REKLAMA

Trump wycofuje wojska z Niemiec. NATO podzielone

Donald Trump znów robi przetasowania w stacjonującym amerykańskim wojsku w Europie. 5 tys. żołnierzy wyjedzie z Niemiec. Co to znaczy dla NATO (i dla Polski)?

Trump wycofuje wojska z Niemiec. NATO znów podzielone
REKLAMA

Szef Pentagonu Pete Hegseth nakazał wycofanie około 5 tys. żołnierzy z baz w Niemczech. Operacja ma potrwać od 6 do 12 miesięcy. Według rzecznika resortu Seana Parnella to efekt „gruntownej analizy rozmieszczenia sił w Europie” i dostosowania do „potrzeb oraz warunków panujących na miejscu”.

W praktyce chodzi o redukcję jednego brygadowego zespołu bojowego oraz rezygnację z planowanego wcześniej rozmieszczenia batalionu artylerii dalekiego zasięgu. Część wojsk ma wrócić do Stanów Zjednoczonych, a następnie - przynajmniej według przecieków - zostać przesunięta w stronę Indo-Pacyfiku.

REKLAMA

Czytaj też:

Przed decyzją w Niemczech stacjonowało ok. 35-36 tys. amerykańskich żołnierzy. Po redukcji w kraju pozostanie mniej więcej 33 tys. wojskowych - wciąż największy kontyngent Stanów Zjednoczonych w Europie i drugi co do wielkości na świecie po Japonii, gdzie jest ok. 45 tys. żołnierzy. To w Niemczech znajdują się kluczowe instalacje: dowództwo EUCOM, AFRICOM, baza Ramstein czy szpital Landstuhl, największa amerykańska placówka medyczna poza Stanami Zjednoczonymi.

Pentagon uspokaja: to korekta po powojennym „dopompowaniu” sił po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a nie demontaż obecności Stanów Zjednoczonych w Europie. Ale polityka nie zna próżni - i tu zaczyna się ciekawsza część historii.

Trump, Merz i wojna z Iranem: jak kłótnia przerodziła się w ruch wojsk

Bezpośrednim zapalnikiem była napaść Stanów Zjednoczonych na Iran i reakcja europejskich sojuszników. Prezydent Donald Trump od miesięcy narzeka, że NATO „nie pomaga” w konflikcie, a europejskie rządy - w tym Berlin - nie chcą ani udostępniać baz, ani wysyłać własnych sił, ani angażować się w odblokowanie cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi znacząca część światowego eksportu ropy.

Na tym tle doszło do otwartego spięcia z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. Merz stwierdził publicznie, że Iran „upokarza” Stany Zjednoczone przy stole negocjacyjnym i że nie widzi jasnej strategii Waszyngtonu w tej wojnie. Trump odpowiedział w swoim stylu: oskarżył niemieckiego przywódcę o „niezrozumienie sytuacji” i „wtrącanie się” w działania mające „pozbyć się irańskiego zagrożenia nuklearnego”.

Kilka dni później pojawiła się decyzja o wycofaniu 5 tys. żołnierzy z Niemiec. Według źródeł cytowanych przez amerykańskie media Pentagon nie planował takiego ruchu - został do niego de facto „dociśnięty” przez Biały Dom. To nie pierwszy raz kiedy Trump używa obecności wojskowej jako narzędzia nacisku na sojuszników. Już w 2020 r. zapowiadał wycofanie 9,5 tys. żołnierzy z Niemiec, zarzucając Berlinowi niewypełnianie zobowiązań wobec NATO. Wtedy plan nie został zrealizowany, a jego następcą został Joe Biden, który wręcz zwiększył obecność Stanów Zjednoczonych w Europie po 2022 r.

Teraz Trump wraca do starej taktyki, ale w nowym kontekście: wojny z Iranem i podziału NATO na „grzecznych” i „niegrzecznych”. Według doniesień Politico w Białym Domu powstała wręcz lista państw, które „zachowują się właściwie” i tych, które - zdaniem administracji - zawodzą. W tej drugiej grupie mają być m.in. Niemcy, Hiszpania, Włochy czy Wielka Brytania, krytykowane za brak wsparcia w działaniach przeciwko Iranowi.

„Grzeczni” i „niegrzeczni” w NATO. Gdzie w tym wszystkim jest Polska?

Tu robi się szczególnie interesująco z perspektywy Warszawy. W przeciekach z Pentagonu i Białego Domu pojawia się pomysł „ukarania” części sojuszników poprzez przesunięcie wojsk z ich terytorium do państw bardziej skłonnych do współpracy - wprost wymieniane są Polska, Rumunia, Litwa czy Grecja.

Już kilka lat temu Trump sugerował, że skoro Niemcy nie chcą wydawać 2 proc. PKB na obronność, to część wojsk można przenieść do Polski, która ten próg przekracza. Wtedy skończyło się na zapowiedziach i memach o „Fort Trump”. Teraz kontekst jest inny: mamy realną wojnę na Bliskim Wschodzie, wciąż tlący się konflikt w Ukrainie i rosnące napięcie na linii Stany Zjednoczone - Chiny.

Z punktu widzenia Polski i regionu przesunięcie części sił z Niemiec na wschodnią flankę mogłoby wyglądać jak geopolityczny awans. Więcej żołnierzy, więcej sprzętu, więcej inwestycji w infrastrukturę - to wszystko wzmacnia odstraszanie Rosji. Ale jest też druga strona medalu: jeśli obecność Stanów Zjednoczonych w Europie zaczyna być traktowana jak system nagród i kar za bieżące spory polityczne, to stabilność całej architektury bezpieczeństwa robi się mniej przewidywalna.

Warto też pamiętać o twardych liczbach. W Europie na stałe stacjonuje ok. 68 tys. amerykańskich żołnierzy, ale ta liczba nie obejmuje m.in. ok. 10 tys. wojskowych w Polsce, którzy są obecni głównie rotacyjnie. Całkowita liczba sił Stanów Zjednoczonych na kontynencie jest szacowana na ok. 80 tys. Redukcja 5 tys. w Niemczech nie wywraca stolika, ale jest wyraźnym sygnałem.

REKLAMA

Co z bezpieczeństwem Europy? Pentagon: „spokojnie”

Wycofanie 5 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec nie jest końcem amerykańskiej obecności w Europie ani początkiem spektakularnego odwrotu. To raczej głośny, polityczny przecinek w dłuższej historii: przesuwania priorytetów Stanów Zjednoczonych, rosnących oczekiwań wobec europejskich sojuszników i wykorzystywania wojska jako narzędzia nacisku. Niestety nie ma się z czego cieszyć.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-02T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T11:25:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T09:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T07:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-02T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T16:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-01T16:10:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA