Ciekawostki

Polska będzie potęgą elektromobilności. Musimy tylko poczekać jeszcze prawie 200 lat

Ciekawostki 27.11.2018 51 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 27.11.2018

Polska będzie potęgą elektromobilności. Musimy tylko poczekać jeszcze prawie 200 lat

Piotr Barycki
Piotr Barycki27.11.2018
51 interakcji Dołącz do dyskusji

Kiedy w Polsce będziemy jeździć wyłącznie samochodami elektrycznymi? Policzyliśmy to – za niecałe 200 lat. Ale są jeszcze inne warianty. 

Samochody elektryczne są wszędzie – w prasie, internecie, w telewizji, w codziennych rozmowach i dyskusjach na temat przyszłości transportu. Nie ma ich tylko w jednym, kluczowym miejscu – na naszych drogach. Kiedy to się zmieni? Postanowiliśmy sprawdzić, tym bardziej, że przecież już niedługo nie tylko dieslem, ale i w ogóle samochodem z silnikiem spalinowym nie będzie można wjechać do wielu miast, a może nawet i na niektóre autostrady.

Poza tym mamy być przecież potęgą elektromobilności, mieć własny, dumny i narodowy samochód elektryczny, nasze miasta mają być ciche, czyste i nowoczesne, więc możemy się szykować już na to, że za jakiś czas trudno będzie na ulicy wypatrzyć jeżdżącego na ropę czy benzynę truciciela.

Kiedy nastąpi ten cudowny moment?

No to sprawdźmy!

Na początek przyjmijmy kilka założeń i uproszczeń:

  • Liczba mieszkańców Polski nie zmienia się z czasem i wynosi 39,97 mln
  • Liczba samochodów osobowych na osobę dąży w ciągu 20 najbliższych lat do niemieckiego poziomu (555 samochodów na 1000 mieszkańców), po czym stabilizuje się
  • Liczba nowych rejestracji to średnia z ostatnich 5 lat
  • Zapotrzebowanie na samochody elektryczne uzależnione jest od zakładanego, analizowanego wariantu
  • Hybrydy i hybrydy typu plug in to nie samochody elektryczne
  • Wszystkie obliczenia i szacunki w tym tekście obarczone są tak gigantycznym ryzykiem błędu, że należy je traktować z przymrużeniem oka.

To skoro wszystko mamy jasne – do dzieła!

Wariant pierwszy – nic się nie zmienia (wariant absurdalnie optymistyczny)

Czyli nie pojawia się żaden polski elektryczny jednorożec samochód osobowy w rewelacyjnej cenie, samochody spalinowe można kupować i rejestrować jak do tej pory, wybór wśród aut elektrycznych jest dalej kiepski, a one same – drogie. I tak dalej, i tak dalej. Żadnych cudownych (a przynajmniej sensownych) dotacji. Jest jak jest.

Żeby nie było przesadnie smutno, załóżmy trochę absurdalnie, że zostanie utrzymany wysoki trend wzrostowy z lat 2016-2017. W 2016 zarejestrowano zaledwie 114 samochodów w pełni elektrycznych, natomiast rok później – według szacunków Nissana – było to już 519 egzemplarzy. Czyli wzrost o 355 proc. albo po prostu 4,5-krotny wzrost. Niemożliwe do utrzymania na dłuższą metę, ale przyjmijmy, że mogłoby tak być – ot, po prostu ludziom spodobały się elektryki i już.

Daje to oczywiście dość ciekawe rezultaty, z których wynika, że już w tym roku zarejestrowalibyśmy ponad 2300 pojazdów wyłącznie elektrycznych, co stanowiłoby aż 0,26 proc. wszystkich pojazdów zarejestrowanych w tym roku. Aż, bo do tej pory odsetek ten wynosił 0,11 proc. wyłącznie dla pojazdów nowych.

Co byłoby dalej? W 2020 r. kupowalibyśmy już rocznie prawie 50 tys. aut elektrycznych, co dawałoby ok. 5 proc. udziału w rynku nowo rejestrowanych samochodów. Ale ogólnopolska flota aut elektrycznych dalej składałaby się z zaledwie 14 tys. pojazdów.

Potem poszłoby jednak lawinowo. W 2021 r. mielibyśmy już 285 tys. aut elektrycznych, z czego… 222 tys. kupionych właśnie w tym roku.

I teoretycznie pełna wymiana floty na elektryczną nastąpiłaby już w 2024 r., niestety musiałoby się to odbyć przy przekroczeniu zakładanego poziomu łącznych zakupów. I to sporo, bo w 2023 r. musielibyśmy kupić 4,6 mln aut elektrycznych (a w 2017 r. kupiliśmy ich zaledwie 1,3 mln), a w 2024 r – 20 mln!

Ten przypadek można więc całkowicie odrzucić, a nawet gdyby go urealnić (przyjmując maksymalną sprzedaż całkowitą jako maksymalną sprzedaż elektryków), na pełną wymianę poczekamy do 2045 r.

Wariant drugi – nic się nie zmienia (ale już tak realistycznie)

Choć nadal z nutką optymizmu, czyli przy założeniu podobnego wzrostu do zeszłorocznego, ale w ujęciu liczbowym, nie procentowym. Co rok sprzedaż zwiększa się więc o około 400 egzemplarzy.

Rezultat? Zastąpienie dotychczasowej floty autami elektrycznymi – przy założeniu, że samochody z silnikami spalinowymi będą się po prostu biodegradować (w tym natychmiast po zakupie), natomiast auta elektryczne będą wieczne – nastąpi w… 2202 roku.

