Wiadomości

Tesla kontra reszta świata. Niemiecka trójca jeszcze niegroźna dla imperium Elona Muska

Wiadomości 06.09.2018 49 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 06.09.2018

Tesla kontra reszta świata. Niemiecka trójca jeszcze niegroźna dla imperium Elona Muska

Adam Majcherek
Adam Majcherek06.09.2018
49 interakcji Dołącz do dyskusji

Wrzesień miał być miesiącem premier gwoździ do trumny Tesli. W przeciągu 2 tygodni zobaczymy trzy najważniejsze premiery Mercedesa, BMW i Audi (kolejność zamierzona) ostatnich lat.

Czwartego września, w dniu premiery Mercedesa EQC, Goldman Sachs zalecał inwestorom sprzedawanie akcji Tesli, zapowiadając, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy wartość akcji firmy spadnie o 30 proc. W efekcie na koniec dnia akcje Tesli kosztowały o 4,2 proc. mniej, niż przed opublikowaniem przewidywań Goldman Sachs. 

Wieczorem Dieter Zetsche (prezes Daimler AG), ubrany w marynarkę, jeansy i trampki, zaprezentował EQC, twierdząc, że „nie ma alternatywy – trzeba postawić na samochody elektryczne i my stawiamy na nie całkowicie”. I pokazał światu nowego SUV-a, pierwszego wyprodukowanego w ramach rodziny EQ – rodziny elektrycznych modeli Mercedesa.

Tego samego dnia Audi pochwaliło się rozpoczęciem seryjnej produkcji swojego pierwszego elektrycznego SUV-a, którego pokaże światu 17 września. BMW pokazało kolejne zapowiedzi konceptu iNEXT, który zaprezentuje w przyszłym tygodniu w czterech różnych miastach świata. 

I tak patrząc na tę przepychankę, można pomyśleć, że Niemcom wcale nie chodzi o Teslę. 

Jasne jest, że jeśli żaden z nich nie pokaże niczego spektakularnego, w żaden sposób nie przykryją sukcesu Tesli. Przynajmniej tego wizerunkowego. To firma Muska pokazała, ża da się produkować samochody elektryczne zapewniające sensowny zasięg i wygodę użytkowania. Wciąż co prawda nie pokazała, że da się na nich zarabiać, ale podobno i to ma w planie. Teraz, by przeskoczyć wynik Tesli, ktoś musiałby zaprezentować samochód znacznie lepszy – np. o znacznie większym zasięgu na jednym ładowaniu. A na to się nie zanosi.

Jaguar I-Pace, dysponujący akumulatorem o pojemności 90 kWh, według normy WLTP ma przejeżdżać 480 km. W rzeczywistości według ostatniego testu opublikowanego przez Auto Świat przejeżdża 313 km. Czyli jakieś 65 proc. obiecanego wyniku. Dla porównania Tesla Model S obiecuje 461 km, a w tym samym teście przejeżdża 422. Model X, jedyny SUV Tesli, największy i najcięższy w gamie firmy, obiecuje zasięg 430 km, a przejeżdża 400. Fakt, oba te modele mają akumulator o pojemności 100 kWh, ale są większe i cięższe od I-Pace. I realny zasięg w obu przypadkach wynosi ponad 90 proc. zapowiedzi producenta.

Na tym tle EQC przegrywa już na dzień dobry. 

W informacji prasowej Mercedes podał wynik według przestarzałej normy NEDC, jeszcze dalszej od rzeczywistości niż WLTP. Zakładane 450 km, osiągnięte na akumulatorach o pojemności 80 kWh, według ekspertów może się przełożyć na realny zasięg ok. 200 mil, czyli 320 km. O włos więcej niż I-Pace w cytowanym teście, ale odczuwalnie mniej niż w przypadku obu modeli Tesli. I informacja o zasięgu EQC została w branży przyjęta z rozczarowaniem. Oznacza, że Mercedesowi po latach pracy nie udało się osiągnąć tego, co Tesla potrafi już od kilku lat.

Oczywiście prezes Zetsche podczas prezentacji stwierdził, że EQC wcale nie musi mieć największego zasięgu ani najpojemniejszego akumulatora. Wystarczy, że całościowo będzie perfekcyjny, komfortowy, bezpieczny itd.  Według niego właśnie ta suma zalet będzie dla klientów ważniejsza niż maksymalizacja zasięgu. Z podobnego założenia wychodzi Audi i BMW, bo zapowiadają, że ich elektryczne SUV-y – e-tron i IX3 – będą miały zasięg ok. 400 km. Zasięg według norm – zobaczymy, jak przełoży się na wynik w realnym świecie. 

W kwestii akumulatorów póki co Tesla nie ma sobie równych

Ale wygląda na to, że pod względem elektrycznych układów napędowych Tesla wciąż nie ma konkurencji. Insideevs, powołując się na Bloomberga, donosi, że Tesla do spółki z Panasonikiem jest liderem w dziedzinie konstrukcji akumulatorów. Produkuje wydajne akumulatory o obniżonej zawartości kobaltu i jako jedyna potrafiła w 2017 r. wytworzyć akumulatory w cenie 120 dol./kWh. Musk zapowiada, że w 2018 r. zejdzie do 100 dol.

Do tego produkuje akumulatory, które potrafią utrzymać pojemność na wysokim poziomie przez długie lata. I nie zanosi się, by w najbliższych latach komuś udało się to zrobić równie dobrze.

Lepszy wróbel w garści

Z jednej strony mamy więc Teslę, która produkuje samochody z porządnym, elektrycznym układem napędowym, ale nie ma rozwiniętej sieci dealerskiej, a co za tym idzie, boryka się z problemami z serwisem i wciąż nie przynosi zysków. Z drugiej Mercedesa, który pewnie zadbał o to, by EQC jakościowo nie odbiegał od pozostałych modeli marki, ma dobrze rozwiniętą sieć serwisową i lata doświadczenia w budowaniu samochodów z półki premium. I zapowiada, że od pierwszego egzemplarza będzie na EQC zarabiał. Albo przynajmniej nie będzie tracił. 

Różni ich jednak to, że Musk ma już produkt na rynku od kilku lat i wciąż nie jest w stanie zaspokoić popytu. A Zetsche pokazał model, który niby jest już produkcyjny, ale do produkcji faktycznie wejdzie w przyszłym roku. W drugiej połowie. A na rynku pojawi się w 2020 r. I co więcej – spuścił z tonu w temacie zapowiedzi, co będzie dalej. Już nie zapowiada, że w 2025 r. co czwarty sprzedany Mercedes będzie miał napęd elektryczny. Jest ostrożniejszy i zapowiada wynik bliższy 15 proc. Audi rozpoczęło produkcję e-trona i zbiera zamówienia. I zapowiada, że do 2025 r. sprzeda 800 tys. hybryd i elektryków. BMW wprowadzi IX3 do sprzedaży za dwa lata. Tak przynajmniej zapowiada.

Niemcy zapowiadają, a Tesla robi. Ale jak faktycznie ruszą, to trzeba się liczyć z tym, że Tesla straci swoją uprzywilejowaną pozycję. Możliwe jednak, że zanim to nastąpi, Musk zdąży się wyprowadzić na Marsa. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać