uzasadnionych oczekiwań wynikających z umowy.
Dla zwolenników Stop Killing Games decyzja Brukseli jest jednak rozczarowaniem. Ruch liczył, że sukces jednej z największych europejskich inicjatyw obywatelskich doprowadzi do zmian legislacyjnych, które na trwałe uregulują kwestię cyfrowego zachowania gier.
Jednocześnie sprawa nie została całkowicie zamknięta. KE zapowiedziała przygotowanie raportu dotyczącego praw konsumentów w sektorze usług cyfrowych jeszcze przed końcem 2026 r. Przyszłość ochrony cyfrowych gier pozostaje więc otwartym pytaniem, choć droga do nowych regulacji okazała się znacznie trudniejsza, niż zakładali organizatorzy kampanii.
Czytaj też:
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.