Testy aut nowych

Spróbowałem nowego Superba i wygląda na to, że nie dla mnie życie w luksusie

Testy aut nowych 24.12.2019 273 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 24.12.2019

Spróbowałem nowego Superba i wygląda na to, że nie dla mnie życie w luksusie

Adam Majcherek
Adam Majcherek24.12.2019
273 interakcje Dołącz do dyskusji

Skoda lansuje odświeżonego Superba jako „nową definicję luksusu”. Sprawdziłem, czy odnalazłbym się w jej luksusowym świecie.

Słownik PWN definiuje luksus jako „warunki zapewniające wygodne życie”, a także „przyjemność, na którą można sobie rzadko pozwolić” oraz „drogi przedmiot ułatwiający lub uprzyjemniający życie”. I patrząc na to w ten sposób można zaryzykować stwierdzenie, że luksus to pojęcie bardzo względne i zależne od punktu wyjścia i oczekiwań. 

Dla jednych luksus zaczyna się na poziomie Rolls-Royce’a, inni być może odnajdą go w Skodzie.

Żebyśmy mieli jasność – parasole w drzwiach to jedyny punkt wspólny obu wspomnianych marek. No dobra, jakby jedno oko zamknąć, a drugie mocno przymknąć, to może jeszcze można by szukać podobieństw w ilości miejsca w kabinie. Bo tej w odświeżonym Superbie wciąż nie brakuje. 2841 mm dzielące obie osie pozwoliły na zaprojektowanie olbrzymiej przestrzeni pasażerskiej, a jasna, skórzana tapicerka wersji Laurin & Klement jeszcze to wrażenie potęguje.

Skoda Superb

Przyznam, że z tyłu nie spędziłem zbyt wiele czasu.

Jest przepastnie i całkiem wygodnie, przynajmniej na bocznych miejscach. Szeroka kabina pozwoliła też na przygotowanie całkiem przestronnego miejsca siedzącego na środku, więc Superbem można bez bólu podróżować z kompletem pasażerów. Albo np. można liczyć na to, że po zamontowaniu fotelików, wciąż ktoś będzie mógł wcisnąć się na środek. 

Skoda Superb L&K

Na marginesie – żeby zamontować fotelik z pomocą Isofix trzeba wyrwać plastiki osłaniające mocowania. Celowo użyłem słowa wyrwać, bo w testowym egzemplarzu by je wyciągnąć, trzeba było się z nimi mocno naszarpać. Wiadomo, nikt nie robi tego na co dzień, ale mi bardziej podobało się rozwiązanie np. z Mercedesa EQC z zaślepkami, które same się składają. 

Skoda Superb test

Dobra, jak już jesteśmy przy dzieciach, to jeszcze dodam, że szanuję opcję indywidualnego blokowania tylnych drzwi i okien. Nie każdy producent przewiduje taki wariant, a czasem może się przydać, jeśli nawet nie dla dzieci, to dla dorosłych pasażerów znajdujących się w stanie, w którym zachowują się gorzej niż dzieci. 

Skoda Superb L&K

Choć tych ostatnich można też spakować do bagażnika.

Bagażnik w Superbie dalej jest ogromny. Myślę, że jakbym się do niego wmontował, to mógłbym się w nim z powodzeniem zdrzemnąć. W testowym egzemplarzu był nawet odpowiedni kocyk (za 500 zł razem z rozkładanymi zagłówkami kanapy). A jakby mi jednak brakowało miejsca, to mógłbym złożyć oparcia kanapy korzystając z dźwigni w ściance bagażnika. Tyle, że między oparciem kanapy a podłogą pozostaje spory próg, który utrudniałby zajęcie naprawdę wygodnej pozycji.

Skoda Superb test

Tak bardziej poważnie – bagażnik jest wielki i ustawny, próg załadunkowy poprowadzono dość nisko, a zestaw uchwytów i siatek pozwoli na zapanowanie nad pakunkami. 

Skoda Superb

A co tam z przodu?

