REKLAMA

Ciekły gal udawał wnętrze gwiazdy. Wspaniały eksperyment potwierdził teorię

Badacze odtworzyli w laboratorium reżim przepływu przewidywany we wnętrzach szybko obracających się gwiazd i planet. Kluczem był ciekły gal.

Zbudowali fragment fizyki gwiazdy na stole. W środku ciekły metal

Do wnętrza gwiazdy nie wyślemy sondy, nie zrobimy mu zdjęcia i nie pobierzemy próbki. Możemy jednak spróbować odtworzyć rządzącą nim fizykę na Ziemi. Międzynarodowy zespół właśnie coś takiego zrobił. W obracającym się cylindrze z ciekłym galem po raz pierwszy eksperymentalnie uzyskał rodzaj turbulentnego przepływu, który od dziesięcioleci pojawia się w modelach szybko wirujących gwiazd i planet.

Gwiazdy mają problem, którego nie rozwiąże nawet najlepszy teleskop

Teleskopy pozwalają nam oglądać powierzchnie gwiazd, analizować ich światło, mierzyć temperaturę, skład chemiczny, ruch i pole magnetyczne. Nie pozwalają jednak po prostu spojrzeć kilka czy kilkaset tysięcy kilometrów pod powierzchnię. Podobny problem mamy z planetami.

Najgłębszy odwiert wykonany przez człowieka sięgnął zaledwie kilkunastu kilometrów. Tymczasem jądro zewnętrzne Ziemi zaczyna się prawie 2900 km pod naszymi stopami. O jego zachowaniu wnioskujemy pośrednio, m.in. na podstawie fal sejsmicznych i zmian pola magnetycznego.

Jak pisaliśmy w tekście: Jądro Ziemi zmieniło kierunek. Satelity złapały mocny moment, nawet potężne przepływy ciekłego metalu tysiące kilometrów pod nami rekonstruuje się na podstawie subtelnych sygnałów obserwowanych z powierzchni i orbity. W przypadku gwiazd sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Dlatego ogromną rolę odgrywają modele matematyczne i symulacje komputerowe.

Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na najprostsze pytanie: czy model rzeczywiście opisuje naturę? Właśnie tutaj przydaje się cylinder wypełniony ciekłym metalem.

Kluczowym zjawiskiem w tym wszystkim jest konwekcja. Znamy ją chociażby z garnka podgrzewanej wody. Cieplejszy płyn przy dnie staje się lżejszy i unosi się ku górze. Chłodniejszy opada. Jeżeli różnica temperatur jest odpowiednio duża, zamiast spokojnego przewodzenia ciepła powstają całe wirujące struktury.

W gwiazdach i wnętrzach planet mechanizm jest paradoksalnie bardzo podobny, choć skala i warunki są nieporównywalne z kuchennym garnkiem. Gorąca materia z głębszych warstw przemieszcza się ku chłodniejszym obszarom, transportując energię. Jeżeli obiekt jednocześnie szybko się obraca, ruch płynu zostaje silnie zmieniony przez siłę Coriolisa. To ta sama pozorna siła związana z ruchem w obracającym się układzie, która na Ziemi wpływa m.in. na wielkoskalową cyrkulację atmosfery i oceanów.

W gwiazdach i planetach jej znaczenie może być ogromne. Rotacja porządkuje chaotyczną konwekcję, tworzy rozciągnięte struktury przepływu i wpływa na transport ciepła. Ma również związek z powstawaniem pól magnetycznych.

W przypadku Ziemi ruch przewodzącego ciekłego żelaza w jądrze zewnętrznym napędza geodynamo. To mechanizm odpowiedzialny za ziemskie pole magnetyczne. W gwiazdach podobne procesy zachodzą w przewodzącej plazmie i mają znaczenie dla ich aktywności magnetycznej. Tyle że od lat w tej układance brakowało jednego eksperymentalnego elementu.

Modele zakładały istnienie specjalnego rodzaju turbulencji

Teoria przewiduje, że przy dostatecznie szybkiej rotacji i intensywnej konwekcji przepływ powinien wejść w szczególny stan nazywany reżimem bezdyfuzyjnym. Nie oznacza on, że nagle znika przewodnictwo cieplne albo lepkość płynu. Na poziomie mikroskopowym nadal istnieją.

Chodzi o o to, że dla wielkoskalowego ruchu stają się tak mało istotne, że przepływ i transport ciepła są określane przede wszystkim przez dwie naprawdę potężne siły – wypór wynikający z różnic temperatur oraz rotację. Zachowanie wielkich wirów przestaje więc zależeć bezpośrednio od szczegółowych właściwości konkretnego płynu. To niezwykle wygodne dla astrofizyków.

Nie da się przecież w laboratorium wypełnić zbiornika materią znajdującą się we wnętrzu Słońca i ustawić takich samych temperatur, ciśnień oraz rozmiarów. Jeżeli jednak w odpowiednim reżimie wielkoskalowy przepływ staje się niezależny od części mikroskopowych parametrów płynu, można badać jego podstawowe zachowanie przy użyciu znacznie prostszego materiału. Tyle mówiła teoria. Eksperymenty przez dekady nie potrafiły jednak jednoznacznie tego potwierdzić.

Klasyczny eksperyment z konwekcją Rayleigha-Bénarda wygląda pozornie banalnie. Mamy zbiornik z płynem. Podgrzewamy go od dołu i chłodzimy od góry. Różnica temperatur wymusza konwekcję. Problem tak naprawdę polega na tym, że laboratoryjny zbiornik ma ścianki.

Przy jego górnej i dolnej powierzchni tworzą się cienkie warstwy graniczne, w których bardzo duże znaczenie mają przewodzenie ciepła i lepkość. To właśnie one potrafią kontrolować ilość energii przepływającej przez cały eksperyment. W rezultacie badacz chce obserwować fizykę wielkiej wirującej gwiazdy, a zamiast tego część wyniku określa zachowanie kilku milimetrów cieczy przylegającej do metalowej płytki. Przez lata stanowiło to poważną przeszkodę. Teoretycznie przewidywany bezdyfuzyjny stan był niejako ukryty pod efektami wywołanymi przez granice laboratoryjnego urządzenia. Nowy eksperyment znalazł arcyciekawy sposób, żeby ten problem ominąć.

Do zbiornika wlali ciekły gal

Urządzenie wygląda znacznie mniej spektakularnie, niż obiekt, którego fizykę ma reprezentować. To pionowy cylinder o średnicy około 20 cm i wysokości 40 cm. Ścianki wykonano ze stali nierdzewnej, a górną i dolną część z miedzi. Wewnątrz znajduje się ciekły gal.

Gal kojarzy się przede wszystkim z metalem, który można stopić niemal w dłoni. Jego temperatura topnienia wynosi około 30 st. C. W eksperymencie ma jednak znacznie ważniejszą właściwość: bardzo niski współczynnik Prandtla. Ten opisuje relację między rozchodzeniem się pędu w płynie a rozchodzeniem się ciepła.

W cieczach takich jak woda czy olej ciepło i ruch zachowują się inaczej niż w ciekłych metalach. Gal bardzo sprawnie przewodzi ciepło, dlatego jego współczynnik Prandtla wynosi zaledwie około 0,027. To właśnie materiały o bardzo niskiej wartości tego parametru dobrze reprezentują część zjawisk występujących we wnętrzach planet i gwiazd. Cylinder umieszczono na obracającej się platformie. Dolną miedzianą płytę ogrzewano, a górną chłodzono.

Różnica temperatur pomiędzy nimi wynosiła w kolejnych próbach od około 1 do 60 st. C. Cała konstrukcja obracała się z prędkością od około 1 do 35 obrotów na minutę. Nie wygląda to imponująco w porównaniu z gwiazdą. I nie musi.

Ciekłe metale w szybko obracającym się zbiorniku mogą zachowywać się w szczególny sposób. Zamiast klasycznej, stosunkowo stabilnej konwekcji powstaje oscylacyjny tryb termiczno-inercyjny. Struktury przepływu poruszają się i pulsują, a najważniejsze jest to, że ich powstawaniem steruje gradient temperatury wewnątrz płynu. Nie są uzależnione w taki sam sposób od warstw granicznych przy górnej i dolnej płycie.

To otworzyło eksperymentalne okno na reżim, którego wcześniej nie można było czysto zaobserwować. Badacze systematycznie zmieniali moc grzania od około 10 do 2000 W oraz szybkość obrotu urządzenia. Dzięki temu mogli przechodzić przez szeroki zakres warunków konwekcyjnych i sprawdzać, czy zachowanie ciekłego galu zacznie odpowiadać przewidywaniom teorii. Odpowiedź okazała się twierdząca. I nie chodziło o pojedynczy wykres wyglądający mniej więcej tak, jak oczekiwano.

Sprawdzili teorię na 3 sposoby. Wszystkie dały ten sam wynik

Zespół mierzył trzy niezależne cechy przepływu. Pierwszą była efektywność transportu ciepła, czyli to, jak skutecznie konwekcja przenosi energię z podgrzewanego do chłodzonego końca zbiornika. Drugą była prędkość przepływu ciekłego metalu. Trzecią były wahania temperatury wewnątrz galu, pokazujące strukturę turbulentnej konwekcji.

Każda z tych wielkości powinna zmieniać się według określonych zależności przewidywanych przez bezdyfuzyjny model szybko obracającej się konwekcji. Wszystkie trzy pomiary ilościowo zgodziły się z przewidywaniami. Badacze wykonali również bezpośrednie symulacje numeryczne. One także dały wyniki odpowiadające eksperymentowi i modelowi teoretycznemu.

Powstała więc rzadka i bardzo wartościowa sytuacja: teoria, fizyczny eksperyment i pełna symulacja numeryczna wskazały to samo zachowanie. Po raz pierwszy laboratoryjnie potwierdzono stan przepływu, który modele od dawna przypisywały wnętrzom szybko obracających się ciał niebieskich.

40-centymetrowy cylinder może powiedzieć coś o całej gwieździe

Nie oznacza to oczywiście, że zbiornik z galem jest modelem konkretnej gwiazdy w skali 1:1. Nie ma w nim reakcji termojądrowych, nie ma gwiazdowego ciśnienia ani temperatury liczonej w milionach st. C. Gal nie jest plazmą, a cylinder nie ma nawet kształtu kuli. Eksperyment odtwarza jedynie konkretny fragment fizyki: relację pomiędzy konwekcją, szybkim obrotem i turbulentnym transportem ciepła.

To jednak wystarcza, żeby sprawdzić podstawowe prawa stosowane później w znacznie większych modelach. Właśnie na tym polega potęga skalowania w fizyce płynów. Nie trzeba budować drugiej Ziemi, żeby badać zachowanie jej jądra. Trzeba stworzyć układ, w którym odpowiednie stosunki pomiędzy najważniejszymi siłami są podobne.

Przeczytaj także:

Właśnie dlatego naukowcy tak chętnie korzystają z bezwymiarowych liczb, takich jak liczba Rayleigha, Ekmana czy Prandtla. Nie opisują one konkretnej temperatury albo rozmiaru. Mówią o relacji między mechanizmami rządzącymi przepływem. Jeżeli laboratoryjny eksperyment znajdzie się w tym samym reżimie fizycznym co fragment gwiazdy, jego rozmiar przestaje być najważniejszym problemem.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.