Tak, w takim układzie dopiero za ponad 184 lata polska flota aut elektrycznych dorówna wielkością obecnej flocie spalinowej.

Spokojnie, zdążymy jeszcze pojeździć dieslami.

Wariant trzeci – rząd dotrzymuje słowa

Czyli do 2025 r. mamy na drogach milion samochodów elektrycznych. Rządowi chodziło prawdopodobnie o wszystkie typy pojazdów, w tym autobusy i inne auta użytkowe, ale że była to deklaracja niezobowiązująca, to niezobowiązująco założymy, że chodziło o auta osobowe.

Jak do tych planów przystawałyby dwa poprzednie warianty? W pierwszym, tym absurdalnym, w 2025 r. mielibyśmy zrealizowany plan z ogromną nawiązką, ale na to oczywiście nie ma żadnych szans. W drugim wariancie do 2025 r. po naszych drogach jeździłoby mniej niż 20 tys. pojazdów elektrycznych. Też kiepsko.

Jakie więc musiałoby być tempo wzrostu sprzedaży elektryków? Dokładnie 2,407 raza każdego roku. Wtedy w 2025 r. po naszych drogach – zakładając długowieczność pojazdów elektrycznych – jeździłoby odrobinę ponad milion aut na prąd.

Przy czym cały ten plan zakłada, ze w 2023 r. kupilibyśmy 100 916 egzemplarzy pojazdów elektrycznych, rok później – ponad ćwierć miliona, a jeszcze w 2025 – prawie 600 tys. Mało realne.

A nawet i w tym przypadku musielibyśmy poczekać jeszcze co najmniej do połowy 2029 r. na wymianę wszystkich aut na elektryczne. Przy czym prawie 20 mln z nich kupilibyśmy… właśnie w 2029 r. Odrzucając ten absurdalny wątek i zakładając, że od 2029 r. całość sprzedaży to auta elektryczne, pełna elektryfikacja potrwa do 2047 r.

Wariant czwarty – będziemy rosnąć jak Europa (dziś)

Według danych przygotowanych przez ACEA, w pierwszym kwartale tego roku liczba rejestracji nowych pojazdów elektrycznych wzrosła o ok. 34 proc. rok do roku. Oczywiście trudno zakładać, że ten parametr utrzyma się przez najbliższe lata, biorąc pod uwagę, z jak małej liczby bazowej jest wyliczany, ale spróbujmy przyjąć, że w Polsce uda się uzyskać i utrzymać takie tempo wzrostu. Czyli w tym roku sprzeda się niecałe 700 elektryków, w przyszłym ponad 900, potem ok. 1250, i tak dalej, i tak dalej.

Co wtedy? Wtedy w 2041 r. będziemy mogli świętować wiekopomną chwilę, kiedy to auta elektryczne będą stanowić na polskich drogach… 10 proc. wszystkich pojazdów.

Na pełną wymianę floty będzie trzeba natomiast poczekać aż do 2049 r., a i to przy założeniu, że tak bardzo pokochamy pojazdy na prąd, że będziemy ich kupować nawet sześciokrotnie więcej, niż teraz kupujemy wszystkich pojazdów spalinowych.

Ten scenariusz jest również jest niestety mało prawdopodobny, przynajmniej jeśli chodzi o pełną wymianę wszystkich aut. Żeby zdążyć do 2049 r., musielibyśmy od 2043 r. kupować więcej elektryków, niż teraz kupujemy normalnych aut. Czyli też taka opcja nie przejdzie.

Urealniając te wyliczenia, przyjmijmy, że od 2043 r. 100 proc. sprzedaży to auta na prąd. Wymiana całej floty w takiej rzeczywistości potrwałaby do… 2064 r.

Wariant piąty – w 2030 r. zakazuje się sprzedaży i rejestracji samochodów z silnikami spalinowymi

W uproszczeniu – do poprzedniego wariantu dodajemy małą zmianę. Od 2030 r. całość sprzedaży obejmuje wyłącznie auta elektryczne. W końcu jeśli ktoś ma jeździć samochodem, to i tak go sobie kupi.

Byłoby to przy tym spore wsparcie dla samochodów elektrycznych, bo oznaczałoby przeskok z rocznej sprzedaży na poziomie niecałych 17,5 tys., na… prawie 899 tys.

Ale żeby nie było idealnie – nawet i przy takim układzie pozbycie się wszystkich aut spalinowych z rynku (zakładając, że po prostu będą kolejno znikać) potrwa do 2054 r.

Wariant szósty – Unia Europejska uznaje, że samochody elektryczne są jednak szkodliwe

Czyli wariant najbardziej prawdopodobny. Za 10 lat, czyli już po tym, jak wszyscy pogodzą się z wizją elektryfikacji i kupią nowe, ekologiczne auto elektryczne w atrakcyjnym leasingu 321093012 proc., Unia uzna, że nigdy nie twierdziła, że samochody na prąd są właściwe i z dnia na dzień będzie mogli nimi wjechać w coraz mniej i mniej miejsc.

A wtedy pozostanie nam już tylko zamówić rower cargo, przejść się po niego 20 km na piechotę do sklepu na obrzeżach miasta (przecież nikt nam go nie dowiezie, bo jak i czym) i odjechać w siną dal, ciesząc się, że już nigdy nie będziesz musiał wybierać ani serwisować samochodu…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie