Te głośniki mają ponad 30 lat i nadal wyglądają jak przyszłość. Grają w Warszawie
To jedne z najbardziej niezwykłych głośników, jakie kiedykolwiek powstały. Bowers & Wilkins Nautilus przyjechały do Warszawy i są jedną z największych atrakcji Audio Video Show 2026.

Są takie produkty, przy których metryka zwyczajnie przestaje się zgadzać. Patrzysz na nie i jesteś przekonany, że musiały powstać niedawno, najwyżej kilka lat temu. Tymczasem Bowers & Wilkins Nautilus zadebiutowały ponad trzy dekady temu. Producent nadal ma je w ofercie, nadal powstają ręcznie w Wielkiej Brytanii i nadal wyglądają bardziej futurystycznie od znacznej części współczesnego high-endu.
Teraz można ich posłuchać w Warszawie. Nautilusy są jedną z atrakcji Audio Video Show 2026, które od 23 do 25 października odbywa się na PGE Narodowym oraz w hotelach Radisson Blu Sobieski i Golden Tulip. Same muszlowate kolumny trafiły na PGE Narodowy, do Studia TV1.
Czytaj też:
I wiecie co? W wystawie pełnej urządzeń kosztujących tyle co mieszkania, a niekiedy kilka mieszkań, właśnie spotkanie z konstrukcją sprzed ponad 30 lat okazuje się jednym z ciekawszych doświadczeń. Bo Nautilus nie potrzebuje dopisku „2026”, żeby zwrócić na siebie uwagę.
To nie jest kolumna, którą projektowano z linijką

Pierwsze zetknięcie z Nautilusem ma w sobie coś zabawnego. Przez lata można oglądać zdjęcia tej konstrukcji, znać charakterystyczną spiralę, kojarzyć wystające z niej tuby i wiedzieć, że jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych projektów Bowers & Wilkins. Dopiero spotkanie z nią w świecie rzeczywistym uświadamia jednak, jak radykalnym obiektem jest Nautilus.
Trudno nawet znaleźć w nim to, co intuicyjnie uznajemy za obudowę kolumny. Nie ma klasycznego wysokiego prostopadłościanu, frontu z przetwornikami ustawionymi jeden nad drugim ani skrzyni, którą można mniej lub bardziej dyskretnie wkomponować między telewizor i regał. Jest za to forma przywodząca na myśl morską muszlę, z której wyrastają zwężające się ku końcom elementy.
I nie, nie jest to ekstrawagancja wykonana przez stylistów po to, żeby high-endowy sprzęt wyglądał odpowiednio drogo. Właśnie tutaj Nautilus robi się najciekawszy.
Bowers & Wilkins tłumaczy, że jego charakterystyczne, długie i zwężające się tuby służą pochłanianiu niepożądanej energii emitowanej przez tylną część membrany. Zamiast pozwalać tej energii odbijać się wewnątrz konwencjonalnej obudowy, konstrukcja ma ją stopniowo wygaszać. Największą z tych struktur trzeba było jednak jakoś zmieścić w urządzeniu nadającym się do ustawienia w pomieszczeniu. Rozwiązaniem okazało się jej zwinięcie. Stąd muszla, stąd nazwa i stąd jedna z najbardziej niezwykłych sylwetek w historii sprzętu audio. To kapitalny przykład sytuacji, w której wzornictwo przemysłowe nie zostało doklejone do inżynierii. Ono z niej wynika.
W środku tej muszli jest bardzo poważna inżynieria
Nautilus jest konstrukcją czterodrożną. Za bas odpowiada 300-milimetrowa aluminiowa membrana. Wyżej pracuje 100-milimetrowy przetwornik z membraną o konstrukcji aluminiowo-polimerowej, następnie 50-milimetrowa aluminiowa kopułka średniotonowa, a najwyższe częstotliwości obsługuje 25-milimetrowa aluminiowa kopułka. Punkty podziału przypadają na 220 Hz, 880 Hz i 3,5 kHz.

Jeszcze ciekawiej zaczyna się robić wtedy, gdy przyjrzymy się sposobowi napędzenia całej konstrukcji. Nautilus wykorzystuje zewnętrzną aktywną zwrotnicę działającą przed końcówkami mocy. W praktyce każdy głośnik wymaga czterech kanałów wzmacniających, czyli system stereo potrzebuje ich łącznie osiem. Dostępne dane techniczne wskazują przy tym na zalecane 100 do 300 W mocy wzmacniacza.
To ważne, bo pozwala spojrzeć na Nautilusa z odpowiedniej perspektywy. Nie jest to po prostu egzotycznie wyglądająca para kolumn, do której podłącza się wzmacniacz i zaczyna zastanawiać, czy kable zostały ułożone zgodnie z fazami Księżyca. To kompletny pomysł na sposób działania zestawu głośnikowego, obejmujący obudowy przetworników, tłumienie energii emitowanej do tyłu oraz aktywny podział pasma.Pod tym względem wiek tej konstrukcji robi się jeszcze bardziej imponujący.
86,5 kg inżynierskiego szaleństwa. Na sztukę
Nautilus nie próbuje być praktyczny. I dobrze. Każda kolumna ma około 121 cm wysokości, 43 cm szerokości i ponad 110 cm głębokości. Masa wraz z podstawą to 86,5 kg. Sam moduł głośnikowy waży 44,5 kg, a podstawa kolejne 42 kg. To oznacza, że mamy przed sobą sprzęt, którego nie tylko nie przesunie się wygodnie o kilkanaście centymetrów podczas odkurzania. Już sam wybór miejsca dla niego staje się przedsięwzięciem. Szczególnie że ponad metr głębokości to parametr rzadko pojawiający się przy domowych kolumnach.
Bowers & Wilkins oferuje obecnie trzy standardowe warianty kolorystyczne: Midnight Blue, czarny i srebrny. Producent deklaruje także usługę wykonania wykończenia dopasowanego do dostarczonej próbki lub wskazanego koloru. Każdy Nautilus jest wykonywany ręcznie, lakierowany, polerowany oraz strojony przez specjalistów w fabryce firmy w Worthing w Wielkiej Brytanii.
Łatwo byłoby w tym momencie popłynąć w typowo audiofilski zachwyt i opisywać Nautilusa jak rzeźbę odkopaną w ruinach zaginionej cywilizacji. Nie ma takiej potrzeby. Wystarczy na niego spojrzeć.
Najbardziej imponujące jest to, że Nautilus właściwie się nie zestarzał
Branża elektroniki użytkowej od dekad wychowuje nas w przekonaniu, że produkt powinien szybko ustąpić miejsca następcy. Telefon ma zostać zastąpiony za rok, telewizor dostaje nową generację matrycy, procesora i algorytmów. Słuchawki otrzymują nowe ANC, Bluetooth i kodeki. Nawet rozwiązania audio potrafią dziś starzeć się programowo. Na tym tle Nautilus jest niemal demonstracyjnym aktem nieposłuszeństwa.
Bowers & Wilkins sam podkreśla, że idee zastosowane przy tworzeniu tego modelu przeniknęły później do innych konstrukcji producenta. Szczególnie istotny jest pomysł zwężających się tub pochłaniających energię emitowaną za membraną. Nautilus nie jest więc wyłącznie drogim eksponatem pozostawionym w katalogu z sentymentu. Dla jego twórców stał się punktem odniesienia dla późniejszych rozwiązań.
Jest w tym pewna ironia. Audio Video Show 2026 jest miejscem pełnym premier i współczesnej elektroniki, a jedną z najskuteczniejszych metod przyciągnięcia ludzi do sali okazuje się konstrukcja wywodząca się z 1993 r.
Oczywiście nie wynika z tego, że przez trzy dekady w technice głośnikowej nic się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie, zmieniały się materiały, metody modelowania, przetworniki, produkcja i elektronika. Nautilus pokazuje jednak coś ciekawszego: naprawdę dobry pomysł inżynierski nie potrzebuje corocznego odświeżenia, żeby pozostać interesujący.
Tego sprzętu nie da się do końca poznać w internecie
I tu dochodzimy do właściwego sensu Audio Video Show. Można przygotować świetną specyfikację techniczną Nautilusa, obejrzeć zdjęcia wysokiej rozdzielczości, przeczytać wyjaśnienia Bowers & Wilkins dotyczące zwężających się tub i prześledzić historię konstrukcji czy nawet znaleźć jej wymiary co do milimetra. Tylko że kolumna głośnikowa służy ostatecznie do robienia jednej rzeczy: przesuwania powietrza w pomieszczeniu w taki sposób, żebyśmy słyszeli muzykę. Tego PDF nie przekaże.

Co więcej, mówienie o konkretnym brzmieniu systemu po odsłuchu targowym zawsze wymaga odrobiny pokory. Sala, ustawienie, elektronika, materiał źródłowy, liczba ludzi w pomieszczeniu i samo miejsce odsłuchowe mają znaczenie. Kilkanaście minut spędzonych z systemem podczas wystawy nie zastępuje kontrolowanego testu.
Ale właśnie dlatego audio jest jedną z tych kategorii elektroniki, w których targi nadal mają wyjątkowo dużo sensu. Specyfikacja potrafi opisać konstrukcję. Nie potrafi natomiast odpowiedzieć za nas, czy podoba nam się sposób jej grania.
I właśnie po takie absurdy warto przyjechać na Audio Video Show
Zwłaszcza że Nautilus jest tutaj tylko punktem wyjścia. Tegoroczna, 28. edycja Audio Video Show zajmuje 196 sal, a oficjalna strona wydarzenia podaje 262 wystawców i około 700 marek. Systemy audio prezentowane na wystawie rozciągają się cenowo od urządzeń za około 100 zł aż po konfiguracje warte miliony.
To właśnie ta skala jest największą siłą wydarzenia. Nie trzeba interesować się wyłącznie absurdalnie drogim high-endem. Można wejść do jednej sali, posłuchać systemu będącego motoryzacyjnym odpowiednikiem hipersamochodu, a chwilę później sprawdzać sprzęt, który rzeczywiście dałoby się postawić w mieszkaniu bez wcześniejszej rozmowy z bankiem.
Jest również największa w Polsce strefa słuchawek, w której według organizatora wystawia się ponad 50 producentów i dystrybutorów, jest giełda winyli, sprzęt wideo, kino domowe oraz prezentacje i spotkania.
Bardzo dobrze pokazuje to również mapa PGE Narodowego. W kolejnych salach są między innymi Bowers & Wilkins, Luxman, JBL, Mark Levinson, Hegel, Audio Physic, NAD, ELAC, Rotel Michi, Technics, McIntosh czy Sonus Faber. To nie jest więc impreza, na której przez pół dnia ogląda się pięć premier rozstawionych na ogromnej hali. Sala za salą trafia się na zupełnie inne podejście do tego samego problemu: jak możliwie dobrze odtworzyć muzykę.
Jeżeli zobaczyć Nautilusa na żywo, to właśnie teraz
Audio Video Show 2026 trwa do niedzieli, 25 października. W sobotę 24 października wystawa jest otwarta w godzinach 10:00-20:00, natomiast w niedzielę od 10:00 do 17:00. Jednodniowy bilet w kasie kosztuje 60 zł, a trzydniowy karnet 90 zł. Bilet daje dostęp do wszystkich trzech obiektów.
A jeśli ktoś chce zacząć od Nautilusów to powinien kierować się na PGE Narodowy i szukać Studia TV1. I chyba trudno o lepszego ambasadora idei takich targów. Nautilus nie jest produktem, którego sens polega na niespodziewanym parametrze w tabelce. Nie jest też kolejnym urządzeniem, które za dwanaście miesięcy zastąpi Nautilus 2 z szybszym procesorem i 15 proc. lepszą wydajnością.
To przedziwna, ważąca 86,5 kg na sztukę muszla z czterema przetwornikami, aktywną zwrotnicą i koncepcją akustyczną opracowaną ponad trzy dekady temu. Można o niej przeczytać, można obejrzeć zdjęcia. Ale skoro przez ten weekend stoi w Warszawie i można jej posłuchać, to siedzenie w domu byłoby wyjątkowo mało audiofilskim rozwiązaniem.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.