1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka
  4. Tech

Anna Mucha zapłaciła za taksówkę dwa razy więcej niż za samolot. Tak, ma rację, to absurd

latanie samolotem

Polska celebrytka skarżąc się na „złotówę” pewnie nieświadomie zwróciła uwagę na istotny problem. To właśnie przez to Ziemia i klimat znajdują się w takim, a nie innym miejscu.

Aktorka Anna Mucha poleciała z Warszawy do Rzeszowa. Potem przesiadła się w taksówkę. Podróż ze stolicy Podkarpacia do Łańcuta kosztowała ją 181 zł. Jak sama napisała na Instagramie: to dwa razy więcej niż sam lot, mimo że miasta dzieli jakieś 20 kilometrów.

W odróżnieniu od plotkarskich portali, nie chcę skupiać się na żalach na temat moralności taksówkarzy czy oderwaniu od rzeczywistości polskich gwiazd. Mnie wzburzyło coś innego: jak tani był lot z Warszawy do Rzeszowa. Wprawdzie nie byłem orłem z matematyki, ale nawet ja jestem w stanie obliczyć, że aktorka za bilet zapłaciła ok. 90 zł.

Niskie ceny biletów samolotowych to problem

Ile to nasłuchaliśmy się, że pandemia miała wszystko zmienić. Skończą się tanie loty, podróżowanie będzie drogie, bo lotnictwo upadło na kolana i musi teraz się odbić. Na dodatek coraz więcej osób dba o środowisko i wie, że loty szkodzą planecie.

I może w przyszłym sezonie faktycznie drożyzna zmusi do szukania alternatyw, ale póki co można latać jakby piekła, czyli katastrofy klimatycznej nie było.

90 zł z Warszawy do Rzeszowa? Proszę bardzo! Tylko dureń wybrałby podróż pociągiem. Z Warszawy jedzie się albo 5 godzin i 30 minut w TLK za 70 zł, albo 8 minut krócej Pendolino za 160 zł, za to z przesiadką w Krakowie. No chyba że pojedzie się później, to wtedy czas podróży skraca się o niecałe 30 minut. Ale cena ta sama.  

Nieco krócej – 4 godziny i 40 minut – jedzie autobus. Jest on jednak niewiele tańszy, bo za bilet trzeba zapłacić 65 zł. Tymczasem całkowity czas lotu to 55 minut, a ceny biletów zaczynają się od 79 zł! Nawet gdybym chciał polecieć jutro, to zapłaciłbym jedyne 160 zł, kupując w zasadzie na ostatnią chwilę. A i tak wydałbym dokładnie tyle samo, co jadąc Pendolino z przesiadką w Krakowie!

Na stronie Intercity można przeczytać:

Wybierając PKP Intercity emitujesz tylko 12.6 kg CO2 na pasażera. To ponad 3 razy mniej niż samochód (46.0 kg) i 8 razy mniej niż samolot (110.0 kg).

Fantastycznie – ale jakim kosztem. Spędzając w podróży znacznie więcej czasu, a płacąc albo tyle samo, albo niewiele mniej. Niestety, chociaż jestem wielkim orędownikiem jazdy pociągami, to zdaje sobie sprawę, że nawoływanie do bojkotowania lotów jest skrajną naiwnością, by nie powiedzieć: głupotą.

Nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, że paliwo do samolotu, cała organizacja podróży na tak krótkim dystansie, potrafi być bardziej opłacalna niż jazda pociągiem czy autobusem na tej samej trasie.

Zresztą nie tylko ja. Dlatego we Francji powiedziano: dość. Loty w miejsca, gdzie można dojechać publicznym środkiem transportu w 2,5 godziny, zostały zakazane.

Tyle że w Polsce, cytując pana Mariusza, to by nic nie dało. W 2,5 godziny dojedzie się co najwyżej ze stolicy do Łodzi. Ale tu i tak dylematu nie ma, bo samoloty na tak krótkiej trasie nie latają.

Co wcale nie jest takie oczywiste, bo… czemu nie. Latajmy gdzie się da, ile się da, za śmiesznie niskie pieniądze. A co? Będziemy się przejmować czymś tak błahym jak podgrzewająca się planeta? Dajcie spokój.

Nie będę zrzucał winy na ludzi, którzy latają samolotami. Szukają okazji, by z Wrocławia do Barcelony polecieć za 19 zł – czyli tylko dwa razy więcej niż ja płacę za bilet autobusowy na wieś oddaloną od Łodzi o śmieszne 50 km. Powtórzę się, ale tylko głupiec by nie skorzystał.

Inne podróżowanie jest możliwe?

Potrzebujemy szybkich pociągów. Potrzebujemy nocnych pociągów na długich trasach. Potrzebujemy przywracania połączeń autobusowych. Ale potrzebujemy też ograniczeń branży lotniczej: chociażby wyższych podatków dla linii lotniczych, tak aby podróże samolotem rekompensowały straty ponoszone przez wszystkich.

Inaczej nikt nie będzie męczył się przez sześć godzin, aby ratować Ziemię. Tym bardziej, gdy przypomni sobie, ile czasu nad naszymi głowami spędzają miliarderzy. I na pewno nie przejmie się tym, że ktoś go będzie z powodu latania szykanował.