Microsoft stworzył wymarzonego Windowsa. Jest tylko jeden haczyk
Microsoft obiecuje lokalne modele 30B+, głęboką integrację z WSL i system gotowy do pracy od pierwszego uruchomienia. Brzmi jak Linux na sterydach, ale w wersji z logo Windowsa.

Od lat powtarza się ta sama historia: programista kupuje nowy komputer z Windowsem, uruchamia go, po czym zaczyna wielogodzinny rytuał sprzątania. Usuwanie preinstalowanych aplikacji, wyłączanie usług, instalacja Terminala, konfiguracja środowisk, poprawki w Rejestrze, walka z Wyszukiwarką, która potrafi zgubić własne pliki. To nie jest złośliwość - to po prostu efekt tego, że Windows próbuje być wszystkim dla wszystkich. Systemem dla graczy, dla biur, dla szkół, dla seniorów, dla korporacji, dla twórców, dla zwykłych użytkowników. A gdy próbujesz być wszystkim, trudno być świetnym w czymkolwiek.
Project Zenith ma być odpowiedzią na ten problem. Microsoft zapowiada, że to nie jest kolejna edycja Windowsa, lecz specjalnie przygotowana konfiguracja systemu, która ma działać w myśl „ready-to-code”. Czyli uruchamiasz komputer i od razu możesz pracować, bez konieczności przechodzenia przez rytuał konfiguracji, który każdy programista zna aż za dobrze. To Windows, który nie próbuje cię wychowywać, nie narzuca workflow, nie zasypuje powiadomieniami i nie próbuje udawać, że wie lepiej, czego potrzebujesz.
Czytaj też:
Developer‑class PC, czyli Windows na sterydach

Najciekawsze w całym projekcie jest to, że Microsoft wreszcie przestał udawać, że „Windows dla deweloperów” może działać na każdym laptopie z elektromarketu. Zenith ma konkretne, twarde wymagania sprzętowe, które brzmią bardziej jak opis serwera niż domowego peceta. Minimum 64 GB zunifikowanej pamięci i 250 GB/s przepustowości to parametry, które jeszcze kilka lat temu były poza zasięgiem zwykłych komputerów. Teraz mają stać się standardem w maszynach dla twórców oprogramowania.
Po co aż tyle? Microsoft mówi wprost: na takim sprzęcie mają działać lokalnie modele o rozmiarze 30 mld parametrów i więcej. Bez chmury, wysyłania danych na zewnątrz i opóźnień. To oznacza, że komputer dewelopera staje się mini-serwerem AI, zdolnym do pracy z dużymi modelami, które jeszcze niedawno wymagały GPU za kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Pierwsze urządzenia z Project Zenith będą oparte na AMD Ryzen AI Halo, czyli nowej klasie mini-desktopów zaprojektowanych z myślą o obliczeniach AI. Microsoft zapowiada, że kolejni producenci dołączą do programu w najbliższych miesiącach, co sugeruje, że Zenith nie jest eksperymentem, lecz początkiem większej zmiany w portfolio Windowsa.
System, który nie wymaga sprzątania - i wreszcie ma sensowne ustawienia
Eksplorator plików pokazuje rozszerzenia, ukryte pliki, pełną ścieżkę w pasku tytułu, ma włączone long-path support, a do tego wyłączone są podpowiedzi synchronizacji i „ostatnio używane pliki”, które zwykle tylko zaśmiecają widok. Wyszukiwarka i Start mają domyślnie włączony Command Palette, a wszystkie „tipy”, powiadomienia konta i inne rozpraszacze są wyłączone.

Do tego dochodzi zestaw preinstalowanych narzędzi: Terminal Windows, Visual Studio Code, GitHub Copilot, PowerToys, WinAppCLI, a także środowiska i języki, które zwykle i tak każdy instaluje ręcznie. Terminal i VS Code są nawet przypięte do Paska zadań.
WSL w wersji „głębokiej integracji”
Microsoft podkreśla, że WSL stał się fundamentem pracy deweloperów na Windowsie. W zeszłym roku został w pełni otwartoźródłowiony, a na Build 2026 firma pokazała WSL containers, czyli natywny sposób uruchamiania i zarządzania kontenerami linuksowymi bezpośrednio w Windowsie. Zenith korzysta z tego.
Położono duży nacisk na bezpieczeństwo agentów AI. Microsoft zapowiada, że Zenith będzie korzystał z Microsoft Execution Containers (MXC), czyli mechanizmu izolacji agentów, który ma zapewnić kontrolę nad ich działaniem i dostępem do zasobów. Do tego dochodzi OS-enforced identity i zarządzanie na poziomie enterprise.
Microsoft próbuje zbudować nową narrację: Windows jako platforma dla twórców, nie tylko dla konsumentów. Zenith jest próbą pokazania, że firma słucha programistów i reaguje na ich potrzeby. Czy to wystarczy? Zobaczymy, gdy pierwsze urządzenia trafią do sprzedaży i gdy pierwsi deweloperzy sprawdzą, czy system faktycznie jest tak stabilny, przewidywalny i szybki, jak obiecuje Microsoft.
Tym niemniej: jeśli Windows ma odzyskać zaufanie programistów, to właśnie w takim kierunku musi iść. Mniej chaosu, więcej kontroli. Mniej marketingu, więcej konkretów. Mniej „magii Windowsa”, więcej zwykłej, technicznej solidności.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.