UOKiK bierze się za Google'a. Koniec darmowego żerowania na cudzej pracy
UOKiK postawił zarzuty Google'owi w związku z nieuczciwym wykorzystaniem pozycji rynkowej w relacjach z polskimi wydawcami medialnymi. Zastrzeżenia budzą przede wszystkim kwestie wynagrodzeń za wykorzystanie artykułów prasowych.

Google od dłuższego czasu wykorzystuje w swojej wyszukiwarce mechanizm przeglądów AI. To modele sztucznej inteligencji, które podsumowują informacje na temat wyszukiwanej frazy bezpośrednio w górnej części strony wyników. Funkcja ta zmieniła nawyki użytkowników - zamiast klikać w wyświetlony poradnik lub inny tekst, wygodniej jest przeczytać podsumowanie wygenerowane przez AI. Z kolei wydawcy, od których pochodzą te informacje, tracą ruch oraz przychody. UOKiK postanowił ukrócić te praktyki.
UOKiK stawia zarzuty Google'owi
Zasadniczym problemem pozostaje fakt, że podsumowania AI wykorzystują treści tworzone przez niezależnych twórców. Zamiast odsyłać do autorskich treści, Google promuje podejście polegające na ich syntezowaniu przez sztuczną inteligencję.
Reklamy wyświetlane obok (np. związane z wyszukiwanymi produktami) przynoszą przychód operatorowi serwisu - w tym przypadku firmie Google. Niezależni wydawcy, tacy jak Spider’s Web, z kolei tracą ruch, a co za tym idzie - przychody. Wdrożona w 2024 roku unijna nowelizacja prawa autorskiego miała temu zapobiec, chroniąc ekonomiczne podstawy działania niezależnej i pluralistycznej prasy.
Przepisy miały wzmocnić pozycję wydawców na rynku cyfrowym i zezwoliły serwisom internetowym na korzystanie z publikacji w zamian za wynagrodzenie. Jednak Google - właściciel największej wyszukiwarki na świecie - nie podpisał z większością polskich redakcji umów określających warunki finansowe korzystania z ich prac ani nie ustalił z nimi stawek.
Sprawa nie dotyczy wyłącznie treści wyświetlanych w wyszukiwarce internetowej, ale również usług Google News oraz Google Discover, które generują kluczowy ruch dla większości polskich portali. UOKiK ma zastrzeżenia głównie co do sposobu, w jak gigant technologiczny prowadził negocjacje z organizacjami reprezentującymi wydawców.
Podejrzenia nadużywania pozycji dominującej
Google, proponując stawki, nie przedstawił żadnych twardych danych pozwalających na ich weryfikację. Nie wskazał też, w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych i jak generuje z nich przychody. Brakowało również odpowiednich dokumentów. Innymi słowy, wydawcy nie mogą zweryfikować, czy przedstawiona im oferta jest opłacalna, ani tym bardziej zaproponować własnej stawki.
Postępowanie UOKiK dotyczy podejrzenia nadużywania przez Google pozycji dominującej na rynku. Urząd podkreśla, że podmiot rynkowy o takim statusie nie może wykorzystywać swojej przewagi do narzucania innym partnerom nieuczciwych warunków. Zarzuty dotyczą czterech spółek: Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Maksymalna kara za nadużywanie pozycji dominującej może wynieść 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorstwa.
UOKiK nie obrał jednak pozycji negocjatora w sporze między Google a wydawcami prasy. Działania organu mają na celu sprawienie, że jeśli obie strony nie dojdą do porozumienia, UOKiK będzie mógł wyznaczyć wysokość wynagrodzenia.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce sprzętu i oprogramowania, a także telekomunikacji. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.