REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Poczekamy na mobilne płatności z prawdziwego zdarzenia

REKLAMA
REKLAMA

Coś dzieje się w kwestii mobilnych płatności. Operatorzy zawierają sojusz z bankami, Google ma umieścić NFC w kolejnym Nexusie, a przy okazji walczy z Apple o ?płatnościowy? startup BOKU. Ale to wszystko za mało.

Kolejny model smartfonu Google (Nexus S) ma być wyposażony w technologię NFC umożliwiającą płatności zbliżeniowe. Amerykańscy operatorzy ogłosili ostatnio, że we współpracy z bankami będą rozwijać usługę płatności bezstykowych dokonywanych za pomocą telefonu. Sojusz jest imponujący – skupia firmy mające 200 milionów abonentów.

Komórka z NFC ma zastąpić tradycyjną kartę płatniczą. Mówi się o tym od paru ładnych lat, a efektów ciągle nie widać. Jeśli dobrze poszukać, można znaleźć kilka modeli telefonów wyposażonych w NFC. Tyle, że sama usługa płacenia nie budzi większego zainteresowania klientów.

I nic dziwnego – w obecnej formie nie rozwiązuje żadnego problemu. Jak dotąd, NFC w komórce oznacza po prostu skopiowanie funkcjonalności karty płatniczej bez wykorzystania unikalnych możliwości telefonu komórkowego. Dzięki NFC możesz zostawić swoją kartę w domu. To rewolucyjne i magiczne. Wreszcie ten okropny plastik nie będzie wypychał kieszeni! Problem polega na tym, że mało kto uważa to za problem. Gdyby było inaczej, innowacyjna usługa Polbanku i Ery podbiłaby polski rynek – wszyscy przyklejalibyśmy do naszych komórek miniaturowe karty płatnicze.

Płatności przez komórkę mają sens tylko wtedy, gdy łączą zalety karty płatniczej i gotówki. A więc: pozwalają na płacenie każdemu, również na odległość i również w sytuacji, gdy żadna ze stron transakcji nie ma konta bankowego. Dopiero przy spełnieniu tych warunków rozwiązują problemy dotąd nierozwiązane przez żadne z istniejących narzędzi płatniczych.

Z jakichś powodów, płacących klientów telefonii komórkowej jest na świecie kilka razy więcej niż posiadaczy rachunków bankowych i kart płatniczych (60% Polaków nie ma konta bankowego). To olbrzymia szansa dla operatorów komórkowych, którzy od czasu SMSów nie byli w stanie zaproponować żadnej istotnej usługi. Tylko operatorzy potrafią dziś sprawnie wystawiać setki milionów rachunków i obsługiwać setki milionów kont prepaid, wraz z całą skomplikowaną dystrybucją kart-zdrapek. Tego nie zrobi żaden startup. Tego nie zrobi Google ani nawet Apple. Mogą sobie kupić BOKU, ale jaki sprzedawca fizycznie istniejących dóbr zaakceptuje prowizję w wysokości 35%?

Umożliwienie tym, którzy dotąd korzystają tylko z gotówki dokonywania płatności elektronicznych to jedna część historii. Druga, być może znacznie ciekawsza, to umożliwienie przyjmowania płatności elektronicznych tym, którzy dotąd nie dysponowali odpowiednimi terminalami. Gdyby każda komórka była terminalem do akceptowania płatności, jak twierdzą niektórzy, nie potrzebowalibyśmy już gotówki.

Oczywiście, to stawiałoby operatorów w roli, którą dziś spełniają banki i organizacje takie jak Visa albo Mastercard. Z pewnością oznaczałoby to prawdziwy przewrót w tym, jak prowadzą swój biznes. Zapewne nie obyłoby się bez pewnych zmian w regulacjach prawnych. Chociaż o to ostatnie jestem dziwnie spokojny – zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak łatwo poszło operatorom zabezpieczenie swoich interesów w momencie podwyżki podatku VAT.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA