Suzanne Treister to nie jest okazjonalna entuzjastka nowinek. To prawdziwa pionierka. Kiedy większość z nas na przełomie lat 80. i 90. cieszyła się, że Commodore 64 wczytało grę z kasety magnetofonowej, ona tworzyła już prace z serii Video Game Paintings (1989–1991) i Software (1993–1994).
W roku 2000, gdy internet był wciąż nowiką dostępną dla nielicznych, ona już pytała o granice wolności i prywatności.
Z dzisiejszej perspektywy jej wczesne prace wyglądają jak retro-futurystyczny sen inżyniera z czasów przed powstaniem Google’a. Treister już wtedy wymyślała hipotetyczne aplikacje komputerowe, interfejsy i koncepcje wirtualnej rzeczywistości, zanim Mark Zuckerberg zdążył w ogóle pomarzyć o swoim opustoszałym i komicznym metawersie. Kiedy ogląda się te obrazy w 2026 roku, uderza jedno: ta kobieta przewidziała nasz dzisiejszy świat – z jego obsesją na punkcie cyfrowej inwigilacji, nieustannego przebywania w sieci i interfejsów, które zarządzają naszym czasem.
Ale najciekawsze zaczyna się wtedy, gdy brytyjska artystka postanawia połączyć twardą technologię z... okultyzmem.
Instytut Podróży w Czasie i alchemia internetu
Poznajcie alter ego samej artystki – niejaką Rosalind Brodsky (zresztą mającą polskie korzenie), która twierdzi, że pracuje w fikcyjnym Instytucie Militroniki i Zaawansowanej Interwencyjności Czasowej (IMATI). W cyklu Time Travelling with Rosalind Brodsky (1995–2006) dostajemy całe laboratorium osobliwości: fantastico-wojskowe kostiumy, maszyny do skoków w czasie i dokumentację tajnych projektów. Jest tu próbka stworzenia sztucznego życia (GOLEM/LOEW), a nawet badanie... wykorzystania okultyzmu w wojnach psychologicznych przez siły zbrojne (HEXEN 2039).
Brzmi jak teoria spiskowa rodem z najciemniejszych zakątków Reddita? Dokładnie tak. Ale Treister nie robi tego, by nas przestraszyć ani rozbawić tanią sensacją. Wykorzystuje absurdalne fikcje, by pokazać bardzo brutalną prawdę: współczesna technologia niemal od zawsze wyrastała z potrzeb wojska, władzy i chęci całkowitej kontroli nad człowiekiem.
To, że dziś Dolina Krzemowa służy machinie wojennej to żadna nowość. Może po prostu Alex Karp, szef Palantira, jest mniej subtelny niż Thomas Watson w latach 30. XX wieku.
Spójrzmy na słynny cykl HEXEN 2.0. Treister wzięła na warsztat historię cybernetyki, powstanie ARPANET-u i korzenie globalnej sieci. I jak to opowiedziała? Za pomocą ręcznie rysowanych diagramów alchemicznych i autorskich kart tarota. Nagle okazuje się, że twórcy pierwszych komputerów, architekci teorii informacji oraz wojskowi stratedzy są zawieszeni w tym samym schemacie co dawni czarnoksiężnicy. Szukają kamienia filozoficznego, tyle że dzisiaj nazywa się on LLM.
Czy kamieniem filozoficznym XXI wieku nie jest po prostu Ogólna Sztuczna Inteligencja, pardon, Super Inteligencja?
Suzanne Treister, SURVIVOR (F)/One Million Years Before And After The Internet, 2016-2019, olej na płótnie, 213 x 152 cm. Copyright Suzanne Treister, courtesy Annely Juda Fine Art, London and P·P·O·W Gallery, New York.
Tarot 5.0, czyli jak naprawić świat po algorytmach
Największe wrażenie robi jednak to, co Treister serwuje na wystawie najświeższego. W projektach takich jak HEXEN 5.0 oraz po raz pierwszy prezentowanym Instytucie Nauk o Mistycznym Systemie Ziemi (2025), artystka wkracza w nasze najgorętsze lęki: sztuczną inteligencję, mechanikę kwantową i katastrofę klimatyczną.
Gdy czytamy newsy technologiczne, narracja zazwyczaj jest skrajna. Z jednej strony słyszymy entuzjastyczny zgiełk Doliny Krzemowej: „AI rozwiąże wszystkie problemy, zainwestuj w nasze akcje!”. Z drugiej – czarny pesymizm: „Superinteligencja zamieni nas w baterie, a klimat zniszczy rolnictwo”.
Treister proponuje trzecią drogę. Dla niej karty tarota czy symbolika alchemiczna w kontekście AI nie służą do wróżenia, co wydarzy się w przyszłym tygodniu na giełdzie. Są narzędziem partycypacyjnym. Służą do zresetowania naszej wyobraźni. Artystka wyciąga z szafy pojęcia, o których branża IT dawno zapomniała: etykę troski, oddolną społeczność, holistyczne myślenie i rekonfigurację tego, jak korzystamy z planety. Zamiast biernie czekać, aż Big Techy zaserwują nam kolejną subskrypcję na życie, proponuje odzyskanie sprawczości.
Sztuka bez zadecia, za to z retro grami
Co ważne dla każdego, kto boi się, że w muzeum umrze z nudów – łódzkie ms1 zrobiło coś genialnego. To nie jest sztywna galeria, w której kustosze patrzą na ciebie z góry, gdy nie wiesz, co przedstawia plama na płótnie. W przestrzeniach edukacyjnych można... zagrać na retro automatach. Możesz przejść od oglądania malarskich wizji gier z 1989 roku bezpośrednio do klikania w guziki starych maszyn arcade.
Ta lekkość jest niezwykle odświeżająca. Pokazuje, że technologia nie musi być ponurym monolitem z kwarcu i szkła. Może być nawiedzonym domem, placem zabaw albo po prostu przestrzenią do snucia marzeń.
Co z tego wynika dla nas?
Mijamy dziś setki nagłówków o sztucznej inteligencji, czytamy o przełomach w komputera kwantowych i znosimy kolejne aktualizacje regulaminów prywatności. Bardzo łatwo w tym wszystkim stracić poczucie, że to my – ludzie – jesteśmy w tym układzie najważniejsi.
Wystawa Suzanne Treister w Łodzi to niesamowity zimny prysznic i jednocześnie dawka dziwnej, ale potrzebnej nadziei. Przypomina, że zanim kod stanie się oprogramowaniem, najpierw musi powstać w ludzkiej wyobraźni. A skoro sami wyobraziliśmy sobie świat oplątany kablami i inwigilowany przez algorytmy, to dokładnie tak samo możemy wyobrazić sobie świat, w którym technologia służy do ratowania Ziemi, a nie tylko do serwowania nam lepiej spersonalizowanych reklam.
Jeśli będziecie w okolicach Łodzi – wpadnijcie na Gdańską 43. Wyłączcie na dwie godziny powiadomienia w telefonie, zobaczcie alchemiczny tarot dla AI i zastanówcie się, co wam się śni, kiedy myślicie o przyszłości. Bo przyszłość – jak dowodzi Treister – wcale nie jest jeszcze napisana w Pythonie.
Okładkowa ilustracja to obraz: Suzanne Treister, Fictional Video Game Stills, 1991-1992, fotografia, 50 x 40 cm. Copyright Suzanne Treister, courtesy Annely Juda Fine Art, London and P·P·O·W Gallery, New York.