REKLAMA

Pokrzyczeliście, cofnęliście subskrypcje i... poszliście kupować. Pizza Książula to hit 

Internetowe afery swoje, rzeczywistość swoje - co pokazuje najlepiej przykład pizzy Książula, która trafiła do Żabki. 

ksiazulo
REKLAMA

Gdyby streścić niedawną żarliwą awanturę na temat mrożonej pizzy komuś, kto nigdy podobnego internetowego sporu nie obserwował, ten mógłby uznać, że kariera kulinarnego youtubera niechybnie musi dobiec końca. Zarzuty były przecież mocne - grzmiano: "sprzedał się", "odszedł od korzeni", "zhańbił symbol Muala" - a rozczarowanych wielu. 

REKLAMA

Przyglądając się opiniom w czasie największej burzy, która przetoczyła się przez internet, miałem jednak wrażenie, że oskarżyciele nieco przesadzają. Ich złość wydawała się poniekąd zrozumiała, bo darzyli twórcę dużym zaufaniem i autorytetem, ale mimo wszystko nie doszukałem się zdrady czy niekonsekwencji. Wręcz przeciwnie: mrożona pizza dostępna na każdym kroku była całkiem logicznym produktem, pasującym do kulinarnych zainteresowań samego Książula, smakosza fastfoodów. 

Internetowy gniew był spory. Sam Książulo przyznawał, że liczba subskrypcji spadła o co najmniej 20 tys. Na początku, jak wynikało z analizy Res Futura, krytyka dominowała - aż 71 proc. zaobserwowanych komentarzy było negatywnych. Z czasem złość spadła, ale i tak większość nie stanęła murem za youtuberem. 

REKLAMA

Już wtedy pojawiały się głosy, że Książulo na całym zamieszaniu na pewno nie straci. Jasne, obrywał, i to mocno, na dodatek tym boleśniej, bo od swoich. Zwracano jednak uwagę, że najgorsza jest obojętność, a mrożona pizza jeszcze przed włożeniem do piekarnika była bardzo gorącym towarem. Nawiązując do słynnego internetowego obrazka, niektórzy uspokajali - Książulo na pewno będzie miał czym wycierać łzy. 

REKLAMA

Wygląda na to, że faktycznie wszyscy ruszyli do Żabki sprawdzić, jak smakuje słynny produkt popularnego youtubera. 

Udaje nam się sprzedawać więcej sztuk tego produktu, niż się spodziewaliśmy - powiedział w rozmowie z "Pulsem Biznesu" Tomasz Blicharski z Grupy Żabka. 

REKLAMA

Zainteresowanie jest na tyle duże, że produkcja nie nadąża za popytem i w niektórych sklepach pizz zwyczajnie brakuje.

Oczywiście marketingowy i finansowy sukces nie musi oznaczać tego, że rozczarowani twórcą jeszcze do niego na kanał wrócą. Być może obrażeni zdania nie zmienią. Niewykluczone, że oni pizzy zgodnie z zapowiedziami nie przetestowali, a ogromna sprzedaż to zasługa ciekawskich obserwatorów - tych, którzy Książula ani nie wielbili, ani nie krytykowali. Przyciągnął ich zamęt i fakt, że o produkcie zrobiło się wyjątkowo głośno. 

REKLAMA

Komentarze w sieci swoje, rzeczywistość swoje - jakże często okazuje się to być prawdą. Mamy kolejny dowód

Na szczęście, powinno się w tym przypadku dodać, bo przecież od samego początku gniew ludu był przesadzony. Wynikał nie z faktycznej zdrady ideałów youtubera, a błędnych założeń, że Książulo to dalej zwykły chłopak z osiedla, który nie wywinie żadnego krzywego numeru. Sam doskonale wiem, że największe rozczarowanie jest wtedy, gdy człowiek sobie coś wymyśli, a potem rzeczywistość nie jest w stanie sprostać tym wymaganiom. Tyle że doskonale zdaję sobie sprawę, że to moja wina i nierzadko zbyt wygórowanych oczekiwań czy założeń. I chyba tak właśnie było w tym przypadku.

Sprawdziło się też to, o czym dawno pisał Rafał Gdak: czasami warto po prostu rozluźnić pięści. Nie jest to łatwe w dzisiejszych czasach, gdzie prawie że wszystko zmierza w kierunku sporów. Potem jednak okazuje się, że nie warto było krzyczeć, bo awantura nie była tak ważna, jak się zdawało.

REKLAMA

Z drugiej strony można się zastanawiać, czy dzisiejsi idole mogą być w ogóle zatapialni. Oczywiście nie życzę nikomu porażek ani zawodów, ale od dłuższego czasu można odnieść wrażenie, że współczesnym celebrytom jest w stanie wszystko ujść na sucho. Zaznaczam, że moim zdaniem Książulo nie zasłużył na aż taką krytykę, więc akurat jego ta refleksja dotyczy najmniej, prawie wcale.

Są jednak twórcy, którzy przeskrobują coś regularnie, a mimo to ich kolejny podcast czy wywiad wykręcają niebotyczne liczby

Coś przyciąga do ekranu, mimo ewidentnych przewin, nieodpowiednich słów czy zachowań.

REKLAMA

Pojawiły się jednak sugestie, że zbliża się kres wiary w influencerów. Z badań PayBack, o których pisała "Rzeczpospolita", wynikało, że dla 61 proc. Polaków treści publikowane w mediach społecznościowych nie mają wpływu na decyzje zakupowe lub "wpływ ten jest niewielki". Jedynie 8 proc. korzysta z takich polecajek. 

Katarzyna Grzywaczewska, dyrektor w PayBack Polska, stwierdziła, że zachowujemy krytyczne spojrzenie i zdrowy dystans, zarówno do opinii negatywnych, jak i komentarzy pełnych zachwytów. 

REKLAMA

- Kontakt z daną treścią nie zawsze wywołuje u nas natychmiastową reakcję i prowadzi do impulsowego zakupu - przekonywała. 

Cóż, wydaje się, że akurat przykład pizzy sygnowanej twarzą Książula i popularnym hasłem, raczej temu przeczy. Ciekawość mimo wszystko bierze górę. 

REKLAMA

A może po prostu to nic nowego. Od lat ludzie powtarzają, że reklama na nich nie działa. Chcą w to wierzyć, ale potem sięgają akurat po produkt X, a nie Y. I teraz też jest podobnie. Niby nie ulegamy czarowi internetowych gwiazdek, ale jednak mają większy wpływ na nasze życie, niż chcielibyśmy to przyznać. Trudno się z tej gry wypisać i uznać: "nie interesuję mnie to!".

Teraz kryzys wizerunkowy przeżywa inna internetowa sława, Andziaks. I choć opinie również są stanowcze, a krytyka mocna, to wydaje się, że za chwilę wszystko ucichnie, a świat pójdzie swoją drogą. Co oznacza, że i tak wróci do śledzenia poczynań internetowej sławy, która na chwilę znalazła się na cenzurowanym.

REKLAMA

I to wcale nie oznacza niczego złego - trzeba wybaczać, dawać drugą szansę itd. Internet jednak wbrew pozorom nie zawsze jest pamiętliwy i nieugięty, jak lubi o sobie myśleć spora część komentariatu.  

Zdjęcie główne: Robson90 / Shutterstock.com

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.

REKLAMA
REKLAMA