W sumie to ani w bagażniku ani na tylnej kanapie w odświeżonej wersji Superba nie pojawiło się nic nowego. Pierwszą nowością, jaką można zaobserwować po otwarciu drzwi kierowcy jest ekran, którym zastąpiono zegary. Po Audi i Volkswagenie zaczyna rozpychać się łokciami w Superbie. Virtual cockpit kosztuje 1850 zł i pozwala na dobór elementów, które chce oglądać kierowca w czasie jazdy. Ja upodobałem sobie ustawienie minimalistyczne, na którym było widać tylko zasięg i aktualną prędkość. Więcej mi w czasie jazdy nie trzeba.

Skoda Superb L&K

W pierwszej chwili trudno mi było się zaadaptować do miejsca pracy kierowcy.

Fotele są bardzo obszerne, dość płaskie i zamontowane stosunkowo wysoko. Czyli w zasadzie dokładnie tak, jak można by oczekiwać od foteli w limuzynie. Jeśli ktoś marzy o takiej kanapie – będzie zadowolony. Dla mnie są za szerokie i nie zapewniają wystarczającego podparcia bocznego. Nie wykluczam, że to celowy zabieg, który ma zniechęcić kierowcę do zbyt szybkiego pokonywania zakrętów. 

Skoda Superb test

Tu jeszcze mała dygresja o luksusie według Skody.

Owszem, skóra robi wrażenie, coś przypominające skórę na drzwiach też nie wygląda źle, ale np. na uchwycie do zamykania drzwi ów materiał znajduje się tylko z zewnętrznej strony. Chwyta się zwykły, twardy plastik. 

Skoda Superb Laurin & Klement

W kieszeniach w drzwiach znajduje się miękka wyściółka, która ma sprawić, że przewożone w nich przedmioty nie będą hałasować – super pomysł. Szkoda, że pożałowano jej od strony kabiny, tam gdzie nie sposób sięgnąć wzrokiem – przesuwające się drobiazgi i tak mają jak klekotać.

Schowek przed pasażerem jest chłodzony i pojemności mu nie brak, ale trzeba uważać, bo po naciśnięciu przycisku klapa nie otwiera się powoli, tylko opada z łoskotem i pełną prędkością. Za pierwszym razem można się zdziwić. Albo obudzić pasażera. 

Skoda Superb Laurin & Klement

W kabinie działa system podbicia głosu, który wysyła w czasie rzeczywistym głos kierowcy i pasażera do głośników na tylnej kanapie – żeby siedzący z tyłu mieli szansę usłyszeć tych, którzy siedzą z przodu. Wspaniale, ale głos w głośnikach ma minimalne opóźnienie, do którego trzeba się przyzwyczaić, bo w pierwszej chwili brzmi, jakby dwie osoby niemal jednocześnie mówiły to samo.

Jest więc niby luksusowo i dopieszczająco, ale tak nie do końca. W końcu coś musi zostać dla Bentleya, marki również z gamy VW. 

Za to bardzo fajnie działają inne nowe dodatki.

Superb może mieć teraz matrycowe reflektory LED, które wycinają ze snopu światła auta jadące z naprzeciwka. Sprawdziłem – na 400-kilometrowej trasie pokonywanej po zmroku nie zdarzyło mi się, by ktoś z przeciwka zamrugał do mnie oślepiony światłami Skody.

Skoda Superb Laurin & Klement

Swoją funkcję bezbłędnie pełnił asystent jazdy w korkach, dzięki któremu auto grzecznie sunęło w porannych wrocławskich sznurach aut zatrzymując się w razie potrzeby w bezpiecznej odległości od poprzedzającego samochodu. I wcale nie zostawiał za dużych odstępów, w które ktoś mógłby chcieć niepostrzeżenie się wcisnąć.

Skoda Superb

Nie polubiłem za to z Rear Traffic Alertu, czyli układu ostrzegającego przed samochodami nadjeżdżającymi z boku podczas wyjeżdżania tyłem z miejsca postojowego. Mimo że wycofując w lewo byłem przekonany, że nie stanowię jakiegokolwiek zagrożenia dla samochodu nadjeżdżającego na drugim pasie z prawej strony, nadgorliwy robot wcisnął hamulec i przerwał mój manewr. Oczywiście – skoro jest, lepiej by był przewrażliwiony, niż działał opieszale.

Skoda Superb

Poza miastem przydał mi się natomiast się aktywny tempomat z funkcją Predictive Control, który wykorzystuje obraz z kamery i dane nawigacji do wykrywania ograniczeń prędkości, automatycznie dostosowując do nich prędkość jazdy. Na szczęście nie trafiłem na fragmenty dróg o wątpliwym oznakowaniu i nie przeżyłem horroru jak Tymon ani nie stanowiłem zagrożenia jak kierowcy w Wielkiej Brytanii. Przyhamowywał przy wjeździe do miejscowości, reagował na ograniczenia, przyspieszał po ich odwołaniu – spokojnym tempem, bez agresji, tak jak powinno być.

Skoda Superb

A do agresji nie zachęcało zawieszenie ani silnik.

Zawieszenie DCC o zmiennej sile tłumienia ustawiałem zwykle w tryb Comfort, w którym Superb stawał się przyjemną kanapą huśtającą pasażerów na nierównościach. Zachęcał do leniwego pokonywania trasy, jednocześnie nie przechylając się nadmiernie w zakrętach. W ustawieniu sportowym zawias znacznie się utwardza, ale biorąc pod uwagę fotele, o których wspominałem wcześniej, zupełnie nie miałem ochoty korzystać z tego trybu.

Skoda Superb

Dwulitrowa benzyna o mocy 190 KM to taki plan optimum dla tego modelu. Na przyspieszenie do setki potrzebuje niecałe 8 sekund, rozpędza auto do 240 km/h, a przy spokojnej, przepisowej jeździe spala ok. 8 litrów na 100 km. Gdy jechałem bardzo leniwie – Superb spalił mi 7,3. Gdy przeniosłem się na autostradę – średnia podskoczyła do 7,6. Z jazdą po mieście na dystansie tysiąca kilometrów wyszła mi średnia 8,3 l/100 km. Jak na auto o takim gabarycie – lepiej niż dobrze. Zaznaczam, że mówię o przepisowej i spokojnej jeździe, jak na limuzynę przystało.

Skoda Superb

Jeśli ktoś chce jeździć wygodnie, ale bardziej dynamicznie, to pewnie musiałby spróbować mocniejszego wariantu z napędem na 4 koła. Zaganiana do roboty jednostka z testowego auta zaczynała głośno hałasować i nie imponowała dynamiką np. podczas wyprzedzania. Po pięciometrowej limuzynie spodziewałbym się czegoś więcej. Pod tym względem Superb najbardziej odstaje od lepiej urodzonej konkurencji.

Skoda Superb

To jest luksus czy nie? 

W kategorii „warunki zapewniające wygodne życie” – mamy wygodne, przestronne, dobrze wyposażone wnętrze i komfortowe zawieszenie. Brakło mi tylko zapewniających wygodę osiągów.  W kwestii „przyjemności, na którą można sobie rzadko pozwolić” – w Superbie nie ma rzadkich elementów, o które trudno w innych samochodach. Wszystko jest znane, sprawdzone, przemyślane i wygodne. A czy jest to „drogi przedmiot ułatwiający lub uprzyjemniający życie”? Testowy egzemplarz kosztował ok. 190 tys. zł. Jak na auto tej wielkości i z podobnym wyposażeniem – w zasadzie nie jest drogi. Czy ułatwia lub uprzyjemnia życie? Patrząc na zastosowane rozwiązania – w sumie tak. Ale to wciąż nie pozwala na jednoznaczne utożsamienie Superba z luksusem.

Skoda Superb Laurin & Klement

Ja wiem jedno – to nie auto dla mnie.

Za wielkie, za grzeczne, zbyt spokojne i… kanapowate. Ale założę się, że mój teść czy ojciec uznaliby to za ogromne zalety, włączyli podgrzewanie foteli i kierownicy i nie dali się z niego wygonić. 

fot. Piotr Barycki

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać