Pożar na budowie polskiej elektrowni jądrowej. Mieszkańcy mówią o sabotażu
Budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie jeszcze na dobre nie ruszyła, a już mamy do czynienia z czymś co wygląda na sabotaż. Minionej nocy tuż przy placu budowy doszło do potężnego pożaru sprzętu drogowego. Zniszczenia są ogromne, a okoliczni mieszkańcy wpadli w panikę, szeptem mówiąc o możliwym działaniu obcych służb. Zwłaszcza że to nie pierwszy taki incydent w ostatnich dniach.

Główna ilustracja: Pożar na budowie polskiej elektrowni jądrowej. Fot. Ochotnicza Straż Pożarna Sasino
Jak donosi lokalny serwis Choczewo24, ogień pojawił się pod osłoną nocy na terenie przylegającym do budowanej ulicy Morskiej, zaledwie kilkaset metrów od wjazdu na główny plac przyszłej elektrowni. Żywioł strawił łącznie pięć ciężkich maszyn budowlanych. W zgliszcza zamieniły się koparka, ładowarka, dwa potężne walce oraz rozściełacz do asfaltu. Ten ostatni sprzęt sam w sobie stanowi wartość rzędu nawet milionów złotych, co daje wyobrażenie o gigantycznej skali finansowych strat wykonawcy.
Płomienie w środku nocy i stanowcza reakcja służb
Nocna akcja gaśnicza postawiła na równe nogi liczne zastępy straży pożarnej i lokalną policję. Obecnie teren jest szczelnie zabezpieczony, a na miejscu cały czas przebywają mundurowi oraz przedstawiciele spółki Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ). Służby traktują sprawę z najwyższą powagą, a wokół terenu panuje napięta atmosfera.
Intensywne czynności dochodzeniowo-śledcze mają wyjaśnić dokładny przebieg i okoliczności tych zdarzeń. W najbliższym czasie do akcji ma wkroczyć również biegły z zakresu pożarnictwa.
Komunikaty organów ścigania są na razie powściągliwe, ale śledczy absolutnie nie wykluczają udziału osób trzecich. Biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie inwestycji dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju, każda, nawet najmroczniejsza, hipoteza musi zostać skrupulatnie zweryfikowana.
Tajemniczy rowerzysta w kominiarce. To nie był pierwszy incydent
Największy niepokój budzi jednak sekwencja wydarzeń. Sobotniego wieczoru, zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej, w tej samej okolicy miał miejsce inny, równie niepokojący i absurdalny incydent. Spłonęła przenośna toaleta typu toy-toy oraz porzucona szpula kabli. Choć na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać na zwykły chuligański wybryk, relacje świadków mrożą krew w żyłach i nadają sprawie zupełnie inny wymiar.
Pod budkę ochroniarza strzegącego terenu miał podjechać tajemniczy rowerzysta z twarzą ukrytą pod kominiarką. Z doniesień wynika, że napastnik z premedytacją obrzucił stróżówkę kamieniami, po czym błyskawicznie ulotnił się w mroku.
Kiedy na miejsce dotarło wezwane przez ochronę wsparcie, sprawcy już nie było. Chwilę później, około czterystu metrów dalej, pojawiły się płomienie trawiące toaletę i kable. Policja musi teraz ustalić, czy te dwa pożary spina jedna klamra. Zbieżność czasu, miejsca i specyfika działań sugerują jednak, że trudno tu mówić o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności.
Więcej na Spider's Web:
Strach w Choczewie. Bezpieczeństwo jest potrzebne od zaraz
Wśród okolicznych mieszkańców zapanowała zrozumiała groza. Ludzie, z którymi rozmawiali reporterzy, otwarcie wyrażają obawy o swoje mienie i życie. Skoro ktoś bez skrupułów niszczy ciężki sprzęt na terenie tak kluczowej inwestycji państwowej, lokalna społeczność boi się, że nieprzewidywalność i fantazja sprawców może za chwilę skierować agresję również w stronę ich prywatnych posesji i domów.
W kuluarach i na forach internetowych coraz głośniej padają słowa o celowym, zorganizowanym sabotażu, mającym na celu opóźnienie prac lub zastraszenie wykonawców.
Paradoksalnie, zaledwie kilka dni przed tymi wydarzeniami, w pobliskim Wejherowie toczyły się burzliwe dyskusje o bezpieczeństwie w regionie. Przedstawiciele władz zapowiadali budowę nowoczesnego, specjalistycznego centrum zarządzania kryzysowego w samym Choczewie.
Najnowsze, dramatyczne wydarzenia brutalnie weryfikują jednak te długoterminowe plany. Pokazują dobitnie, że na realne zabezpieczenie terenu i ochronę okolicznych mieszkańców nie można czekać do momentu wylania pierwszych ton betonu pod reaktor. Szeroko pojęte bezpieczeństwo to fundament, o który decydenci muszą zadbać tu i teraz, natychmiast, zanim z dymem pójdzie coś znacznie cenniejszego niż drogowy rozściełacz do asfaltu.



















