REKLAMA

NASA ma dość czekania latami na nowe misje. Właśnie zmienia zasady

NASA zamierza skrócić czas potrzebny na wybór nowych misji naukowych niemal o połowę. Zamiast wieloletnich procedur, naukowcy mają otrzymać prostszy sposób przedstawiania swoich pomysłów.

NASA ma dość czekania latami na nowe misje. Właśnie zmienia zasady
REKLAMA

Nowe zasady nazwano Competition Model 2.0. W przypadku części programów czas trwania procedur ma spaść z 35 do około 19,5 miesiąca, a mniejsze przedsięwzięcia będą wybierane jeszcze prościej. NASA chce w ten sposób szybciej podejmować decyzje, ograniczyć wydatki na przygotowywanie projektów i zwiększyć liczbę realizowanych badań.

REKLAMA

NASA przyznaje, że przygotowanie misji trwa zdecydowanie za długo

Przez lata naukowcy zainteresowani realizacją własnej misji kosmicznej musieli przechodzić przez rozbudowany proces konkursowy. Sam pomysł na przełomowe badania nie wystarczał. Już na stosunkowo wczesnym etapie trzeba było przedstawić szczegółowe założenia techniczne, harmonogramy, koszty i plan organizacyjny całego przedsięwzięcia.

Przygotowanie takiej dokumentacji wymagało do tej pory zaangażowania specjalistów z wielu dziedzin, często przez długie miesiące. Problem polegał na tym, że znaczna część projektów ostatecznie nie otrzymywała finansowania. Naukowcy poświęcali więc ogromne zasoby na dopracowywanie koncepcji, które nigdy nie trafiały do realizacji.

REKLAMA

W liście skierowanym 21 października do środowiska naukowego Nicola Fox, szefowa Dyrektoriatu Misji Naukowych NASA, przyznała, że dotychczasowy system był zbyt skomplikowany i nieprzewidywalny. Proces wyboru potrafił zajmować lata, a problemy związane z zarządzaniem kontraktami i finansowaniem dodatkowo utrudniały pracę zespołów badawczych.

Nowy administrator NASA, Jared Isaacman, polecił więc przygotowanie rozwiązania, które pozwoli szybciej podejmować decyzje o realizacji misji. Zmiany mają objąć znaczną część programów naukowych agencji, od niewielkich satelitów po ambitne sondy badające Układ Słoneczny.

REKLAMA

Z 35 miesięcy do 19,5. NASA chce skrócić procedury o 45 proc.

Największa zmiana dotyczy programów Astro-Probes, New Frontiers i Discovery. To właśnie w ich ramach wybierane są projekty pozwalające badać planety, księżyce, asteroidy oraz odległe obiekty astronomiczne.

Jak pisaliśmy już przy okazji konkursu NASA, w którym o finansowanie rywalizowały propozycje wysłania sond do Wenus oraz w okolice Io i Trytona, zespoły najpierw otrzymywały środki na przygotowanie szczegółowych koncepcji. Dopiero po kolejnej rundzie ocen agencja podejmowała decyzję, które przedsięwzięcia zostaną zrealizowane.

REKLAMA

Competition Model 2.0 zachowuje dwuetapowy charakter takiego konkursu, ale znacząco zmienia jego przebieg. W pierwszej rundzie naukowcy będą musieli przedstawić przede wszystkim uzasadnienie naukowe, plan realizacji badań oraz wstępną koncepcję techniczną misji. Nie będzie już konieczne przygotowywanie tak rozbudowanej dokumentacji jak dotychczas.

NASA szacuje, że pozwoli to ograniczyć objętość materiałów wymaganych na początkowym etapie o około połowę. Dzięki temu autorzy pomysłów będą mogli skoncentrować się na wartości naukowej przedsięwzięcia, zamiast od razu angażować ogromne zespoły do opracowywania kosztorysów i szczegółów konstrukcyjnych.

REKLAMA

Dopiero w kolejnym etapie wybrane propozycje przejdą pogłębioną analizę wykonalności. NASA zakłada, że skróci to czas od ogłoszenia konkursu do wyboru projektu w drugim etapie z dotychczasowych 35 do około 19,5 miesiąca. Oznacza to przyspieszenie nawet o 45 proc., choć nie jest jeszcze gwarancją równie szybkiego budowania i wystrzeliwania sond.

Naukowcy nie będą musieli wszystkiego robić sami

W nowym modelu zdecydowanie ważniejszą rolę niż dotychczas otrzymają dwa ośrodki NASA: Goddard Space Flight Center oraz Jet Propulsion Laboratory. To właśnie ich specjaliści mają pomagać w sprawdzaniu, czy proponowane misje da się rzeczywiście zbudować i zrealizować w określonym budżecie.

REKLAMA

Na etapie szczegółowych analiz oceniane będą nie tylko cele naukowe, lecz także możliwości techniczne, harmonogram i ryzyko. W niektórych projektach Discovery i New Frontiers możliwy będzie również udział Johns Hopkins Applied Physics Laboratory, pod nadzorem Goddard.

Ostateczny wybór jednej misji będzie następował w trakcie wczesnej fazy opracowywania projektu. Zespoły, które odpadną z konkursu, nie będą musiały kontynuować kosztownych prac nad koncepcjami pozbawionymi szans na finansowanie.

REKLAMA

To na pewno będzie szczególnie ważne dla mniejszych grup badawczych. Dotychczas zespoły dysponujące dużym zapleczem finansowym i technicznym miały naturalną przewagę przy przygotowywaniu rozbudowanej dokumentacji. NASA deklaruje, że teraz nawet naukowcy bez wsparcia wielkiej uczelni lub przedsiębiorstwa będą mogli konkurować przede wszystkim jakością proponowanych badań.

Podobny model ma objąć programy MIDEX i Earth Explorer, przy czym w ich przypadku NASA dopuszcza szerszy udział uniwersytetów oraz prywatnych partnerów technicznych. Również tutaj zakłada skrócenie procedur nawet o 45 proc.

REKLAMA

Małe misje dostaną jeszcze prostsze zasady

Agencja przygotowała również dalej idące uproszczenia dla najmniejszych przedsięwzięć. Programy SMEX, Earth Venture, Missions of Opportunity oraz projekty realizowane jako dodatkowe ładunki na innych statkach kosmicznych mają przejść na jednoetapowy model konkursowy.

Zamiast kilku rund ocen przewidziano pojedynczą procedurę, mniejsze zespoły recenzentów oraz zdalne wizyty sprawdzające przygotowanie wykonawców. Według NASA czas potrzebny do ostatecznego wyboru projektu może spaść z około 32 do 19 miesięcy, czyli nawet o 40 proc.

REKLAMA

Takie podejście będzie mieć znaczenie zwłaszcza dla niewielkich satelitów i instrumentów naukowych, które można wysyłać w kosmos przy okazji większych misji. Rozwój komercyjnego rynku startów sprawił, że nie zawsze trzeba już organizować osobny lot rakiety dla każdego eksperymentu.

NASA chce wykorzystać tę zmianę również na etapie projektowania statków. W przyszłych konkursach większe znaczenie mają mieć gotowe komercyjne platformy satelitarne, podzespoły i usługi obsługi misji. Pozwoliłoby to ograniczyć konieczność opracowywania każdego elementu od podstaw.

REKLAMA

To rozwinięcie kierunku, o którym pisaliśmy już przy okazji ogłoszenia amerykańskiej polityki zakładającej znaczne zwiększenie liczby operacji kosmicznych i szersze korzystanie z prywatnych usług transportowych. Teraz podobne podejście ma objąć również organizację badań naukowych.

Szybsze misje, ale ostrzejsze rozliczanie pieniędzy

Reforma nie sprowadza się wyłącznie do ułatwień dla naukowców. NASA zamierza także zaostrzyć kontrolę kosztów i harmonogramów. Projekty, które przekroczą ustalone limity, mogą ponieść konsekwencje, włącznie z całkowitym zakończeniem finansowania.

REKLAMA

Pamiętajmy, że agencja od lat zmaga się z rosnącymi kosztami dużych przedsięwzięć kosmicznych, a każde wieloletnie opóźnienie może blokować środki przeznaczone na kolejne badania.

Opisywaliśmy już, jak zmiany planów NASA doprowadziły do sytuacji, w której elementy programu Artemis o łącznej wartości kontraktowej 5,9 mld dol. przestały pasować do nowej koncepcji eksploracji Księżyca. Choć obecna reforma nie dotyczy bezpośrednio tego programu załogowego, pokazuje szerszy problem zarządzania skomplikowanymi projektami.

REKLAMA

Przeczytaj także:

Jeszcze wyraźniejszym przykładem trudności w realizacji badań planetarnych jest Mars Sample Return. Dotychczasowa koncepcja sprowadzenia próbek z Marsa znalazła się w poważnym kryzysie finansowym. Nawet misja o ogromnym znaczeniu naukowym może zostać zagrożona, jeżeli jej koszty i harmonogram wymkną się spod kontroli.

NASA zakłada, że dokładniejsza ocena wykonalności projektów już na początkowych etapach pozwoli wcześniej identyfikować podobne zagrożenia. Nie oznacza to jednak automatycznego rozwiązania problemu ograniczonych budżetów. Prostszą procedurę konkursową nadal trzeba będzie połączyć z pieniędzmi wystarczającymi na budowę, start i późniejsze prowadzenie misji.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: NASA

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA