Dwie kolumny, 2,1 mln zł i 760 kg. A to tylko mały kawałek Audio Video Show
Są sprzęty, których raczej nigdy nie kupimy, ale których zdecydowanie warto choć raz posłuchać. Göbel Divin Monarque kosztują 2,1 mln zł za parę, ważą razem 760 kg i właśnie grają na Audio Video Show 2026. I są świetnym przykładem na to, dlaczego tę wystawę najlepiej poznawać uszami, a nie przez Internet.

Stoimy przed parą kolumn, za którą można kupić naprawdę przyzwoite mieszkanie. Nie jest to przenośnia wymyślona na potrzeby efektownego otwarcia. Organizator Audio Video Show 2026 podaje cenę Göbel Divin Monarque na poziomie 2,1 mln zł za parę. Słownie: dwa miliony sto tysięcy złotych. Jedna kolumna waży 380 kg, więc komplet ma masę 760 kg. Każda mierzy przy tym 194 cm wysokości. W pewnym momencie liczby zaczynają więc wyglądać mniej jak specyfikacja sprzętu hi-fi, a bardziej jak opis ciężkiego wyposażenia technicznego budynku.
I być może właśnie dlatego Göbel Divin Monarque są tak dobrym bohaterem opowieści o Audio Video Show 2026. Bo można oczywiście przeczytać w Internecie, że jakieś kolumny kosztują ponad dwa miliony złotych. Można obejrzeć ich fotografie, przeczytać specyfikację, dyskusje na forach i cudze relacje. Tylko że w przypadku sprzętu audio gdzieś w tym wszystkim bardzo łatwo zgubić rzecz najważniejszą: trzeba go posłuchać.
Czytaj też:
A kiedy ktoś rzeczywiście daje możliwość posłuchania kolumn kosztujących tyle, ile kilka bardzo dobrze wyposażonych samochodów klasy premium razem wziętych, ciekawość zaczyna brać górę nad zdrowym rozsądkiem.
Najpierw trzeba oswoić skalę tego szaleństwa

Göbel Divin Monarque nie są produktem udającym urządzenie do normalnego salonu. Producent wprost opisuje je jako trójdrożną, wysokoskuteczną konstrukcję bass-reflex, a sam model wyrósł z pomysłu przeniesienia części rozwiązań potężniejszych Divin Majestic do nieco mniejszej, jednoczęściowej obudowy. Przy czym słowo „mniejszej” należy tutaj traktować bardzo umownie.
Monarque mają bowiem 194 cm wysokości, 84 cm głębokości i od 54 cm szerokości z przodu do 68 cm z tyłu. Jedna sztuka waży wspomniane 380 kg. Do klienta jedzie w profesjonalnym flight case'ie na kółkach, co przy tych parametrach przestaje być sympatycznym dodatkiem, a zaczyna być logistyczną koniecznością.
Jeżeli ktoś zastanawiał się kiedyś, czy jego wzmacniacz zmieści się na szafce RTV, to tutaj pytania zaczynają dotyczyć raczej tego, którędy kolumna trafi do pomieszczenia i czy naprawdę chcemy ją później przesunąć o piętnaście centymetrów.

To zresztą jeden z uroków najbardziej ekstremalnego high-endu. Hi-fi na tym poziomie przestaje być wyłącznie elektroniką użytkową. Zaczyna zahaczać o architekturę wnętrza, logistykę i luksusowe rzemiosło. Można uznać to za absurd i trudno byłoby mieć o to pretensje. Można też potraktować takie konstrukcje jak supersamochody pokazywane na targach motoryzacyjnych: nie dlatego, że większość odwiedzających zamierza wrócić nimi do domu, ale dlatego, że pokazują, jak daleko producent jest gotowy przesunąć pewne założenia, kiedy budżet przestaje być pierwszym ograniczeniem. I pod tym względem Monarque są fascynujące.
Dwa 15-calowe woofery. W każdej kolumnie
Za niskie częstotliwości odpowiadają dwa autorskie, 15-calowe przetworniki długoskokowe. Pomiędzy nimi pracują dwa 8-calowe przetworniki średniotonowe, a górę pasma powierzono udoskonalonemu przetwornikowi AMT sprzężonemu z potężnym aluminiowym falowodem. Wszystko rozmieszczono symetrycznie na froncie.
Już same dwa piętnastocalowe woofery na kolumnę dają do myślenia. W całej stereofonicznej parze mamy zatem cztery przetworniki basowe o średnicy 15 cali. Producent deklaruje pasmo przenoszenia od 21 Hz do 24 kHz przy spadku -3 dB. Skuteczność to z kolei 96 dB przy 1 W/1 m. Nominalna impedancja wynosi 4 omy, a jej minimum to 3,2 oma przy 64 Hz.
Ta skuteczność jest szczególnie ciekawa. 96 dB to wartość dalece odbiegająca od tego, z czym kojarzymy wiele współczesnych domowych zestawów głośnikowych. Nie oznacza oczywiście, że można bezrefleksyjnie podłączyć do Monarque dowolny wzmacniacz, bo minimalna impedancja również ma znaczenie. Pokazuje natomiast, że Göbel nie próbował budować potężnej kolumny wyłącznie poprzez wrzucenie wielkich przetworników do jeszcze większej skrzyni i liczenie, że odpowiednio mocna końcówka mocy załatwi resztę.

To jest konstrukcja, w której duża powierzchnia membran, wysoka skuteczność i potężna obudowa mają stworzyć zapas dynamiki nie przez brutalną walkę z fizyką, tylko poprzez wykorzystanie jej na własną korzyść.
Ciekawsza od rozmiaru głośników jest jednak sama obudowa
Patrząc na takie monstrum najłatwiej skupić wzrok na przetwornikach. Tymczasem sporo inżynierii kryje się w tym, czego właściwie nie widać. Obudowę wykonano z kompozytów łączonych żywicą i wykorzystano w niej tłumienie constrained-layer, czyli wielowarstwową strukturę mającą ograniczać niepożądane drgania. Wewnątrz znajdują się rozbudowane wzmocnienia oraz rezonatory Helmholtza. Do tego dochodzi odsprzęgnięta aluminiowa ścianka przednia o zmiennej grubości, dochodzącej w najgrubszym miejscu aż do 105 mm. Czyli ponad dziesięć centymetrów.
Przy sprzęcie tego rodzaju łatwo oczywiście utonąć w języku producentów, gdzie każdy kawałek metalu jest „referencyjny”, każdy przewód „bezkompromisowy”, a najdrobniejsza podkładka pod śrubą najwyraźniej wymagała piętnastu lat badań. Dlatego dużo ciekawsze są rozwiązania, które da się powiązać z rzeczywistym problemem konstrukcyjnym. A tutaj problem jest oczywisty. Jeżeli do wielkiej obudowy wsadzamy cztery duże przetworniki i chcemy od niej ogromnej dynamiki, sama skrzynia nie może zacząć grać razem z nimi. Energia powinna zostać zamieniona w ruch membrany, a nie rozkołysać boczne ścianki. Stąd masa, usztywnienia, konstrukcja warstwowa oraz bardzo gruby front.
Imponujące? Tak. Sensowne z technicznego punktu widzenia? Tak. Rozsądne ekonomicznie? Wchodząc w świat kolumn za 2,1 mln zł chyba dawno przestaliśmy zadawać właściwe pytanie.
Średnica jest tu szczególnie interesująca

Göbel sporo uwagi poświęca swoim 8-calowym przetwornikom średniotonowym i zastosowanej w nich firmowej technologii bending wave, rozwijanej przez producenta od ponad 20 lat. Sama nazwa sporo mówi o zasadniczej idei: zamiast traktować membranę wyłącznie jak idealnie sztywny tłok, konstrukcja wykorzystuje kontrolowane fale zginające membrany do reprodukcji dźwięku.
Göbel zestawia tutaj swoją interpretację tej technologii z bardzo klasycznymi elementami dużego systemu głośnikowego: ogromnymi wooferami i wysokotonowym AMT. To interesujące połączenie dwóch światów. Z jednej strony mamy pomysł na specyficzną reprodukcję kluczowego zakresu średniotonowego, z drugiej zwyczajną potrzebę przepompowania odpowiednio dużej ilości powietrza wtedy, kiedy nagranie tego wymaga. A nad tym pracuje AMT.
Air Motion Transformer nie jest dziś egzotycznym rozwiązaniem zarezerwowanym dla systemów za miliony, ale Göbel używa go tutaj w imponującej oprawie. Przetwornik współpracuje z masywnym falowodem wyfrezowanym z aluminium, którego profil ma odpowiadać za odpowiednie zgranie charakterystyki kierunkowej poszczególnych sekcji. I to jest właśnie ten fragment specyfikacji, który w warunkach wystawy warto skonfrontować z własnymi uszami.
Bo Audio Video Show pozwala zrobić coś, czego YouTube nie potrafi
Filmy z odsłuchów sprzętu audio są dziwnym wynalazkiem. Oglądamy za kilkanaście tysięcy złotych ekran, słuchamy na własnych kolumnach albo słuchawkach nagrania z mikrofonu rejestrującego zestaw za kolejne kilkaset tysięcy czy kilka milionów i próbujemy wywnioskować, jak brzmiał system w rzeczywistości. Trochę przypomina to ocenianie jakości telewizora na podstawie zdjęcia jego ekranu wyświetlonego na innym telewizorze.
Dlatego Audio Video Show 2026 ma przewagę: można wejść do pomieszczenia, usiąść i samemu przekonać się, co robi z muzyką zestaw będący daleko poza finansowym zasięgiem niemal każdego normalnego człowieka. W przypadku Divin Monarque miejscem tym jest sala Barcelona na PGE Narodowym. Organizator zapowiada je jako pierwszą polską prezentację tego modelu.
To ważne również dlatego, że nie mówimy o konstrukcji objeżdżającej wystawy od dekady. Światową premierę Divin Monarque zapowiedziano na tegoroczny High End w Wiedniu, odbywający się od 3 do 7 czerwca 2026 r. Kilka miesięcy później można ich posłuchać w Warszawie.
2,1 mln zł za kolumny. Czy to w ogóle ma sens?
Nie wiem, czy to właściwe pytanie. Oczywiście można policzyć, co da się kupić za 2,1 mln zł. Wynik takiego ćwiczenia prawdopodobnie nie będzie szczególnie korzystny dla dwóch wielkich skrzyń służących do odtwarzania muzyki. Przy tym poziomie cenowym dawno opuszczamy świat zwyczajnej elektroniki konsumenckiej, gdzie produkt ocenia się linijką „jakość do ceny”.

Ale ludzie chodzą na wystawy samochodowe nie tylko po to, by porównywać rodzinne SUV-y, a na targi zegarków nie przychodzi się wyłącznie po smartwatcha. Ekstremalne konstrukcje są ciekawe właśnie dlatego, że pokazują, co dzieje się wtedy, kiedy inżynierowie dostają zupełnie inną listę priorytetów.
W przypadku Divin Monarque twardych punktów odniesienia nie brakuje: 380 kg na sztukę, niemal dwa metry wysokości, cztery piętnastocalowe woofery w parze, deklarowane 21 Hz przy -3 dB, 96 dB skuteczności i front dochodzący do 105 mm grubości. Można się z tego podśmiewać. Sam trochę się podśmiewam. Ale jednocześnie bardzo chcę wiedzieć, jaki jest rezultat. I właśnie dlatego siedzę na odsłuchu.
Wystawa audio jest najlepsza wtedy, kiedy przestajemy oglądać metki
Cena ma w przypadku takich urządzeń paskudną właściwość: potrafi zdominować całą rozmowę. Gdy ktoś mówi „kolumny za 2,1 mln zł”, pierwszą reakcją nie jest zastanowienie się nad charakterystyką kierunkową czy konstrukcją przetwornika średniotonowego. Pierwszą reakcją jest mniej więcej: ile?!
Tyle że kiedy sprzęt już stoi przed nami i zaczyna grać, cena na moment przestaje być najciekawszą informacją. Wtedy pozostaje skala. Fizyczność dźwięku. To, jak zestaw radzi sobie z gwałtownymi zmianami dynamiki i jak zachowuje się, kiedy w nagraniu jednocześnie pojawia się energia niskich częstotliwości, środek pasma i mnóstwo drobnych informacji u góry. W przypadku konstrukcji tej wielkości ciekawe jest też to, czy potrafi ona zniknąć jako źródło dźwięku, czy cały czas słyszymy w głowie dwie niemal dwumetrowe kolumny.
I tu celowo nie zamierzam silić się na audiofilski słownik kreatywnego pisania o tym, że „czerń między instrumentami stała się aksamitniejsza, a talerze perkusji dostały trzeci wymiar”. Warunki wystawowe nie są laboratorium, pomieszczenie i ustawienie mają ogromny wpływ na rezultat, a człowiek wchodzący z gwarnego korytarza na kilkunastominutową prezentację nie przeprowadza kontrolowanego testu ABX. Tym bardziej jednak może zrobić coś wartościowego: wyrobić sobie własne zdanie.
I właśnie dlatego warto przyjechać na Audio Video Show
Audio Video Show 2026 odbywa się 23-25 października. Göbel Divin Monarque można znaleźć na PGE Narodowym, w sali Barcelona. Czy trzeba interesować się kupnem kolumn za ponad dwa miliony złotych, żeby miało to sens? Absolutnie nie. Powiedziałbym wręcz, że właśnie na tym polega zabawa.
Internet fantastycznie nadaje się do zdobywania informacji o elektronice. Możemy porównywać pomiary, konstrukcje, rozwiązania techniczne i ceny bez ruszania się z kanapy. W audio jest jednak granica, której monitor nie pozwala przekroczyć. W pewnym momencie trzeba stanąć przed urządzeniem i go posłuchać.A zestaw taki jak Göbel Divin Monarque jest niemal idealnym pretekstem.
Nie musicie wierzyć Göbelowi, że stworzył coś wybitnego. Nie musicie wierzyć wystawcy. I zdecydowanie nie musicie wierzyć dziennikarzowi, który właśnie wrócił z odsłuchu sprzętu kosztującego więcej niż większość z nas wyda na elektronikę przez całe życie. W Warszawie można po prostu wejść do sali Barcelona, usiąść i sprawdzić samemu. Bo jeśli kiedykolwiek posłuchać kolumn za 2,1 mln zł, to najlepiej wtedy, gdy rachunek za nie należy do kogoś innego.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.